„Bezpieczeństwo kobiet i dzieci jest dla nas priorytetem”
O oddziale ginekologiczno-położniczym Szpitala Specjalistycznego w Jaśle rozmawialiśmy z jego kierownikiem lek. med. Sławomirem Szpakiem.

fot. lek. med. Sławomir Szpak
- Nie od dziś wiadomo, że w szpitalach brakuje specjalistów i rąk do pracy. Czy problem ten dosięgnął również naszej lecznicy?
- Tworzymy zespół doświadczonych lekarzy pracujących na oddziale od wielu lat, natomiast jest ich zbyt mało. Potrzebni są specjaliści i jeśli tylko moglibyśmy przyjąć kogoś do pracy to na pewno tak by się stało, gdyż brakuje lekarzy do obstawienia podwójnego dyżuru i całego oddziału, na którym pracujemy. Mam tutaj na myśli oddział położniczy, ginekologiczny, czy salę porodową. Generalnie jest to problem ogólnopolski. Sytuacja kadrowa wygląda jak wygląda, płace są jakie są. Większość lekarzy ucieka do lecznictwa otwartego, bo tam mogą zarobić większe pieniądze i niestety mamy braki. My się starzejemy i nie bardzo komu mamy przekazać pałeczkę i w tym tkwi kłopot. Jeśli szybko coś się nie zmieni to naprawdę nie będzie kiedy i komu, bo wyszkolenie lekarza specjalisty, żeby był samodzielny, przynajmniej w ginekologii trwa około 10 lat.
- Czy jasielscy lekarze pracujący na oddziale ginekologiczno-położniczym mają możliwość pracować na najlepszych sprzęcie?
- Sprzęt jest świetny, a czekamy na jeszcze lepszy. Obecnie trwa remont bloku operacyjnego, na który zostanie zakupiony zupełnie nowy sprzęt np. do laparoskopii najwyższej klasy. Operacje laparoskopowe do światowy trend. W tej chwili odchodzi się od chirurgii otwartej, nawet przy chorobach nowotworowych i idzie się w kierunku mikrochirurgii. Jest to związane przede wszystkim z mniejszym urazem tkanek, a za pomocą kamery wszystko widzimy jak na przysłowiowym widelcu. Ostatnio został zakupiony morcelator, który pomaga nam w usunięciu zmiany ze środka jamy brzusznej. Jeżeli macica jest wielkości jednej czy dwóch pięści, dzięki temu urządzeniu możemy wyjąć ją przez niewielki otwór wielkości 1,5 cm. To doskonały sprzęt, z którego korzystamy od kilku miesięcy. Po operacji laparoskopowej pacjentki szybciej dochodzą do siebie. Wypisujemy je w pierwszej lub drugiej dobie, zaś po otwartej chirurgii muszą leżeć nawet 4 do 5 dni.

fot. System monitorowania ciężarnej w trakcie porodu.
- Czy to oznacza, że możemy porównywać się z większymi szpitalami jak np. w Rzeszowie czy Krakowie?
- Tak. Odchodząc od ginekologii i wchodząc w położnictwo chciałbym podkreślić, że mamy system monitorowania ciężarnej w trakcie porodu zakupiony na własność. Drugi szpital na Podkarpaciu, który go posiada to jest Pro Familia, z tym, że oni mają ten sprzęt pożyczony. Dzięki temu urządzeniu bezpieczeństwo jest zdecydowanie większe i jesteśmy przygotowani do prowadzenia porodów praktycznie w każdym zakresie. Jest to urządzenie z górnej półki.
- Niedawno oddział wzbogacił się o nowy kardiotokograf do ciąż bliźniaczych. Jak oceniają Państwo pracę na tym urządzeniu?
- To również duża pomoc dla nas. Do tej pory monitorowanie każdego serduszka dziecka odbywało się po kolei. Nie było możliwości posłuchania dwóch naraz, w związku z czym mogły się zdarzać pomyłki. W tej chwili wiemy, że bije tętno matki i każdego z dzieci, co jest zapisane graficznie. Dzięki temu zwiększa się bezpieczeństwo, bo jest to jednak wyższej klasy sprzęt.

fot. sala operacyjna do cesarskich cięć.
- Trzeba przyznać, że ginekologia i położnictwo dużo zyskało po gruntownej modernizacji oddziału w 2010 r. Co się zmieniło?
- Każda sala porodowa to oddzielne pomieszczenie, na które nie wchodzą inne pacjentki. Przy pomocy wyciszenia, nie słychać jak inna kobieta rodzi. Co więcej w tym wydarzeniu może uczestniczyć mąż bądź każda inna osoba. Jak już wspominałem, dzięki systemowi monitorowania pacjentki bezpieczeństwo znacznie wzrasta. Sala operacyjna została przygotowana na poziomie traktu porodowego, w związku z czym z pacjentką nie musimy przechodzić do windy, jeśli się okaże, że trzeba wykonać cięcie cesarskie. Wszystkie pomieszczenia są klimatyzowane.
- Ile pacjentek przyjmowanych jest rocznie na oddział?
- Jeśli chodzi o porody jest niewielki wzrost. Na tle innych szpitali wypadamy lepiej. W okolicznych szpitalach liczba porodów spadła, u nas jest wzrost. W 2017 r. było 1040 porodów, w poprzednich latach ta liczba wynosiła ponad 900. Świadczy to o tym, że personel i lekarze starają się, aby kobiety były zadowolone. Jeśli chodzi o ginekologię liczba operacji jest taka sama, natomiast zmienia się profil tych zabiegów, gdyż więcej wykonujemy ich laparoskopowo.


fot. sale porodowe
- Szpitale walczą o każdą pacjentkę do porodu, bo NFZ płaci za nie niemałe pieniądze. Jakie dzisiaj są oczekiwania tych kobiet i czy jasielski szpital jest w stanie im sprostać?
- Rośnie świadomość pacjentek i ich oczekiwania są większe. Staramy się za nimi nadążyć, natomiast nie zawsze jest to możliwe ze względu na kwestie finansowe czy braki kadrowe. Kobiety liczą na intymność, możliwość łagodzenia bólu porodowego, dobrą obsługę. Myślę, że priorytetem jest jednak bezpieczeństwo, w którym pomaga nam system monitorowania. Teraz zwiększy się jeszcze komfort, gdyż mamy obiecany zakup bezprzewodowych kardiotokografów. Dzięki temu pacjentki zyskają na mobilności, będą mogły z nim np. wejść pod prysznic, gdyż są to urządzenia wodoodporne. Mają się pojawić jeszcze w tym roku. Ponadto jesteśmy w trakcie wymiany łóżek na oddziale położniczym i ginekologii. W ostatnich miesiącach na oddziale położniczym stworzyliśmy również kącik laktacyjny. Dzięki zakupowi dwóch nowoczesnych laktatorów, każda pacjentka mająca kłopot przy karmieniu piersią zyskała możliwość pomocy. Oczywiście odbywa się to w warunkach pełnej intymności.
- Chcą Państwo wprowadzić znieczulenie, aby uśmierzyć ból porodowy.
- Nie jest tak, że w tej chwili nie stosujemy żadnych znieczuleń, natomiast jest to procedura medyczna i jak każda taka procedura wymaga spełnienia odpowiednich kryteriów. Jeśli pacjentka wyraża zgodę, a wszystkie przesłanki nam pozwalają na to, możemy założyć znieczulenie. Nie u każdej pacjentki można to zastosować, gdyż są różne przeciwwskazania medyczne i jest to po prostu niemożliwe. Pacjentki oczekują tego, aby łagodzić ból porodowy, bo nikt nie chce cierpieć. Skoro u dentysty do borowania zębów stosuje się znieczulenie to dlaczego tutaj nie można. Powoli dochodzimy do tego, jesteśmy w trakcie rozmów. Jest duża szansa na to, że jeszcze w tym roku wprowadzimy tę procedurę.
- Które z kobiet nie będą kwalifikowały się do znieczulenia w trakcie porodu?
- Na przykład wieloródka, która przychodzi z zaawansowanym porodem w toku, gdzie jest 7 cm rozwarcia. Nie ma to sensu, gdyż ta kobieta za moment urodzi. Znieczulenie stosuje się u pierwiastek bądź ciąż, przy których wywołujemy poród. Zwykle jest tak, że znieczulenie podaje się przy 3 cm rozwarcia i wtedy czeka się, aby ta faza rozwierania się przebiegała bezbólowo. Przede wszystkim przy pacjentce, której poda się znieczulenie musi czuwać anestezjolog, a tych brakuje. Lekarz ten jest wówczas wyłączony z innych czynności i musi cały czas nadzorować rodzącą, co jest bardzo długim czasem. W tym tkwi największy problem, gdyż kadrowo nie mamy dużo anestezjologów, zresztą tak samo jak w całej Polsce.
W jakim kierunku zamierza Pan pójść w celu rozwoju tego oddziału?
- Chcemy, żeby wszelkie operacje, które prowadzimy w naszym oddziale były bezpieczne. Aby się zdarzało jak najmniej powikłań, szczególnie tych urazowych, dlatego idziemy w kierunku laparoskopii. Jeśli chodzi o położnictwo chcemy dać mamom zdrowe dziecko. Priorytetem dla nas jest ich bezpieczeństwo i komfort poprzez np. różne metody łagodzenia bólu, które już stosujemy.
Dziękuję za rozmowę.
Ilona Dziedzic
ilona.dziedzic@jaslo4u.pl

