Dla wielu z nas pewnie nieznana jest przeszłość wójta Dębowca Zbigniewa Staniszewskiego. Jako młody chłopiec zainteresował się rzeźbiarstwem, ale poszedł w kierunku malarstwa. Sądził, że po studiach zatraci się całkowicie w sztuce, ale życie lubi płatać figle. Dziś jest gospodarzem gminy. Z marzeń pozostały jedynie wspomnienia i kilka ostatnich prac.

Rzeźba na dobry początek
W Cieklinie urodzony i wychowany. Jako uczeń szkoły podstawowej rzeźbił w lipie. Już wtedy rozwijał swoje zainteresowanie, choć nie wiedział jeszcze, że drzemie w nim talent artysty. Kolejnym krokiem w edukacji był wybór liceum plastycznego. - Najpierw poszedłem do szkoły zawodowej dokładnie na trzy dni. Zabrałem jednak swoje prace, ponieważ zmieniłem zdanie. Chciałem uczęszczać do liceum plastycznego. Udało mi się zdać egzaminy i rozpocząć naukę już po rozpoczęciu roku szkolnego – wyjaśnia Zbigniew Staniszewski, wójt Dębowca.
W liceum zafascynował się kowalstwem. Miał nawet w planach założenie firmy, gdyby nie to, że został wójtem. W czasie stanu wojennego uczniowie zakładali krzyże na ścianach w szkołach przez co miał niemałe problemy, by dostać się na studia wyższe. Jego rodzice zajmowali się rolnictwem. W latach 70. spaliła się prawie cała wioska. Do tego nieszczęścia ojciec Staniszewskiego stracił pracę i nie było pieniędzy w domu, a o posadzie mógł jedynie pomarzyć.


Sprzedawał obrazy w Malmö
Po ukończeniu liceum plastycznego otrzymał etat nauczyciela w Szkole Podstawowej w Cieklinie. Dzięki temu zarobił trochę grosza i mógł podjąć studia zaocznie. Wyjeżdżał również do Szwecji. Tam pracował na roli, a gdy była okazja organizował wystawę swoich prac. - Wtedy przelicznik był cudowny na złotówki. Za te pieniądze ożeniłem się i kupiłem auto. Zainteresowani moimi pracami pytali mnie co one przedstawiają, to do końca sam nie wiedziałem. To co wtedy czułem, tak namalowałem. Cieszyłem się, że komuś się to spodobało. Jeden turysta, która przyjechał z Australii kupił prawie wszystkie moje obrazy – mówi wójt.
Twórcze myślenie
Studia skończył w Instytucie Wychowania Artystycznego w Lublinie. Ten czas wspomina mile. Miał długie bujne włosy. Z przyjaciółmi z lat studenckich, gdy szli na akademiki nie chciano ich wpuścić. Jak mówili, że artyści, to usłyszeli „do widzenia”. - Miałem wrażenie, że niczym się nie różnimy od pozostałych osób. Niektórzy nas odbierali inaczej. Dlaczego? Do dziś nie wiem – mówił uśmiechając się Z. Staniszewski.


Jego dzieła powstawały w chwilach wzniosłych bądź dołujących. Jak sam podkreślił to czas, kiedy najlepiej się tworzy. - Jeździłem na demonstracje do Nowej Huty do Krakowa, żyłem tym. Po tych wydarzeniach przychodziła mi ochota, żeby to utrwalić, przeżyć jeszcze raz. Namalowałam wiele prac. Te, które mi zostały uważam, że są najsłabsze. Większość sprzedałem, czego bardzo żałuję. Po demonstracjach były obrazy batalistyczne. Wiele prac miałem również w kierunku kubizmu ,by pokazać w inny sposób to co czuję, co myślę. Lubiłem bardzo grę nie tylko koloru, ale i światła – wspomina Staniszewski.
Praca w szkole podstawowej miała być zajęciem na pewien okres. To malarstwu chciał poświęcić swój czas. Myślał nawet o prowadzeniu warsztatów plastycznych. Mimo to ogłoszono konkurs na dyrektora Szkoły Podstawowej w Cieklinie, którym został. Między czasie był radnym gminy, później powiatu. Kiedy został wybrany na wójta Dębowca, ze względu na obecne obowiązki, jego pasja pozostała już tylko wspomnieniem. - Kiedyś wziąłem ołówek i zacząłem rysować portret córki. Nie było źle, ale to nie było to. Wiem jak to powinno wyglądać, ale już tego nie zrobię. Ręka nie ta, coś brakuje. Kiedyś jedna profesorka uznała, że osiągnąć sukces można wtedy, gdy jest 30 % talentu, ale 70% pracy – dodaje na zakończenie wójt Staniszewski.

Ilona Czarnecka
ilona.czarnecka@jaslo4u.pl
Kiedy odejdzie Pan od administracji, będzie to piękne "hobby".
pozdrawiam
Trwoga , przerażenie i nie pewnośś jutra. Oto wizja artysty - współtworcy tej sytułacji.
Jest czego gratulować!!!
pod palmami, godne życie... Nie wiesz ktorzy psychole to obiecywali?/
Popatrz się w lusterko! I kogo widzisz?
ile to ona lizy dzieci ( ha ha ha ... na palcach zliczysz ), a nauczycieli prawie tylu ile dzieci .
"Jeden turysta, która przyjechał z Australii kupił prawie wszystkie moje obrazy – mówi wójt."
super!
naprawde szacunek!
i zupelnie sie zgadzam ze słowami ze..30 % to talent a reszta tak naprawde to praca
PRACA i jeszcze raz praca
bo to jest prawdą
Na sztukach graficznych aż tak się nie znam, ale grafiki na zdjęciach są imponujące. Malarstwo jak na mój gust lekko trąci Nikiforem.
I w tym miejscu przytyk do JDK -
na terenie powiatu jest sporo "nieprofesjonalnych" artystów sztuk wszelakich. Malarzy, kowali, rzeźbiarzy, hafciarek itd... Tworzą oni sobie a muzom, dla własnej przyjemności, czasem dla rodziny. Czy ktoś ich wyławia? Prezentuje? Promuje?
Czy nie jest to zadanie i rola - było nie było - POWIATOWEGO ośrodka kultury?
http://cieklin.myqnapnas.com/index.html
Ale w JDK też są i w Muzeum Regionalnym w Jaśle ... , tylko może nie do wszystkich dociera informacja o tym. Dla mnie to że Z. Staniszewski jest artystą nie jest dziwne. Widziałem jego prace, a tu takie zdziwienie. Gratulacje dla Z. Staniszewskiego.
- oglądajcie to dzieło wojta
:)
Zasady komentowania
Chcesz podzielić się z nami informacjami?
Napisz do Redakcji lub wypełnij poniższy formularz.