Afera Babilon: Krzysztof B. nie przyznaje się do winy
Ośmiu oskarżonych w tzw. krośnieńskiej aferze Babilon usłyszało zarzuty i otrzymało wyroki pozbawienia wolności od 9 miesięcy do 1,5 roku w zawieszeniu na trzy lata oraz dozór kurator. Sprawa dotyczy czerpania korzyści z nierządu oraz działania w grupie przestępczej. Łącznie na ławie oskarżonych zasiądzie 36 osób zamieszanych w sprawę. Wśród nich jest także 39-letni Krzysztof B. z Jasła, szef grupy oraz 26-letnia studentka krośnieńskiej uczelni Ewa K.

Sprawa trafiła do sądu w czerwcu tego roku, po półtorarocznym śledztwie. Zanim jednak ruszył proces, 12 osób wystąpiło o możliwość dobrowolnego poddania się karze.
Krzysztof B. nie przyznaje się do winy, natomiast Ewa K., która początkowo nie przyznawała się do stawianych jej zarzutów, postanowiła współpracować z wymiarem sprawiedliwości i szczegółowo opisała działalność agencji.
Krzysztof B. prowadził wcześniej taki interes w Krynicy, a następnie przeniósł się do Krosna. Biznes kwitł w najlepsze w jednym z domów w willowej dzielnicy miasta. Polki i Ukrainki, łącznie kilkanaście kobiet, zatrudniano w agencji, jak się okazuje dobrowolnie. - Nie były zmuszane do prostytucji, godziły się na tego typu pracę - mówi Janusz Ohar, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krośnie. Wśród nich była także żona jednego z ochroniarzy.
Z kolei Ewa K. zaczynała pracę w tym biznesie oficjalnie jako tancerka w podjasielskim klubie. Szybko jednak awansowała na kierowniczkę klubu.
Członków grupy zatrzymano po dwóch akcjach CBŚ, policji oraz Straży Granicznej – w listopadzie 2008 i czerwcu 2009 roku. Prokuratura nadal jednak poszukuje europejskim nakazem aresztowania jeszcze dwóch mężczyzn: Fatosa G. (urodzonego na terenie b. Jugosławii) oraz Alberta J. którzy według prokuratury pełnili kierownicze role w grupie.
Wśród oskarżonych są również pozostali pracownicy agencji: ochroniarze i barmani. Na usługach Babilonu byli taksówkarze, którzy dowozili kobiety do klientów. Niektórzy z nich spełniali także rolę ochroniarzy, nadzorując prostytutki i pobierając pieniądze, inni zarabiali jedynie za kurs. Z aktu oskarżenia wynika, że kobiety za usługę seksualną dostawały 200 złotych. Połowę tej sumy zabierali właściciele agencji. W związku z tym sąd skazał na 5 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata dwóch taksówkarzy. Taką samą karę otrzymała recepcjonistka jednego z hoteli, która zamawiała prostytutki z agencji dla gości. Uzasadniając wydane wyroki, sędzia podkreślił wysoką szkodliwość tego rodzaju czynów przestępczych.
Proces pozostałych 24 oskarżonych rozpocznie się 11 października br.
Czytaj: 18 osobom postawiono zarzuty w sprawie czerpania korzyści z prostytucji
(kp)
