Właścicielka hodowli kotów maine coon w Jaśle i jej córka usłyszały zarzuty znęcania się nad zwierzętami
Inspektorzy z OTOZ Animals z Krosna i Sanoka po trzech interwencjach w obecności policjantów odebrali hodowli kotów rasy maine coon w Jaśle łącznie 141 zwierząt. Nie mogli pozwolić, aby koty nadal żyły w brudzie, we własnych odchodach, niedożywione i chore. Sprawa została również zgłoszona do prokuratury. W ubiegłym tygodniu właścicielka oraz jej córka usłyszały zarzuty znęcania się nad zwierzętami. Kobiety nie przyznały się do winy i odmówiły składania wyjaśnień.

Trzy interwencje OTOZ-u. Zabrano 141 kotów
We wrześniu br. inspektorzy Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt (OTOZ) z Krosna i Sanoka trzykrotnie interweniowali w hodowli kotów maine coon w Jaśle. Po niepokojących sygnałach, które do nich docierały postanowili sprawdzić, czy polegają one na prawdzie. Aż trudno było im uwierzyć, że w tak dużym domu dobrze prezentującym się na zewnątrz mogą mieć miejsce tak przerażające rzeczy. Jak wielokrotnie podkreślali "Animalsi", za każdym razem, kiedy wchodzi do środka uderzał w nich smród brudnych, nieczyszczonych kuwet. Wszędzie walały się kocie odchody. Najgorszy jednak był widok kotów z biegunkami, zaniedbanych i przede wszystkim chorych. Zabrane zwierzęta w ciężkim stanie trafiły pod opiekę weterynarzy. Podczas pierwszej interwencji właścicielce z Jasła zabrano 16 kotów, z czego 4 padły. Tydzień później z hodowli zabrano kolejnych 48 kotów. Trzecia interwencja miała miejsce nie w weekend, jak dwie poprzednie, ale początkiem tygodnia. Tym razem inspektorzy odebrali 77 zwierząt.

- Koty były pochowane w łóżkach, szafkach, również tych w kuchni, pawlaczach, a nawet w dziurach w stropie. Stężenie mocznika było tak duże, że łzy leciały z oczu bez opamiętania. Od 11 września, kiedy interweniowaliśmy po raz pierwszy do chwili obecnej w domu zastaliśmy dokładnie to samo – mówiła nam następnego dnia po ostatniej interwencji Anna Michoń-Hus z OTOZ Animals z Sanoka. - Warunki były straszne. Wszędzie były odchody, koty były pozamykane, nie było kuwet, misek z karmą ani wody pitnej. Podczas interwencji nasze transportery były kopane, wyrzucane przez okna, wypuszczano nam złapane koty. Zwierzęta są zasmarkane z ropnymi wydzielinami z uszu i oczu, z biegunkami. Po przywiezieniu musieliśmy kotom myć odbyty, bo były pozaklejane kupami – dodała A. Michoń-Hus.

Żadne z odebranych zwierząt nie jest zdrowe. Lekarze, którzy przebadali koty stwierdzili u nich min. powiększone węzły chłonne, przewlekłe zapalenie jelit oraz katar. Przy każdej interwencji OTOZ-u towarzyszyli im funkcjonariusze policji. Po tym, jak inspektorzy złożyli zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa znęcania się nad zwierzętami, funkcjonariusze dokonali przeszukania pomieszczeń domu oraz posesji, w celu sprawdzenia dobrostanu znajdujących się tam zwierząt oraz ujawnienia śladów i dowodów mogących świadczyć o niezgodnym z prawem traktowaniem zwierząt. Podczas interwencji policjanci natknęli się na szczątki kotka.
Właścicielka i jej rodzina byli bardzo agresywni nie tylko wobec "Animalsów", ale również funkcjonariuszy policji, dlatego prowadzone jest również odrębne postępowanie pod kątem naruszenia nietykalności cielesnej policjantów.
Kobiety usłyszały zarzuty znęcania się nad zwierzętami
Co więcej początkiem października właścicielka i jej córka usłyszały prokuratorskie zarzuty. - Dwóm kobietom zostały postawione zarzuty znęcania się nad zwierzętami. Podejrzane nie przyznały się do winy i odmówiły składania wyjaśnień. Wobec nich zastosowano środki zapobiegawcze. W stosunku do jednej dozór i nakaz powstrzymania się od prowadzenia hodowli wszelkich zwierząt, wobec drugiej poręczenie majątkowe oraz nakaz powstrzymania się od prowadzenia hodowli wszelkich zwierząt – mówi prokurator Grażyna Krzyżanowska, szefowa Prokuratury Rejonowej w Jaśle.
Kobietom grozi do 3 lat pozbawienia wolności. W sprawie najprawdopodobniej powoływany będzie biegły lekarz weterynarii, który oceni m.in. stan kotów oraz warunki w jakich przebywały. Śledczy będą również weryfikować informacje dotyczące sekcji padłych kotów, które miała przeprowadzać córka właścicielki hodowli.
id
fot. OTOZ Animals Sanok

