Tomasz N. zmienia zeznania. Przesłuchano Pawła L. i Emila L.
Za nami drugi dzień procesu w sprawie zabójstwa Bronisławy R. W piątek sąd kontynuował przesłuchanie Tomasza N., gdyż w wyjaśnieniach złożonych dzień wcześniej dopatrzył się wielu nieścisłości. W trakcie składania zeznań wyszło na jaw, że złożone w dniu zatrzymania wyjaśnienia są kłamstwem. Na pytania sądu, podtrzymując swoją wersję wydarzeń, odpowiadali także oskarżeni w sprawie Paweł L. i Emil L.

Prawdziwe pierwsze zeznania
W zeznaniach złożonych w dniu zatrzymania, czyli 9 lutego 2010 roku, w Prokuraturze Rejonowej w Jaśle oskarżony Tomasz N. twierdził: (...) Zatrzymaliśmy się przy śmietniku i razem wysiedliśmy z auta (ze Grzegorzem S. – przyp. red.). Zauważyłem wówczas, że przy tym śmietniku stoi kobieta, która grzebała w śmieciach, tak jakby czegoś szukała. (...) Odezwałem się do tej kobiety, mówiąc aby poszukała nam butelki. Nie używałem żadnych wulgarnych słów. Powiedziałem do niej „poszukaj nam jakąś butelkę plastykową”. Ona odpowiedziała, że nie będzie szukać żadnej butelki. Wówczas ja uderzyłem tę kobietę pięścią w twarz. Byłem wówczas pijany, byłem zły, to może dlatego. Po tym uderzeniu ta kobieta złapała się ręką za twarz i zaczęła szukać w śmietniku tej butelki. Ale po chwili zaczęła uciekać. Uciekła kilka metrów. Ja pobiegłem za nią, złapałem za rękaw i zaciągnąłem na śmietnik. Tam znalazłem butelkę po piwie, wziąłem do ręki i chciałem uderzyć tę kobietę, gdy brałem zamach to zawadziłem o betonowy murek, z którego wybudowany jest ten śmietnik i ta butelka się rozbiła. Wówczas tą butelką uderzyłem tę kobietę w bok, w okolice pasa. Musiałem ją zranić, gdyż kobieta zaczęła dość mocno krwawić. W tym momencie przewróciła się. Gdy uderzyłem ją w twarz, to Grzegorz S. przestraszył się wsiadł w auto i odjechał. Po tym jak uderzyłem tę kobietę rozbitą butelką, to zadzwoniłem do Grzegorza S. i powiedziałem mu, żeby wrócił pod śmietnik. (...) Pokazałem mu leżącą na ziemi kobietę i powiedziałem mu, że musimy coś z tym zrobić. Ta kobieta w tym czasie na pewno żyła, ruszała się i trzymała się za brzuch. Jęczała z bólu. Początkowo wspólnie z S. wymyśliliśmy, że wrzucimy ją do rzeki. Później postanowiliśmy wsadzić ją do bagażnika samochodu S. Wzięliśmy ją za ręce i nogi. (...) Zanieśliśmy ją do bagażnika i odjechaliśmy z tego miejsca. (...) Po drodze wpadliśmy na pomysł, że zawieziemy tę kobietę na cmentarz , ale ja nie pamiętam kto to wymyślił. W pewnym momencie powiedziałem do Grześka, żeby zawieźć tę kobietę do szpitala, ale gdy to mówiłem, to akurat przejeżdżał radiowóz policyjny i Grzesiek powiedział, że się boi i nie pojedziemy do szpitala. Pojechaliśmy na cmentarz do Warzyc. (...) Odsunęliśmy płyty i wróciliśmy do samochodu po tę kobietę. (...) Jak nieśliśmy tę kobietę, to ona cały czas jęczała. Jak jechaliśmy samochodem, to cały czas z bagażnika dochodziły jęki tej kobiety. (...) Grzebaliśmy w ziemi rękami oraz kawałkiem znicza, który został rozbity przez któregoś z nas. (...) Do wykopanego dołka wsadziliśmy tę kobietę, było jednak zbyt płytko i nie dało się w całości przykryć ziemią tej kobiety. Jak wsadzaliśmy ją do grobu, to ona jeszcze żyła, w dalszym ciągu było słychać jej jęki. Wówczas Grzegorz S. stwierdził, że trzeba ją dobić. Ja wziąłem kawałek szkła ze znicza, ten przy użyciu którego wcześniej rozgrzebywałem ziemię i wsadziłem jej to szkło do buzi. Następnie docisnąłem, aby weszło głębiej. Wtedy ta kobieta przestała wydawać jęki. Wówczas przyspaliśmy ją ziemią. Następnie nałożyliśmy płyty na grobowiec. Dwie położyliśmy bez problemów, natomiast trzecia obsunęła się i spadła z grobowca. Wówczas Grzegorz S. przestraszył się i zaczął uciekać, a ja pobiegłem za nim.

Dlaczego N. zmienił wyjaśnienia?
Podczas następnego przesłuchania, 6 maja 2010 roku N. zmienił w kluczowych momentach podał inną wersję wydarzeń, zbliżoną do tej, którą przedstawił na rozprawie w czwartek, 3 lutego br. Ale i ta różni się pewnymi szczegółami. Prezentujemy tylko te fragmenty, te które po raz kolejny zostały zmienione przez oskarżonego Tomasza N.: Wyglądało to tak, jakby ta kobieta wcześniej szła w kierunku śmietników. (...) Jak zobaczyliśmy tę kobietę, to Grzesiek powiedział, że trzeba ją przenieść gdzieś na bok, bo ktoś może to zauważyć i zadzwonić po psy, czyli po policję. (...) Gdy nieśliśmy ją to z nosa zaczęła lać się jej krew. Ja widziałem na twarzy tej kobiety zadrapania i że lała się jej krew z nosa. Innych obrażeń nie widziałem. Według mnie ta kobieta była nieprzytomna, ale żyła, bo ja jej sprawdzałem tętno jak leżała przy samochodzie. (...) Jak wyszedłem zza garażu, to stwierdziłem, że nie ma Grześka ani jego auta przy śmietniku. Zadzwoniłem do niego i powiedziałem, żeby zaraz tu przyjechał. Po chwili Grzesiek przyjechał i zatrzymał się przy śmietniku. Wówczas powiedziałem, że trzeba tę kobietę zawieźć do szpitala. (...) Jak zatrzymaliśmy się przy cmentarzu, to powiedziałem do Grześka, że trzeba otworzyć bagażnik, żeby sprawdzić co z tą kobietą, bo może się ocknęła. Po otwarciu bagażnika stwierdziliśmy, że kobieta jest dalej nieprzytomna i dalej z nosa leje się jej krew. Ja po raz drugi sprawdziłem tętno tej kobiecie i było wyczuwalne, a więc kobieta żyła. (...) Chodząc po cmentarzu zauważyliśmy grobowiec. Grzesiek wówczas powiedział „zakopmy ją, nikt nic nie będzie wiedział”. (...) Gdy zrobiliśmy niewielki dołek, to wsadziliśmy do niego tę kobietę. Grzesiek powiedział: „weź ją, k...dobij”. Kobieta ta w dalszym ciągu była nieprzytomna, ja powiedziałem do Grześka, że tego nie zrobię, że nie dobiję tej kobiety. Wówczas Grzesiek wziął kawałek znicza, który wcześniej służył nam do rozkopywania ziemia i kucnął przy głowie tej kobiety. Powiedziałem do niego, że dzwonię po policję, bo stwierdziłem, że to jest chore, że żywą kobietę wsadza się do grobowca. Ja nie zdążyłem wybrać żadnego numeru, bo Grzesiek wyrwał mi telefon z ręki, schował do swojej kieszeni, mówiąc do mnie: „Co Ty k... robisz?”. Następnie widziałem jak Grzesiek włożył coś do ust tej kobiety. Nie widziałem co to było, ale domyślałem się, że to pewnie ten kawałek szkła ze znicza, a następnie nadepnął na twarz tej kobiety. Gdy nadepnął na twarz tej kobiety to słychać było odgłos jakby dławienia się. Ja wówczas powiedziałem do Grześka, „co Ty człowieku robisz, przecież z tego mogą być straszne konsekwencje”. On na to powiedział: „weź nie pękaj, tylko pomóż mi zgarnywać ziemię”. (...) W trakcie nakładania płyty na grobowiec Grzesiek się schylił, to ja z kieszeni jego spodni wyjąłem swój telefon i Grzesiek chciał mi odebrać ten telefon, mówiąc, że jak się to wszystko skończy to mi go odda. Ja nie chciałem mu dać telefonu i zacząłem się od niego odsuwać. Wówczas z grobowca spadła jedna płyta. Ja wtedy zacząłem uciekać z tego cmentarza. (...)

Policja nakłaniała do składania fałszywych zeznań?
Przyznał, że składane tuż po zatrzymaniu wyjaśnienie zostały ustalone z policją, która go eskortowała z Częstochowy do Jasła. Według N. to funkcjonariusze przedstawili mu przebieg wydarzeń marcowej nocy i powiedzieli mu w jaki sposób ma zeznawać. - Gdy byłem zatrzymany w Częstochowie przez policjantów, to podczas jazdy samochodem oni cały czas mi mówili, że S. im powiedział, że to ja zrobiłem i mówili mi jakiej treści wyjaśnienia mam złożyć. Oni po kilka razy mówili, jak mam wyjaśniać, a ja miałem im to powtarzać, żeby później nie było pomyłki w prokuraturze. Policjanci przedstawili mi przebieg wydarzeń, a później miałem po kilka razy to powtarzać. Jak w którymś miejscu się pomyliłem to byłem bity. Policjantka, która jechała w radiowozie mówiła do swoich kolegów, żeby uważali i nie narobili mi śladów – tłumaczył podczas rozprawy N.

To wszystko nieprawda!
Zaprzeczył jednocześnie swoim poprzednim wyjaśnieniom. - Nie jest więc prawdą, jak wyjaśniłem w trakcie pierwszego przesłuchania, że ja zaczepiłem przy śmietniku tę kobietę, że uderzyłem ją w twarz, a później, że uderzyłem ją butelką. Mnie tak kazali mówić policjanci grożąc, że jeżeli tak nie powiem w prokuraturze, to oni mogą mnie nawet zastrzelić, mówiąc, że chciałem uciekać. Moim zdaniem taki przebieg wydarzeń przedstawił Grzegorz S., gdyż mówili do mnie, że oni wszystko wiedzą, że S. im wszystko opowiedział. Dlatego uważam, że taki przebieg policjantom opisał Grzesiek, a później kazali mi złożyć takiej treści wyjaśnienia – wyjaśniał oskarżony Tomasz N.
Przyznał również, że jego zeznanie złożone w dniu zatrzymania, czyli 9 lutego 2010 roku było wynikiem wspólnych ustaleń z Grzegorzem S. - Podczas pierwszego przesłuchania w prokuraturze przedstawiłem wersję, którą uzgodniliśmy z Grześkiem. Te wyjaśnienia w prokuraturze miały polegać na tym, że ja biorę winę na siebie i ściągam ją z S. Grzesiek nie powiedział, żeby „ją dobić". Dodałem to od siebie. Nie trzymałem się ustalonej wersji, bo byłem zdenerwowany. Nie jest też wersją wymyśloną z Grześkiem, że wsadziliśmy ją razem do grobowca, że razem nakładaliśmy płyty. Ja to sam wymyśliłem. (...) Tak naprawdę nie było żadnego uderzenia butelką. Nie chciałem, żeby wyszło tak, że wsadziliśmy kobietę do grobowca tylko przez samo uderzenie. Nie było też rozciętego brzucha. Przyznaję, że w naszej wspólnej wersji miałem uderzyć tę kobietę rozbitą butelką w brzuch, to wynikło z mojej inicjatywy. Przyznaję, że Grzesiek nie mógłby widzieć, że coś takiego się stało, ale uważałem, że tę wspólną wersję należy tak skonstruować, aby wynikał z niej powód, że tę kobietę ostatecznie wsadziliśmy do bagażnika i wywieźliśmy z tamtego miejsca. Nie jest prawdą, że zaczepiłem przy śmietniku tę kobietę, że uderzyłem ją w twarz, a później, że uderzyłem ją butelką. Mnie tak kazali mówić policjanci – zeznawał N. W dalszej części przesłuchania i to okazało się nieprawdą.- Przesadziłem, że oni (policjanci – przyp. red,) kazali mi tak mówić. Nie kazali mi tego mówić policjanci. Nieprawdą jest, że badałem tętno pokrzywdzonej. Ja to wymyśliłem. Nie wiem dlaczego tak wyjaśniłem podczas przesłuchania – mówił N.

Pomagali nieświadomie (?). Odpowiedzą za współudział
Przesłuchiwany Paweł. L. przyznał się do winy, odmówił jednak składania dodatkowych wyjaśnień. Przesłuchiwany, podobnie jak pozostali w dniu 9 lutego 2010 roku podtrzymał częściowo swoje zeznania. (...) To było dzień po Wielkanocy, po lanym poniedziałku. Razem z Emilem L. siedzieliśmy pod wiaduktem przy ul. Kopernika, niedaleko stacji Energopal i piliśmy piwo. (...) Około godz. 9-tej zadzwonił na mój, albo do L. telefon komórkowy Tomasz N. Zapytał, gdzie jesteśmy, i jak mu powiedzieliśmy, to po około 10 minutach do nas przyszedł. Miał ze sobą czarny plecak, z którego wyciągnął spodnie ortalionowe, może dresowe koloru szarego. Rozciągnął je w rękach, na nich widoczne były ślady krwi i błota. Powiedział, że te spodnie są dlatego brudne z krwi i błota, bo przy śmietniku zabił kobietę, która nie chciała mu poszukać butelek. Mówił, że miało to miejsce na śmietniku przy Baczyńskiego. On mówił, że wracał z imprezy i spotkał tę kobietę koło śmietnika i kazał jej szukać plastykowych butelek. Ona miała mu się sprzeciwić i zacząć uciekać. On miał ją dogonić i uderzyć kilka razy ręką po ciele. Nic nie mówił, że ją kopał. Po tym jak ona mu uciekła na kilka metrów, to on mówi, że ją zaciągnął z powrotem pod śmietnik i tam miał ją szklaną butelkę uderzyć po głowie. On mówił, że rozbił tę butelkę wcześniej, ale nie mówił w jaki sposób. On nam mówił, że zabił tę kobietę. Nie przypominam sobie, żeby mówił coś więcej na ten temat, nie potrafię powiedzieć dlaczego Emil nie pamięta tego opowiadania, nie wiem który z nas był bardziej pijany. N. schował wszystkie rzeczy do plecaka i tak rozeszliśmy się. Szczerze mówiąc nie bardzo wierzyliśmy N. Wydawało nam się, że on wymyśla. Z tego co go znam, to wiedziałem, że on czasem lubi opowiadać niestworzone historie. W tym czasie N. nic nie mówił, aby dokonał tego zabójstwa z kimś innym. (...) N. zawołał do nas, powiedział: „wsiadajcie, przejedziemy się kawałek”. Tomek wyszedł z samochodu, powiedział do S., żeby poczekał, po czym poszedł do siebie do domu. Jak wrócił to miał ze sobą łopatę, sztychówkę. Zapytałem po co nam ona, a on odpowiedział: „jak dojedziemy to się wszystkiego dowiecie”. (...) Było już ciemno. Tomek powiedział: „chodźmy na cmentarz”. Zaprowadził nas pod grobowiec murowany. Płyta z niego była odsunięta i oparta na ziemi. Gdy podeszliśmy bliżej to było widać, że ziemia na środku jest wypukła i wystaje ponad obręb grobu. Tomek wziął łopatę i zaczął z tego grobu wybierać ziemię. Po wybrzuszeniu ukazało się ciało kobiety. Powiedział, żebyśmy mu pomogli. (...) Rękami i nogami rozprowadzaliśmy tę ziemię. Nie wchodziliśmy do środka grobowca. Wszedł tam tylko Tomek i ugniatał ziemię. (...). Z tego co pamiętam to pokrzywdzona nie miała na sobie butów, spodni, majtek, do piersi była naga. Nie wiem kto i w jakich okolicznościach ją rozebrał. W trakcie jazdy na cmentarz Tomek powiedział, że jedziemy przykryć grób, bo tam leży ta kobieta, którą zabił. (...) Po nakryciu grobu wyszliśmy na drogę i Tomek zadzwonił po S. Umówiliśmy się pod barem Irys. (...) Wracając na osiedle Tomek mówił, żebyśmy nic nie mówili, bo on beknie i ten kierowca. On nie mówił czy S. zabił tę kobietę. Powiedział, że pomógł mu ją przewozić. Mówił, że przewozili ją tym samochodem w bagażniku, że trzeba spalić dywanik, który wyściela bagażnik i że jak go wydamy, to też będziemy odpowiadać, bo mu pomagaliśmy. Ja wyjaśniam zgodnie z prawdą wszystko, to co pamiętam.

W protokole z 13 maja ub. r. L. zmienił nieco zeznania twierdząc, że: N. mówił wówczas pod wiaduktem, że kobieta prawdopodobnie nie żyje. N. nie mówił wówczas, że zamordował tę kobietę, mówił, że uderzył ją butelką i że ona prawdopodobnie nie żyje. N. nie mówił, że uderzył tę kobietę butelką w głowę, tylko, że uderzył, ale nie mówił gdzie. To mówił później. (...) Nigdy nie było takiej sytuacji, gdzie N. mówiłby, że kobietę zamordował Grzegorz S. Cały czas N. opowiadał, że to on zrobił a nie ktoś inny. Słyszałem również w późniejszym czasie, że Tomasz N. jak się opił to opowiadał do różnych ludzi, że zamordował tę kobietę. (...)Wiele osób o tym co się wydarzyło wiedziało. (...) S. nigdy nie opowiadał o tym co się zdarzyło. I tę wersję oskarżony podtrzymuje.
Byłem bardzo spięty
Emil L. również odmówił składania dodatkowych wyjaśnień, podtrzymując w całości te złożone 9 lutego 2010 r. (...) Udaliśmy się z L. na osiedle Kopernika koło Energopalu. Przyszedł do nas N. On wcześniej dzwonił do mnie albo do L. i umówił się na spotkanie. Po krótkiej rozmowie N. zapytał nas czy wiemy ile można dostać za zabójstwo. Powiedział, że zabił starszą babkę i coś jeszcze, ale nie mogę sobie przypomnieć. Ja z L. byłem na kacu i nie wierzyłem. (...) N. nie podawał faktów, w jaki sposób miał dokonać zabójstwa. Potem rozstaliśmy się. Ja z L. udałem się do domu, a następnie ponownie spotkaliśmy się wieczorem. Około 16-tej siedzieliśmy z L. na ławce i wtedy podjechał N. i S. N. powiedział do nas: „wsiadajcie do samochodu”. (...) S. zawiózł nas do Warzyc na cmentarz. (...). S. odjechał samochodem, gdzieś zaparkował i przyszedł do nas. N. zaprowadził nas pod grobowiec. Tam cześć płyty była odsunięta. Odsunęliśmy trochę tę płytę, a N. powiedział nam, żeby w tym grobowcu powiększyć otwór. Ja z L. i N. przy użyciu rąk i starej łopaty wybraliśmy otwór w ziemi. (...) Ja widziałem jedynie nogi. (...) Nie potrafię powiedzieć czy miała na sobie rajstopy czy spodnie. Ta kobieta miała podwiniętą kurtkę, bo było widać brzuch. (...) Wydaje mi się, że jak przysypywaliśmy ziemią tę kobietę to S. poszedł po samochód i płytę zakładaliśmy we trzech. Ja nie wiem co S. robił przy tym grobowcu, bo byłem bardzo spięty. (...) Jak przyjechaliśmy na ten cmentarz to N. powiedział nam, że musimy poprawić i lepiej zabezpieczyć osobę, która leży w grobie. On mówił, ale nie wiem w jakich słowach, że jest to ta kobieta, którą zabił. (...) Po tym fakcie S. przywiózł nas na osiedle i poszliśmy do domu. N. w trakcie drogi powrotnej mówił, żebyśmy o tym fakcie nikomu nie mówili.

Na tym drugi dzień procesu został zakończony. Wiadomo już, że w tej sprawie zostaną przesłuchani świadkowie.
(kp)

