Trzymają śmieci w stodole, bo nie ma ich kto odebrać
84
Stodoła zawalona workami z odpadami, wokół domu podobnie. W pobliskich polach porozrzucane śmieci, wśród których przeważają pieluchy jednorazowego użytku. Taki obraz maluje się w przysiółku Kurpiel w Święcanach. Gospodarstwo państwa Katarzyny i Dominika Turków jest jednym z kilku, gdzie nie docierają służby zajmujące się zbieraniem śmieci. Władze gminy Skołyszyn tłumaczą to brakiem możliwości dojazdu do tych posesji, a Turkowie i sąsiedzi lenistwem firmy sprzątającej. A jak jest naprawdę?


Umowa na wywóz odpadów została zawarta pomiędzy Katarzyną i Dominikiem Turkami a Gminnym Zakładem Gospodarki Komunalnej z datą 4 marca 2008 roku. Od tego czasu, jak nas przekonuje pan Dominik, nikt nie zgłosił się po odbiór śmieci mimo, że wykonawca usługi zobowiązał się do tego na piśmie. Według umowy odpady miały być zabierane, zgodnie z harmonogramem dwa razy w miesiącu.

- Oni mieli odbierać śmieci spod posesji, a tego nie robią. Od początku podpisania umowy, przez dwa lata ani raz ich nie odebrali, więc ja nie płacę. W umowie jest wyraźnie napisane, że po wykonaniu usługi mam zapłacić, ale usługa nie została wykonana. – tłumaczy nam Dominik Turek. Z kolei Krzysztof Kozioł, kierownik Gminnego Zakładu Gospodarki Komunalnej tłumaczy, że w umowie nie ma wzmianki o zabieraniu śmieci spod każdej posesji. Zaznacza jednocześnie, że państwo Turkowie nie wywiązali się z umowy, bo nie zapłacili rachunku.

- Klient nie wywiązał się z umowy ani w 2008 roku, ani w 2009. Zgodzę się, że mogły być trudności z odbiorem w tym czasie, kiedy droga nie była przebudowana i ciężko było tam dojechać, ale klient miał możliwość wywożenia nieczystości do głównej drogi. Mimo to, pan Turek tego nie robił, chociaż samochód po odbiór odpadów jeździ tam zgodnie z ustalonym harmonogramem – twierdzi Kozioł.

Pan Dominik żali się, że nie ma już gdzie składować śmieci. I rzeczywiście stodoła jest zapchana workami po sam sufit, dookoła na podwórku też ich pełno. – Ostatnio pan Kozioł powiedział mi, że mam te śmieci schować do stodoły i czekać aż przyjadą po ich odbiór. Z kolei kierownik GZGK tłumaczy, że on nie będzie wynosił śmieci ze stodoły. - One powinny być przygotowane do wywiezienia, do miejsca ogólnodostępnego, żeby nie sprawiało to trudności firmie wywożącej odpady.

Agnieszka Sitek, sąsiadka Turków płaci regularnie rachunki do Urzędu Gminy. Mimo to, wykonawca usługi nie wywiązuje się z umowy. – Ja płacę, bo się boję, ale śmieci sama wywożę kawał drogi, do góry. To są przeważnie pampersy, bo mam dwójkę małych dzieci. Potem psy chodzą i rozwalają to wszystko i śmieci plączą się po okolicy. A jak pada deszcz to wszystko spływa do naszych studni – mówi pani Agnieszka. Powołuje się także na rozmowę z Krzysztofem Koziołem, który według jej relacji kazał przywieźć śmieci do kontenera znajdującego się przed Urzędem Gminy w Skołyszynie.

Z kolei kierownik GZGK twierdzi, że nikt poza Dominikiem Turkiem w tej sprawie u niego nie interweniował. – Ani pani Sitek, ani nikt z gminy poza panem Turkiem nie zgłasza żadnych pretensji. To jest rejon górzysty i jak przyjdzie zima, to nie ma możliwości, żeby tam dojechać – tłumaczy Kozioł. Zapewnia nas jednocześnie, że w najbliższym planowanym terminie, czyli 12 stycznia br., jak tylko będzie możliwość dojazdu do posesji państwa Turków, to wszystkie śmieci zostaną stamtąd zabrane. - Jeżeli nie będzie warunków to pan Turek wyniesie te śmieci do głównej drogi i stamtąd zostaną zabrane.
W związku z komentarzami, jakie się pojawiły pod artykułem, informujemy naszych czytelników, że w domu państwa Katarzyny i Dominika Turków panuje nienaganny porządek, a śmieci wbrew opinii niektórych czytelników są posegregowane i składowane w oddzielnym miejscu.
Katarzyna Pacwa-Wilk


Umowa na wywóz odpadów została zawarta pomiędzy Katarzyną i Dominikiem Turkami a Gminnym Zakładem Gospodarki Komunalnej z datą 4 marca 2008 roku. Od tego czasu, jak nas przekonuje pan Dominik, nikt nie zgłosił się po odbiór śmieci mimo, że wykonawca usługi zobowiązał się do tego na piśmie. Według umowy odpady miały być zabierane, zgodnie z harmonogramem dwa razy w miesiącu.

- Oni mieli odbierać śmieci spod posesji, a tego nie robią. Od początku podpisania umowy, przez dwa lata ani raz ich nie odebrali, więc ja nie płacę. W umowie jest wyraźnie napisane, że po wykonaniu usługi mam zapłacić, ale usługa nie została wykonana. – tłumaczy nam Dominik Turek. Z kolei Krzysztof Kozioł, kierownik Gminnego Zakładu Gospodarki Komunalnej tłumaczy, że w umowie nie ma wzmianki o zabieraniu śmieci spod każdej posesji. Zaznacza jednocześnie, że państwo Turkowie nie wywiązali się z umowy, bo nie zapłacili rachunku.

- Klient nie wywiązał się z umowy ani w 2008 roku, ani w 2009. Zgodzę się, że mogły być trudności z odbiorem w tym czasie, kiedy droga nie była przebudowana i ciężko było tam dojechać, ale klient miał możliwość wywożenia nieczystości do głównej drogi. Mimo to, pan Turek tego nie robił, chociaż samochód po odbiór odpadów jeździ tam zgodnie z ustalonym harmonogramem – twierdzi Kozioł.

Pan Dominik żali się, że nie ma już gdzie składować śmieci. I rzeczywiście stodoła jest zapchana workami po sam sufit, dookoła na podwórku też ich pełno. – Ostatnio pan Kozioł powiedział mi, że mam te śmieci schować do stodoły i czekać aż przyjadą po ich odbiór. Z kolei kierownik GZGK tłumaczy, że on nie będzie wynosił śmieci ze stodoły. - One powinny być przygotowane do wywiezienia, do miejsca ogólnodostępnego, żeby nie sprawiało to trudności firmie wywożącej odpady.

Agnieszka Sitek, sąsiadka Turków płaci regularnie rachunki do Urzędu Gminy. Mimo to, wykonawca usługi nie wywiązuje się z umowy. – Ja płacę, bo się boję, ale śmieci sama wywożę kawał drogi, do góry. To są przeważnie pampersy, bo mam dwójkę małych dzieci. Potem psy chodzą i rozwalają to wszystko i śmieci plączą się po okolicy. A jak pada deszcz to wszystko spływa do naszych studni – mówi pani Agnieszka. Powołuje się także na rozmowę z Krzysztofem Koziołem, który według jej relacji kazał przywieźć śmieci do kontenera znajdującego się przed Urzędem Gminy w Skołyszynie.

Z kolei kierownik GZGK twierdzi, że nikt poza Dominikiem Turkiem w tej sprawie u niego nie interweniował. – Ani pani Sitek, ani nikt z gminy poza panem Turkiem nie zgłasza żadnych pretensji. To jest rejon górzysty i jak przyjdzie zima, to nie ma możliwości, żeby tam dojechać – tłumaczy Kozioł. Zapewnia nas jednocześnie, że w najbliższym planowanym terminie, czyli 12 stycznia br., jak tylko będzie możliwość dojazdu do posesji państwa Turków, to wszystkie śmieci zostaną stamtąd zabrane. - Jeżeli nie będzie warunków to pan Turek wyniesie te śmieci do głównej drogi i stamtąd zostaną zabrane.
***
W związku z komentarzami, jakie się pojawiły pod artykułem, informujemy naszych czytelników, że w domu państwa Katarzyny i Dominika Turków panuje nienaganny porządek, a śmieci wbrew opinii niektórych czytelników są posegregowane i składowane w oddzielnym miejscu.
Katarzyna Pacwa-Wilk




