Alternatywa okazała się farsą
Powoli musimy się pożegnać z przydomkiem "pisowskiego zaścianka". Ekipa Kaczyńskiego w ostatnich wyborach nie porwała. Naród postawił na szaloną alternatywę - partię dla młodych, żądnych zmian wielbicieli marihuany.
Zawsze wódz posiada więcej zdolności i wiedzy niż podwładni. Kaczyński jest zaborczy, inteligentny i zgrabnie rozgrywa pionkami w partii. Tusk bez mrugnięcia oka potrafi dla ofiary uśmiercić swoją "prawą rękę". Pawlak, wódz chłopskiej inteligencji wie jak dobierać potulne otoczenie. Palikot natomiast nie lubi tego, co Kaczyński, nie zajmują go chłopo-podobne problemy, nie eliminuje partyjnych graczy. Palikot jest alfą i omegą. Nie potrzeba mu sztabu inteligentnych politykierów czy rozszalałej pijar-propagandy. Filozof z lubelskiego swoją zręcznością potrafi uderzać w najbardziej populistyczne tony. Czy do tego potrzeba sztabu zwinnych polityków z pierwszych ław rad miejskich? Odpowiedź podały ostatnie wybory.
Początkiem kampanii wyborczej nikt nie dawał najmniejszych szans ekipie Palikota na wejście do parlamentu. Do wodza nie przemawiały prognozy mediów, że 5% próg wyborczy to pułap nie do przeskoczenia. Im bliżej wyborów, tym sytuacja zaczęła się klarować po myśli "piewców wolności". Wokół Janusza pojawiali się coraz to bogatsi, z coraz to większymi apetytami na władzę. To nic, że spotkanie z polityką mieli tylko o 19.30 czasu wieczornego. To nic, że większość z kandydatów nie miała pojęcia o mechanizmach polskiej strategii władzy. Ważne, że wódz dawał nadzieję, na miodowe cztery lata.
Szybka, jasna kampania i masowe spotkania z wyborcami przyniosły sukces. Palikot zręcznie wmanewrował opinię publiczną w fikcyjne problemy Kościoła i wolności ćpania. Dał nadzieję na zmianę, której po lewackim Millerze i zadufanym Kaczyńskim, wyborcy potrzebowali.
Czy po kilkumiesięcznym okresie prób sztucznego pokazywania, że złe jest to, co przez kilkadziesiąt lat było dobre Palikot dalej jest na fali? Do społeczeństwa dotarło, że posłowie lubelskiego wodza nie posiedli jego mocy politycznych. Wrzuceni (często niechcący) do pudełka, w którym latarkę trzyma wyłącznie wódz czują się zagubieni i beznamiętnie sterowani. Pojedynczo nie ugrali nic większego, a i wódz traci pomysły na szalone projekty zmian. Czy wystarczy pomysłów na 3 lata bawienia publiczności? Droga zabawa zawsze jest ciekawa, ale jak każda się nudzi. Szybciej wyborcom czy politykom? Czas pokaże.
Grzegorz Michalski
g.michalski@jaslo4u.pl

