Władze Kołaczyc szukają oszczędności. Ofiarą pada oświata.
Kolejne szkoły do likwidacji. Tym razem w gminie Kołaczyce. Na sześć placówek zostanie zamknięta jedna podstawówka oraz cztery gimnazja. Powód? Oszczędności. Rodzice pytają, dlaczego tylko w oświacie. Burmistrz gminy tłumaczy, że to nieprawda, bo kryzys dotknął każdej sfery lokalnego życia.
Spośród sześciu zespołów szkół podstawowych i gimnazjalnych do likwidacji wytypowany został ten w Krajowicach. - Nie podoba mi się ten pomysł, bo sygnały o trudnej sytuacji gminy były już znacznie wcześniej. Po wyborach, na zebraniach było mówione, że nie dojdzie do likwidacji szkół. To co się dzieje teraz jest szokujące. Władze mówią, że szkołę zamykają ze względów oszczędnościowych, bo za dużo kosztujemy. A może by tak po gospodarsku zacząć od innych oszczędności, a nie od razu do szkół – mówi nam rozżalona Ewa Banach, dyrektor Szkoły Podstawowej i Gimnazjum w Krajowicach. - Gmina nie szuka oszczędności na oświacie, bo nigdy na tym nie oszczędzała. Szukamy w ogóle oszczędności w budżecie gminy - odpowiada Małgorzata Salacha, burmistrz Kołaczyc.
W ciągu ostatnich dwóch lat dotacja na utrzymanie szkół wzrosła siedmiokrotnie. Jeszcze w 2008 roku gmina dopłacała do działalności szkół 484 tys. zł, ale już w roku 2009 było to ponad 1 mln 576 tys. zł. W tym roku kwota ta sięgnie ponad 3 mln zł. - Dzieci ubywa, a subwencja przychodzi na dziecko. Nie ubywa natomiast nauczycieli. Musimy co roku brać duże kredyty, bo budżet gminy Kołaczyce wynosi średnio 21 mln zł. Z tego 50% idzie na oświatę, 30% opieka społeczna, a reszta nie wystarcza na jakiekolwiek inwestycje – tłumaczy burmistrz.
W tym roku zmieniła się ustawa o konstruowaniu budżetu. W praktyce oznacza to m.in., że władze gminy nie mogą zaciągać kredytu na zadania własne. A jednym z nich jest właśnie oświata. W gminie Kołaczyce do wszystkich szkół uczęszcza łącznie blisko tysiąc dzieci. W samych Krajowicach jest ich 84, z czego 43 to dzieci z Jasła. - Chciałabym, żeby zostały dwa gimnazja: w Kołaczycach i Bieździedzy, bo są największe i warunki lokalowe też na to pozwalają. Jest też koncepcja, żeby zlikwidować szkolę w Krajowicach – wyjaśnia Salacha. Gdyby został zrealizowany ten scenariusz, to pracę straciłoby kilkudziesięciu nauczycieli. – W tej sytuacji oni już nigdzie nie znajdą pracy i zostaną bez środków do życia. Mam trzy panie, które są jedynymi żywicielami rodziny z dziećmi. Nie wiem jak im wręczę wypowiedzenia – mówi ze łzami w oczach dyrektor Banach.
W miniony piątek odbyło się posiedzenie komisji budżetowej, na której omawiano m.in problem oszczędności w gminnej oświacie. Burmistrz przekonywała, że nie ma innej możliwości, mimo, iż szuka ich wszędzie. - Oszczędności są konieczne. Przy konstrukcji budżetu na ten rok próbowałam ich szukać w urzędzie gminy, ale ich nie znalazłam. Nam przybywa zadań do wykonania, zleconych przez Urząd Wojewódzki i ministerstwa, natomiast brakuje ludzie do obsługi. Przez te cztery lata urzędowania zwiększyłam zatrudnienie o 1 etat – wyjaśnia burmistrz.
Rodzice zapowiadają jednak twardą walkę, bo dla nich i dla ich dzieci szkoła to nie tylko placówka edukacyjna, ale także jedyne we wsi miejsce spotkań towarzyskich. - Ta szkoła pełni dla nas funkcję większą niż szkoła. Jest także ośrodkiem kulturalnym, gdzie nasze dzieci mogą się spotkać, pograć w piłkę. To jedyne miejsce, gdzie jest życie społeczne. Innych rzeczy u nas w wiosce nie ma. Likwidując szkołę, likwiduje się nasze serce – mówi z przekonaniem Marek Forystek, rodzic dwójki uczniów szkoły w Krajowicach.
Jeżeli taka sytuacja będzie się dłużej utrzymywać, albo co gorsza pogłębiać, to Małgorzata Salacha zrezygnuje z pełnienia swojego urzędu. - Jeżeli taki stan utrzymamy to gmina stanie w sytuacji zarządu komisarycznego, a ja odejdę, ponieważ nie chcę być kojarzona z zarządem komisarycznym – dodaje burmistrz Salacha.
O dalszych losach szkół będziemy informować na bieżąco.
(kp)

