"Chciałabym zostawić ślad po sobie"
19
Podjęłam decyzję, że będę kontynuować dzieło mojego ojca. Ale chcę pozostawić po sobie jakiś ślad. I chciałabym, żeby to był dobry ślad. Krystyna Jankowska, właścicielka znanej nie tylko w Jaśle, ale i na całym świecie firmy produkującej bańki, marzy o utworzeniu muzeum sztuki, takim miejscu, gdzie potomni i odwiedzający Jasło będą mogli podziwiać małe dzieła, ręcznie tworzone. Na przeszkodzie w realizacji tego planu stoi biurokracja.

Krystyna Jankowska od 27 lat pracuje w branży ceramicznej. Pasja, zamiłowanie do sztuki i wykształcenie (jest inżynierem chemii ceramicznej) spowodowało, że związana jest z tym zawodem już nierozerwalnie. Poprzez tę pracę kontynuuje także szklarskie tradycje rodzinne - Pracowałam w jasielskiej hucie szkła. W stanie wojennym zostałam zwolniona z pracy, więc postanowiłam coś zrobić na własną rękę. Podjęłam decyzję, że będę kontynuować dzieło swojego ojca, który również pracował w zakładzie produkującym ozdoby choinkowe – wspomina swoje początki Krystyna Jankowska.
Prezes spółki Dagmara jest rodowitą jaślanką. Tu się urodziła, tu wychowała i tutaj mieszka. Pamięta Jasło jako miasto piękne, wyjątkowe, które kiedyś było perełką Podkarpacia. Chce zostawić jakiś ślad po sobie i stąd pomysł utworzenia muzeum sztuki. To nie jest kaprys, czy impuls, to przemyślana decyzja, która zrodziła się w głowie pani Krystyny 3 lata temu. Od tego czasu toczy nieustanne boje z bezsensowną biurokracją. Rozmowy w lokalnymi władzami nie przyniosły żadnego efektu, próba pozyskania środków unijnych na ten cel, również zakończyła się fiaskiem. - W rozmowie telefonicznej pewien pan pochwalił pomysł, ale od razu powiedział, że nie mieścimy się w ramach żadnego projektu, bo projekt musi się opierać na innowacji – denerwuje się pani Krystyna. Zaciekawiona pytam, na czym ta innowacyjność ma polegać. Okazuje się, że według wymagań Unii Europejskiej, ma to być pełne umaszynowienie, zastosowane najnowsze technologie. A gdzie w tym wszystkim dusza, twórczość, pomysłowość i nieograniczone możliwości ludzkich rąk? Co to za sztuka uruchomić maszynę i puścić masową produkcję. A przecież jasielskie bańki są oryginalne i wyjątkowe, trudno byłoby je mechanicznie odtworzyć. - Spotykałam się z wieloma ludźmi, przeprowadziłam wiele rozmów i cały czas walczę z dziwnymi przepisami i nic nierozumiejącymi urzędnikami w ministerstwie gospodarki. Ale tak naprawdę nikt sobie tym głowy nie zawraca.
A przecież firma rozsławia Jasło na całym świecie. I mimo, że jest to mały zakład, to ma już swoje tradycje. Zatrudnionych jest 60 dekoratorów, a w sezonie liczba ta dochodzi nawet do 130.
Pani Krystyna ubolewa, że rękodzieło dzisiaj nie jest w cenie. Zalew taniej chińszczyzny powoduje, że ludzie przestają dostrzegać co naprawdę piękne i wartościowe. - A te prace ręczne to unikaty. Człowiek, jego pasje, twórczość i talent można przelać na płótno, szkło. Tę pracę wykonują ci, którzy ją kochają, mają duszę artystyczną. I to trzeba w jakiś sposób utrwalić. Miałam mnóstwo telefonów z biur turystycznych, szukających dla zagranicznych turystów wyrobów przemysłu szklarskiego i tego typu rzeczy, z których Polska słynie – ze szkła i ozdób choinkowych – wylicza możliwości jakie już się pojawiły, Krystyna Jankowska. Swoimi planami podzieliła się również z urzędnikami jasielskiego magistratu oraz ze swoim radcą prawnym. Niestety, pewne przepisy hamują działanie w tym kierunku. Mimo to pani Krystyna nie przestaje o tym myśleć. Wybrała już nawet miejsce, w którym to muzeum mogłoby się mieścić. - Mamy piękny obiekt przy ul. Metzegra, który stoi pusty. Jest to jeden z najstarszych budynków w Jaśle, z surowej cegły. Gdyby tak dodać do tego piękne szkło i wykończyć wnętrze... – marzy pani Krystyna. - W trzypiętrowym budynku można wygospodarować miejsce na część muzealną, konferencyjną, dla zwiedzających, a nawet założyć mały sklepik, w którym, oprócz baniek choinkowych, sprzedawane byłyby produkty regionalne, np. wyroby garncarskie, rzeźby. To dałoby miastu przepustkę do innego świata. Konserwator zabytków musiałby nadać temu budynkowi charakter, architekci mogliby realizować swoje pomysły, bo na trzech piętrach mieliby mnóstwo możliwości. Na samej górze można, z widokiem na miasto można byłoby zrobić główną pracownię. Na drugim piętrze zrobić wystawę wyrobów ze szkła – dodaje Krystyna Jankowska. Wiadomo również, że wymagałoby to zatrudnienia ludzi, a więc powstałyby nowe miejsca pracy.
Stare powiedzenie mówi: „chcieć to móc”. W tym przypadku jednak się ono nie sprawdza. Bo jak przebić się przez mur niewzruszonych urzędników, którym tak naprawdę jest to zupełnie obojętne. Ale kiedy pani Krystyna już dopnie swego, dumnych i szczęśliwych jaślan, którzy podepną się pod ten sukces z pewnością nie zabraknie.
(omega)
Krystyna Jankowska od 27 lat pracuje w branży ceramicznej. Pasja, zamiłowanie do sztuki i wykształcenie (jest inżynierem chemii ceramicznej) spowodowało, że związana jest z tym zawodem już nierozerwalnie. Poprzez tę pracę kontynuuje także szklarskie tradycje rodzinne - Pracowałam w jasielskiej hucie szkła. W stanie wojennym zostałam zwolniona z pracy, więc postanowiłam coś zrobić na własną rękę. Podjęłam decyzję, że będę kontynuować dzieło swojego ojca, który również pracował w zakładzie produkującym ozdoby choinkowe – wspomina swoje początki Krystyna Jankowska.
Prezes spółki Dagmara jest rodowitą jaślanką. Tu się urodziła, tu wychowała i tutaj mieszka. Pamięta Jasło jako miasto piękne, wyjątkowe, które kiedyś było perełką Podkarpacia. Chce zostawić jakiś ślad po sobie i stąd pomysł utworzenia muzeum sztuki. To nie jest kaprys, czy impuls, to przemyślana decyzja, która zrodziła się w głowie pani Krystyny 3 lata temu. Od tego czasu toczy nieustanne boje z bezsensowną biurokracją. Rozmowy w lokalnymi władzami nie przyniosły żadnego efektu, próba pozyskania środków unijnych na ten cel, również zakończyła się fiaskiem. - W rozmowie telefonicznej pewien pan pochwalił pomysł, ale od razu powiedział, że nie mieścimy się w ramach żadnego projektu, bo projekt musi się opierać na innowacji – denerwuje się pani Krystyna. Zaciekawiona pytam, na czym ta innowacyjność ma polegać. Okazuje się, że według wymagań Unii Europejskiej, ma to być pełne umaszynowienie, zastosowane najnowsze technologie. A gdzie w tym wszystkim dusza, twórczość, pomysłowość i nieograniczone możliwości ludzkich rąk? Co to za sztuka uruchomić maszynę i puścić masową produkcję. A przecież jasielskie bańki są oryginalne i wyjątkowe, trudno byłoby je mechanicznie odtworzyć. - Spotykałam się z wieloma ludźmi, przeprowadziłam wiele rozmów i cały czas walczę z dziwnymi przepisami i nic nierozumiejącymi urzędnikami w ministerstwie gospodarki. Ale tak naprawdę nikt sobie tym głowy nie zawraca.
A przecież firma rozsławia Jasło na całym świecie. I mimo, że jest to mały zakład, to ma już swoje tradycje. Zatrudnionych jest 60 dekoratorów, a w sezonie liczba ta dochodzi nawet do 130.
Pani Krystyna ubolewa, że rękodzieło dzisiaj nie jest w cenie. Zalew taniej chińszczyzny powoduje, że ludzie przestają dostrzegać co naprawdę piękne i wartościowe. - A te prace ręczne to unikaty. Człowiek, jego pasje, twórczość i talent można przelać na płótno, szkło. Tę pracę wykonują ci, którzy ją kochają, mają duszę artystyczną. I to trzeba w jakiś sposób utrwalić. Miałam mnóstwo telefonów z biur turystycznych, szukających dla zagranicznych turystów wyrobów przemysłu szklarskiego i tego typu rzeczy, z których Polska słynie – ze szkła i ozdób choinkowych – wylicza możliwości jakie już się pojawiły, Krystyna Jankowska. Swoimi planami podzieliła się również z urzędnikami jasielskiego magistratu oraz ze swoim radcą prawnym. Niestety, pewne przepisy hamują działanie w tym kierunku. Mimo to pani Krystyna nie przestaje o tym myśleć. Wybrała już nawet miejsce, w którym to muzeum mogłoby się mieścić. - Mamy piękny obiekt przy ul. Metzegra, który stoi pusty. Jest to jeden z najstarszych budynków w Jaśle, z surowej cegły. Gdyby tak dodać do tego piękne szkło i wykończyć wnętrze... – marzy pani Krystyna. - W trzypiętrowym budynku można wygospodarować miejsce na część muzealną, konferencyjną, dla zwiedzających, a nawet założyć mały sklepik, w którym, oprócz baniek choinkowych, sprzedawane byłyby produkty regionalne, np. wyroby garncarskie, rzeźby. To dałoby miastu przepustkę do innego świata. Konserwator zabytków musiałby nadać temu budynkowi charakter, architekci mogliby realizować swoje pomysły, bo na trzech piętrach mieliby mnóstwo możliwości. Na samej górze można, z widokiem na miasto można byłoby zrobić główną pracownię. Na drugim piętrze zrobić wystawę wyrobów ze szkła – dodaje Krystyna Jankowska. Wiadomo również, że wymagałoby to zatrudnienia ludzi, a więc powstałyby nowe miejsca pracy.
Stare powiedzenie mówi: „chcieć to móc”. W tym przypadku jednak się ono nie sprawdza. Bo jak przebić się przez mur niewzruszonych urzędników, którym tak naprawdę jest to zupełnie obojętne. Ale kiedy pani Krystyna już dopnie swego, dumnych i szczęśliwych jaślan, którzy podepną się pod ten sukces z pewnością nie zabraknie.
(omega)
