Zachód wobec zagrożenia islamskiego
Zachód wobec zagrożenia islamskiego.
Na Bliskim Wschodzie szerzy się niespotykany terror i przemoc. Strach i bieda jaki wywołuje wszechogarniające świat islamskie okrucieństwo, spowodowało napływ do Europy ogromnej rzeszy uchodźców i imigrantów islamskich. Odpowiedzią Zachodu na ten problem była tzw. polityka otwartych drzwi, preferowana przez Niemcy i Komisję Europejską. Szczególnie mocno do przyjmowania ogromnej rzeszy uchodźców brnęły środowiska nowej lewicy, dominujące na scenie politycznej wielu krajów zachodnich. Z pojawiającą się kolejną falą uchodźców w Europie pojawiła się cała seria zamachów terrorystycznych, których skala i okrucieństwo potęgowały się z dnia na dzień.

dr Maria Szańca/fot. Jadwiga Steliga
Niektórzy badacze udowadniają, że owe wielkie ruchy migracyjne w sposób precyzyjny wykorzystywane były przez różne grupy islamskich radykałów. Jürgen Elsässer pisał o wieloletnich działaniach islamistów, wchodzących do Europy przez Bałkany od początku lat 90. XX w. Celem miała być islamizacja Starego Kontynentu. Autor podaje, że na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku powstała tzw. Islamska Deklaracja (prawdopodobnie w Bośni), która zawiera między innymi następujące sformułowanie: „Nie może być pokoju ani współegzystencji między wiarą islamską, a nie islamskimi wspólnotami i instytucjami politycznymi”. I dalej: „Ruch muzułmański powinien i musi przejąć władzę, kiedy tylko będzie wystarczająco silny moralnie i liczbowo, by nie tylko obalić obecne nieislamskie panowanie, ale stworzyć nowe - islamskie (...)”. Wiele środowisk politycznych i intelektualnych na Zachodzie nie było w stanie odpowiedzieć na pojawiające się zagrożenie z kilku powodów: Po pierwsze, z powodów ideologicznych, nie chciano uznać, że zarzewiem terroryzmu jest islamistyczna ideologia. Związane to było z dominującą w przestrzeni medialnej poprawnością polityczną. Po drugie, obawiano się, że projekt tworzenia superpaństwa w Europie runie, jeśli do głosu dojdą tendencje „nacjonalistyczne”. Poczucie zagrożenia niepomiernie wzrosło, utopia bankrutowała na oczach całego świata, dlatego też w siłę zaczęły rosnąć antyislamskie i eurosceptyczne nurty polityczne, jak Front Narodowy Marine Le Pen czy Alternatywa dla Niemiec. Społeczeństwa zaczęły utożsamiać politykę multikulturalizmu z Unią Europejską.
Problem islamizacji Europy nie ogranicza się jedynie do kwestii terroryzmu. Procesy rewolucyjne na Starym Kontynencie zaowocowały zapaścią demograficzną, bezprzykładną w dziejach. Procesy demograficzne w sposób oczywisty zmieniają oblicze kulturowe Europy. Dr Monika Bartoszewicz w badaniach socjologicznych, wykazała, że problemy z islamską imigracją pogłębiają się wraz z ilością tej społeczności w świecie Zachodu. Problemy w tym zakresie nie występują, jeśli społeczność ta nie przekracza 2 proc. populacji. Od 2-5 proc. zaczyna się misyjność ludności muzułmańskiej, nastawionej na pozyskanie zwolenników wśród miejscowej ludności. Od 5-10 proc. (obecna sytuacja wielu krajów UE) w wielu ośrodkach wielkomiejskich powstają wydzielone islamskie dzielnice, gdzie pojawiają się ruchy polityczne nastawione na zaprowadzenie prawa Szariatu na tym wydzielonym terytorium. W wielu wypadkach na taki obszar nie ma wstępu policja i inne służby państwowe. Dla przykładu - francuskie władze przyznały, że w kraju istnieje 751 „drażliwych” stref miejskich, w Berlinie getto muzułmańskie Neukȍlln to minikalifat, czy słynna dzielnica Brukseli - Molenbeek, którą muzułmańscy rezydenci uważają za „ziemię islamską”. Zdaniem Bartoszewicz, dalszy proces powiększania liczbowego społeczności islamskiej może prowadzić do pewnej formy wojny domowej w poszczególnych państwach. Tezy te zgadzałyby się z ustaleniami Jürgena Elsässera, który analizuje zapisy wspomnianej islamskiej Deklaracji, stanowiącej podstawę myślenia dla wielu grup politycznych: „Muzułmanin w ogóle nie istnieje jako niezależna jednostka”. Można zatem powiedzieć, że może realizować swoje religijne (a zarazem polityczne) cele tylko w dużej grupie. Im większa to grupa, tym większe ambicje i cele.
Błędna polityka Zachodu wobec krajów arabskich wynikała z niezrozumienia istoty podstaw kulturowych i cywilizacyjnych tych społeczności. Dyktatorski sposób sprawowania rządów w tym świecie jest raczej normą, a zachodnioeuropejski model demokracji jest z definicji odrzucany. Zlikwidowanie dawnych (względnie świeckich) dyktatur (Saddam Husajn, Muammar Kadafi) nie doprowadziło do powstania państw demokratycznych na tym obszarze, lecz do bezwzględnej walki różnych grup zmierzających do nowych form dyktatury. Przemoc jest oczywistą, w pewnych przestrzeniach świata islamskiego, metodą dochodzenia do władzy (również w Europie).
Sukcesy tzw. Państwa Islamskiego wynikają nade wszystko z bezwzględności żołnierzy fanatycznie oddanych idei panowania islamu w świecie. Zamachy terrorystyczne w świecie Zachodu w wielu wypadkach są powodowane chęcią zawładnięcia tymi państwami. Stosowane są metody charakterystyczne dla miejsc, skąd wywodzą się terroryści. To nie wybory, ale przemoc wywołująca poczucie strachu, stanowią metodę dojścia i utrzymania władzy. Multikulturalizm jest w tej sytuacji całkowicie bezbronny, nie daje żadnej sensownej odpowiedzi na zagrożenia dla świata Zachodu. Wręcz odwrotnie - zamiast samoobrony mamy do czynienia z autodestrukcyjną walką z własną tradycją. Jedynym ratunkiem, jest porzucenie tej drogi i powrót do łacińskich korzeni świata Zachodu. U podstaw tego świata leży chrześcijaństwo i wspólnoty narodowe. W wypadku kontynuowania drogi multikulturalizmu, Europie grozi cywilizacyjna i polityczna katastrofa. Niestety wielu polityków, nie tylko lewicowych i liberalnych, zdaje się tego nie dostrzegać i ciągle propaguje ideę społeczeństw wielokulturowych, co może doprowadzić do stopniowej islamizacji Europy. Oriana Fallaci, włoska pisarka i dziennikarka zmarła w 2006 r. napisała kiedyś, że „to emigracja, nie terroryzm, jest koniem trojańskim, który pojawił się na Zachodzie i uczyni z Europy to, co nazywam Eurabią. To emigracja, nie terroryzm, jest bronią, na którą liczą, aby nas podbić, unicestwić, zniszczyć.” Fallaci traktowano jako złowieszczą Kasandrę i mało kto brał na serio jej przepowiednie.
A może warto to zrobić, póki nie jest jeszcze za późno...
Najbardziej niebezpieczna sytuacja dla nas chrześcijan będzie wtedy, gdy lewicowo-liberalne autorytety moralne znajdą z muzułmańskimi fundamentalistami wspólny język. A będzie to możliwe, gdy islam zdobędzie w Europie realną pozycję w polityce. Jestem przekonana, że najzagorzalsi z dzisiejszych wojowników walczących zaciekle z Ciemnogrodem, pierwsi pobiegną do meczetu. Nie takie sojusze świat widział.
dr Maria Szańca
Maria Szańca, dr nauk humanistycznych, filolog - slawista, historyk, teolog, oligofrenopedagog i tłumaczka, która w swoim dorobku ma przełożenie na język bułgarski dwóch książek papieża Jana Pawła II: „Przekroczyć próg nadziei” oraz „Dar i tajemnica”, islamem zaczęła interesować się w czasie studiów teologicznych i historycznych na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie oraz filologicznych na Uniwersytecie św. Klimenta Ochrydzkiego w Sofii (Bułgaria), gdzie pierwszy raz zetknęła się ze światem muzułmanów. Doktoryzowała się w Bułgarskiej Akademii Nauk w Sofii. Na jakiś czas została w Bułgarii. Pracowała tam jako wykładowca literatury polskiej oraz historii Polski i Słowian na Uniwersytecie św. Cyryla i Metodego w Wielkim Tyrnowie.
