Bartosz Warchoł potwierdza dobrą formę
Bartosz Warchoł dopisał do swojego dossier kolejny bardzo dobry wynik. Tym razem znalazł się w pierwszej dziesiątce Międzynarodowego Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków.
Tegoroczna 27 edycja Międzynarodowego Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków liczyła pięć etapów. Wyścig rozpoczął się w Radomiu etapem o długości 162,4 km. Decydującą o ostatecznej klasyfikacji miała okazać się ostatnia odsłona rywalizacji, w której kolarze mieli do pokonania dystans 195 km. z Tarnobrzega do Krosna.

Bartosz Warchoł jeżdżący w czeskiej grupie Whirlpool Author Profesional Cycling Team był liderem swojej ekipy na popularną „Solidarkę”. W czasie pierwszych czterech typowo sprinterskich etapów zadaniem dla jaślanina była czujna jazda w czubie peletonu. Jakakolwiek strata mogłaby dla Warchoła wiązać się z komplikacjami w walce o czołowe lokaty w wyścigu. Z zadania tego wywiązał się wzorowo za każdym razem meldując się na mecie w zasadniczej grupie, choć podczas trzeciego etapu plany czeskiej ekipy i polskiego kolarza mogły udaremnić kraksy, w których jaślanin brał udział. O zwycięstwa etapowe walczyć miał kolega Bartosza Warchoła z grupy, rosły i potężnie zbudowany Alois Kankovsky.
Pierwsze cztery etapy były typowo sprinterskie, więc to Alois miał się oszczędzać na ich końcówki, a reszta drużyny miała zabierać się w ucieczki. Moim zadaniem była czujna jazda, aby nie stracić cennych sekund, oraz zabieranie się do ucieczek, które mogłyby namieszać w klasyfikacji generalnej. – wyjaśnia Bartosz Warchoł.

Przed ostatnim etapem wiodącym z Tarnobrzega do Krosna Bartosz Warchoł zajmował 34 pozycję w klasyfikacji generalnej ze stratą 17 sekund do lidera, którym po czterech etapach był Paweł Franczak, kolarz polskiej ekipy VERVA ACTIVEJET Pro Cycling Team. Zaledwie kilkunastosekundowa różnica pomiędzy Franczakiem a pięćdziesiątym zawodnikiem klasyfikacji generalnej gwarantowała wielkie emocje podczas ostatniego okraszonego kilkoma podjazdami etapu.
Nie od dziś wiadomo, że Bartosz Warchoł, jak sam podkreśla na takich właśnie etapach czuje się najlepiej. Jestem kolarzem, który najlepiej czuje się w górach. Najbardziej lubię ciężkie wyścigi klasyczne, oraz górskie etapy. Za to płaskie i wietrzne wyścigi to dla mnie koszmar. – przekonuje kolarz.
Podczas rozgrywanego w minioną sobotę 5 etapu Międzynarodowego Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków już po przejechaniu przez kolarzy kilkunastu kilometrów zawiązała się sześcioosobowa ucieczka, w której kręcił jeden z kolegów Bartosza Warchoła. Była to dla nas bardzo komfortowa sytuacja, ponieważ nie musieliśmy ich gonić. Grupa lidera zlekceważyła ten odjazd i ucieczka w pewnym momencie miała 12 minut przewagi. – wspomina przebieg ostatniego etapu Bartosz Warchoł.

Po przejechaniu połowy dystansu czołowe ekipy rozpoczęły pogoń za harcownikami. Przewaga jednak malała w ślimaczym tempie. Czołówka wkrótce podzieliła się na dwie trzyosobowe grupki. W pierwszej z nich znalazł się kolega z drużyny Bartosza Warchoła, co mogło mieć kapitalne znaczenie w kontekście walki jaślanina o czołowe lokaty w całym wyścigu. Kiedy rozpoczęły się pierwsze podjazdy peleton mocno podkręcił tempo a od zasadniczej grupy oderwało się 12 zawodników, w tym jaślanin. Niestety niedługo potem kolega z drużyny Bartosza Warchoła, który mógłby pełnić rolę „stacji przekaźnikowej” odpadł z rywalizacji z powodów zdrowotnych. Pozostała dwójka zawodników z czołówki dojechała do mety przed 12 osobową grupą. Wyścig wygrał Białorusin Yauhen Sobal z Minsk Cycling Club. W ostatecznym rozrachunku Bartosz Warchoł zajął 10 miejsce w „generalce” ze stratą 29 sekund do zwycięzcy.
Jak swój występ w tegorocznej „Solidarce” podsumował jaślanin? Uważam, że pojechałem dobry wyścig. Trochę szkoda, że na trzecim etapie miałem tyle pecha i dwa razy się porządnie poobijałem, ale to się zdarza w kolarstwie. Na pewno muszę trochę popracować nad finiszem, ponieważ tutaj mam największe braki. – mówi Bartosz Warchoł.
PP
