Zasiedli na ławie oskarżonych. Proces zabójców Bronisławy R.
Rozpoczął się proces zabójców Bronisławy R. Na ławie oskarżonych w Sądzie Okręgowym w Krośnie zasiedli Tomasz N., Grzegorz S. oraz Paweł L. i Emil L. Dwaj pierwsi usłyszeli zarzuty z art. 148 Kodeksu Karnego, tj. zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Natomiast pozostali, nieletni w chwili popełniania zarzucanego im czynu tj. ukrycie zwłok i niepoinformowanie organów ścigania o zabójstwie są skarżeni z art. 239 i 240 Kodeksu Karnego. Zabójcom grozi kara dożywocia, a współuczestnikom przestępstwa kara do 5 lat pozbawienia wolności.


Tragiczna noc
Do tragedii doszło w nocy z 25 na 26 marca 2008 roku. Wtedy Bronisława R. wyszła na spacer, z którego już nigdy nie wróciła. Według relacji rodziny zamordowana miała problemy ze snem, toteż nocne wyjścia nie były niczym nadzwyczajnym. Jednak kiedy obecność kobiety przedłużała się, wówczas zaniepokojeni bliscy zgłosili jej zaginięcie jasielskiej policji. Ta natychmiast wszczęła poszukiwania, jednak bez rezultatu. Kilka miesięcy później, w listopadzie 2008 roku pracownicy Urzędu Gminy dokonali makabrycznego odkrycia na cmentarzu wojennym w Warzycach. Natychmiast zostało wszczęte śledztwo w sprawie zabójstwa, bo okazało się, że zamordowana to poszukiwania od wielu miesięcy Bronisława R.
Świadoma zbrodnia?
Od tego momentu sprawy potoczyły się błyskawicznie. 9 lutego 2010 roku podejrzani o popełnienie tej zbrodni zostali zatrzymani. Okazuje się, że to młodzi ludzie z normalnych domów. Zaczyna się cała procedura przygotowawcza do procesu. Tomasz N. i Grzegorz S. zostają poddani badaniom psychiatrycznym, które rozwiewają wszelkie wątpliwości. W chwili popełniania zbrodni mieli pełną świadomość swoich czynów.

Ruszył proces. Przesłuchano oskarżonych
Pierwsza rozprawa odbyła się w czwartek, 3 lutego br. Oskarżony Tomasz N. przyznał się do winy, ale tylko częściowo. Z kolei Grzegorz S. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. W trakcie składania wyjaśnień okazało się, że ich relacje dotyczące feralnego dnia 25 marca 2008 roku są rozbieżne. Zgadza się tylko jedno – obydwaj wraz ze swoimi dziewczynami bawili się wtedy w brzosteckiej dyskotece.
Obrażenia ciała spowodowały śmierć
Akt oskarżenia odczytała prokurator Grażyna Krzyżanowska. - Oskarżam Tomasz N. oraz Grzegorza S., o to, że w dniu 25 marca 2008 roku w Jaśle działając wspólnie i w porozumieniu w bezpośrednim zamiarze pozbawienia życia Bronisławy R. i ze szczególnym okrucieństwem doprowadzili ją do stanu nieprzytomności w ten sposób, że Tomasz N. uderzył ją pięścią w twarz, a następnie rozbitą butelką zadał jej uderzenie w okolice brzucha, po czym razem wciągnęli ją do bagażnika samochodu Opel Astra i żywą wywieźli na teren cmentarza ofiar terroru hitlerowskiego w Warzycach, gdzie włożyli ją do grobowca, a następnie Tomasz N. przy użyciu fragmentu szkła pochodzącego z rozbitego uprzednio znicza usiłował poderżnąć jej gardło, a gdy nie osiągnął zamierzonego celu odłam tego szkła włożył jej do ust i przy użyciu siły polegającej na nadepnięciu pokrzywdzonej nogą na twarz wbił go jej do gardła, skutkiem czego Bronisława R. doznała obrażeń ciała w postaci złamania kości twarzoczaszki, tj. żuchwy, kości szczęki górnej, kości nosa i kości jarzmowej po stronie prawej, rany o charakterze ciętym i cięto-kłutym na powłokach miękkich szyi, uszkodzeniem głębiej leżących mięśni tarczycy żyły szyjnej, wewnętrznej prawej i ściany tchawicy, w następstwie których to obrażeń doszło wykrwawienia z uszkodzonych naczyń krwionośnych szyi i zachłyśnięcia się krwią z obrażeń twarzoczaszki tchawicy, a w konsekwencji do zgonu Bronisławy R. tj. o przestępstwo z art. 148 paragraf 1 KK. Ponadto oskarżam Pawła L., o to, że w dniu 25 lub 26 marca 2008 roku w Warzycach rejonu jasielskiego utrudniał prowadzone w sprawie zaginięcia Bronisławy R. postępowanie karne pomagając sprawcom zabójstwa wyżej wymienionej uniknąć odpowiedzialności karnej w ten sposób, że pomagał zacierać ślady przestępstwa oraz pomagał w ukryciu zwłok w grobowcu usytuowanym na cmentarzu w Warzycach, tj. o przestępstwo z art. 239 paragraf 1 KK. Po drugie o to, że w dniu 25 lub 26 marca 2008 roku w Warzycach i Jaśle, mając wiarygodną wiadomość o popełnieniu przestępstwa zabójstwa na osobie Bronisławy R. nie zawiadomił niezwłocznie o tym fakcie organów powołanych do ścigania przestępstw tj. o przestępstwo z art. 240 paragraf 1 KK. Ponadto oskarżam Emila L., o to, że w dniu 25 lub 26 marca 2008 roku w Warzycach rejonu jasielskiego utrudniał prowadzone w sprawie zaginięcia Bronisławy R. postępowanie karne pomagając sprawcom zabójstwa wyżej wymienionej uniknąć odpowiedzialności karnej w ten sposób, że pomagał zacierać ślady przestępstwa oraz pomagał w ukryciu zwłok w grobowcu usytuowanym na cmentarzu w Warzycach, tj. o przestępstwo z art. 239 paragraf 1 KK, po drugie o to, że w dniu 25 lub 26 marca 2008 roku w Warzycach i Jaśle, mając wiarygodną wiadomość o popełnieniu przestępstwa zabójstwa na osobie Bronisławy R. nie zawiadomił niezwłocznie o tym fakcie organów powołanych do ścigania przestępstw tj. o przestępstwo z art. 240 paragraf 1 Kodeksu Karnego.

Bałem się
Początkowo wszyscy przyznali się do winy i złożyli wyjaśnienia. Jednak później Tomasz N. odwołał je i obciążył winą Grzegorza S. Ten natomiast nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. W trakcie składania wyjaśnień zrelacjonował przebieg wydarzeń tamtej nocy. - Kiedy Tomek był koło śmietnika, podeszła tam kobieta, ok. 50-tki. Miała worek ze śmieciami i latarkę. Prawdopodobnie przyszła wyrzucić śmieci. To było ok. godz. 2 w nocy. Tomek zaczął przeklinać w jej stronę i kazał jej szukać butelek. Użył wulgarnych słów pod jej adresem. Po upływie chwili kobieta zaczęła uciekać w stronę bloku 27, gdzie jest śmietnik, a ja siedziałem w samochodzie. Tomek pobiegł za nią, złapał ją za ramiona od tyłu i uderzył ją ręką w twarz. Ja się wystraszyłem, poprosiłem go, żeby ją zostawił. (...). Podszedłem do Tomka, a on powiedział, że ją zabił i wziął mi z ręki kluczyki od samochodu. Powiedziałem, „chyba żartujesz”. Zaprowadził mnie za śmietnik, a tam leżała ta kobieta na worku albo na szmacie. Ta kobieta miała rozcięta wargę i lewy bok, dość głęboko. Tam była widoczna krew i to dość sporo, ta kobieta była nieprzytomna, nie ruszała się. Było słychać tylko, że oddycha. (...). Tomek powiedział, że jeśli nie pomogę mu ukryć tej kobiety, to zrobi to samo ze mną, z moją dziewczyną i rodziną. (...) Chwyciłem ją za ręce, on za nogi, przenieśliśmy ją w okolice samochodu, położyliśmy na ziemi, a ja otworzyłem bagażnik. Wsiedliśmy do samochodu, kazał mi jechać w stronę Warzyc.(...). Początkowo po drodze Tomek mówił, żeby ją wrzucić do rzeki albo do krypty na cmentarzu. (...). Nie wiedziałem, że tam jest cmentarz, jechałem przed siebie. Tomek zobaczył ten cmentarza, to kazał mi się zatrzymać. (...). Nie rozmawialiśmy po drodze, bo ja byłem w szoku.
Kopałem dołek w ziemi rękami, on mi pomógł, a koło grobu był pusty znicz w kształcie prostokąta. Tomek rozbił znicz na pół i zaczął nim kopać ziemię. Ja nie brałem drugiej części znicza, tylko dalej kopałem rękami. (...)W czasie jazdy słyszałem głośnie oddychanie tej kobiety, jęki. (...). Tomek wziął znicza do ręki i powiedział, „pomogę jej, żeby się nie męczyła”. Tym kawałkiem znicza próbował jej poderżnąć gardło. Otworzył jej usta ręką i włożył kawałek znicza do środka Po zaginięciu pokrzywdzonej były rozwieszane plakaty, było programy w telewizji oraz informacje w mediach, ale nigdzie tego nie zgłosiłem bo się bałem, że Tomek zrobi mi krzywdę. Największym błędem z mojej strony było, gdy ta kobieta już leżała, a może nawet wcześniej, gdy odjechałem od śmietnika. Ja wystraszyłem się tego wszystkiego.– to wybrane fragmenty zeznania Grzegorza S.



Dobij ją
Zupełnie inną wersję wydarzeń przedstawił Tomasz N. - (...) Ruszyliśmy spod mojej klatki w stronę śmietników. (...) Ale Grzesiek nie zapalił świateł i kiedy dojeżdżaliśmy już do śmietnika uderzyliśmy w coś przednim zderzakiem. Otworzyliśmy drzwi, włączyliśmy światła postojowe i zobaczyliśmy leżącą kobietę, której ciekła krew z nosa i płynęła po brodzie. Ta kobieta leżała i nie ruszała się, więc przenieśliśmy ją za śmietnik. Położyliśmy ja na trawie, Grzesiek powiedział, że przestawi samochód. Ja w tym czasie poszedłem za garaż i wymiotowałem. Po chwili, jak wyszedłem z drugiej strony garażu, to zobaczyłem, ze Grześka nie ma. Po chwili zadzwonił do mnie Grzesiek i pytał co z tą kobietą. Odpowiedziałem, że leży na trawie i się nie rusza. (...). Kiedy przyjechał, to powiedział, że wyrzucimy kobietę do rzeki. Powiedziałem mu, żebyśmy ją zawieźli do szpitala, ale on się nie chciał zgodzić. Doszliśmy więc do wniosku, że zawieziemy ją i zostawimy pod szpitalem. Wzięliśmy kobietę za ręce i nogi i nieśliśmy ją do samochodu. Ja ją chciałem położyć na tylnym siedzeniu, ale Grzesiek się nie zgodził, bo ta kobieta poplami krwią siedzenia. Wtedy powiedział, że wsadzimy ją do bagażnika. Nie było słychać czy oddycha. W trakcie jazdy słyszałem taki bulgot. Do szpitala nie jechaliśmy główną drogą, tylko okrężną i jak stanęliśmy na światłach przy Hucie Szkła, to z bocznej uliczki wyjechał radiowóz i skręcał w naszą stronę. Wtedy Grzesiek się wystraszył i powiedział, że nie jedziemy do szpitala. I pojechaliśmy prosto obwodnicą w stronę Krosna, a potem skręcił na Warzyce. Nie rozmawialiśmy po drodze. Gdy już byliśmy w Warzycach, to Grzesiek skręcił w boczną uliczkę i zatrzymał się przy bramie cmentarza. (...) Powiedział do mnie „chodź poszukamy jakiegoś miejsca, żeby zostawić tę kobietę”. (...) Wzięliśmy kawałek znicza i zaczęliśmy kopać dołek w ziemi, żeby schować tę kobietę. Chwilę kopałem ja, chwilę Grzesiek kawałkiem znicza. Jak wykopaliśmy dołek, to wtedy włożyliśmy tę kobietę. Wtedy Grzesiek powiedział „masz dobić tę kobietę” tym zniczem, którym kopaliśmy. A ja się na to nie zgodziłem. Wtedy Grzesiek się strasznie wkurzył. Odepchnął mnie i powiedział, że sam to zrobi. Kucnął nad nią i nie widziałem co on robi, czy wsadził do ust ten kawałek znicza, czy poderżnął jej gardło. Zobaczyłem jak Grzesiek nadepnął na twarz tej kobiety nogą i zacząłem wtedy uciekać, a Grzesiek zaczął biec za mną. (...)Do Jasła wróciłem okazją – opowiadał N.

Oni zamordowali mojego brata
Na sali rozpraw obecna była też rodzina pokrzywdzonej. Zdaniem jej bratowej, ci ludzie są winni także śmierci męża Bronisławy R. - Oni nie zamordowali tylko bratowej, ale także mojego brata. Mój brat się całkiem załamał, rozpaczał, wpadł w depresję. Nie wyobrażam sobie, gdyby on to słyszał, co oni tu dzisiaj mówili – powiedziała nam bratowa zamordowanej, próbując powstrzymać łzy.

150 tys. zł zadośćuczynienia
Z wnioskiem o tzw. naprawienie szkody w całości wystąpiło trzech członków najbliższej rodziny pokrzywdzonej. Domagają się w nim zadośćuczynienia w kwocie 150 tys. dla każdego z nich. - Żądana kwota zadośćuczynienia nie wydaje się zbyt wygórowana, biorąc pod uwagę wszystkie aspekty popełnionego przestępstwa. Jednakże zadośćuczynienie powinno mieć charakter kompensacyjny i ma być sposobem naprawienia krzywdy w postaci doznań i cierpień psychicznych – uzasadniali wnioskodawcy.
O sprawie będziemy informować na bieżąco.
(kp)

