Czy w ośrodku doszło do złamania prawa?
Pierwsze sygnały o biciu dzieci przez dyrektor w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Jaśle, wyszły po serii listów anonimowych, które trafiły m. in. do Ministerstwa Edukacji Narodowej. Świadkami tych zdarzeń są nauczyciele, którzy dopiero teraz postanowili o tym głośno powiedzieć. - W naszej szkole nigdy nie doszło do bicia – zaprzecza dyrektor Marta Mazurek.

Na początku bieżącego roku jasielska prokuratura wszczęła dochodzenie w sprawie fizycznego i psychicznego znęcania się nad uczniami SOSW w Jaśle przez dyrektorkę ośrodka. Sprawa została ujawniona przy okazji innej, dotyczącej molestowania seksualnego jednej z uczennic przez ojca.
- Dałem wiarę bezkrytycznie czterem uczniom, których udało się ustalić. Oceniłem jednak, że zachowanie pani dyrektor nie wyczerpuje znamion przestępstwa z art. 207 par.1 kk. (dotyczące znęcania się - przyp. red.), natomiast naruszyła nietykalność cielesną pokrzywdzonych zadając im uderzenie otwartą dłonią w głowę oraz znieważała ich godność osobistą słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe – powiedział Kazimierz Łaba, zastępca prokuratora rejonowego w Jaśle. - Jest nauczycielka, która widziała, jak jednego ucznia narodowości romskiej pani dyrektor uderzyła. Uczeń został przesłuchany. Stanowczo zaprzeczył, że nic takiego nie miało miejsca – dodaje Łaba.
Sprawa została umorzona 6 czerwca bieżącego roku. Prokurator wyjaśnia, że te przestępstwa są ścigane z oskarżenia prywatnego, a ich karalność uległa przedawnieniu po upływie jednego roku od chwili, gdy pokrzywdzony dowiedział się o zaistnieniu tych czynów. Pokrzywdzeni mogli złożyć zażalenie i wtedy sprawą zająłby się sąd, ale tego nie zrobili.
Widzieli jak bije
Niektórzy nauczyciele twierdzą, że widzieli bicie dzieci, ale dopiero całkiem niedawno przyznali się do tego.
- To wszystko toczyło się w 2009 roku, kiedy nieoficjalnie zaczęły docierać do nas informacje, że pani dyrektor bije dzieci. Dopiero wtedy, kiedy sama byłam świadkiem takiego zdarzenia potwierdziłam sobie, że musi to być prawda. Na moich oczach i innych uczniów, pani dyrektor otwartą dłonią bije dziecko w twarz. W anonimie było napisane o biciu romskich dzieci, co dla mnie było dużym zaskoczeniem, ponieważ wiedziałam, że pani dyrektor Mazurek pracuje w świetlicy romskiej – mówi Danuta L., pracownik Specjalnego Ośrodka Szkolno- Wychowawczego w Jaśle. – Poinformowałam o wszystkim dyrekcję. Wtedy stałam się obiektem napaści, prześladowań z ich strony. Ludzie, którzy popierali panią dyrektor dostawali godziny, profity, nagrody – dodaje.

Dwa lata milczenia
Dlaczego tak późno zaczęli mówić o biciu dzieci? - Widziałem jeden incydent, bo miałem wtedy dyżur na korytarzu. Dziecko było agresywne i zepsuło drzwi do harcówki. Pani dyrektor została o tym zawiadomiona, po czym kazała chłopcu je naprawić. Uczeń nie wykonał jej polecenia, więc zdenerwowana pani dyrektor uderzyła dziecko z otwartej ręki w twarz. Nie zgłosiłem tego faktu, ponieważ miałem dzieci i w tym momencie, gdybym stracił pracę to z czego bym żył? – tłumaczy się Tomasz Malec, były pracownik ośrodka.
Dyrektor placówki Marta Mazurek całkowicie zaprzecza zarzucanym jej czynom bicia dzieci polskich jak i romskich. - W naszej szkole nigdy nie doszło do bicia dzieci. Nagle po dwóch latach, sprawa wychodzi na jaw? Jest to niemożliwością, by któryś uczeń był bity. To ewidentnie pomówienie wobec mojej osoby oraz niszczenie pracy całego ośrodka, w którym pracują wspaniali ludzie. Postępowanie prokuratorskie nie było prowadzone przeciwko mnie, a była to sprawa w sprawie. Dziwnym zbiegiem okoliczności jest ona przedawniona. Uczeń, którego rzekomo mogłam pobić w harcówce, napisał mi piękny tekst na naszej klasie, że ,,dochodzą do niego głosy, że chcą mnie wyrzucić, ale jest pani kochana itd.” Wszystko to było jeszcze przed sprawą, kiedy byli przesłuchiwani nauczyciele i uczniowie. Ja również byłam przesłuchiwana, tak jak wszyscy, w charakterze świadka – mówi M. Mazurek. - Wcześniej miałam z panią Danutą bardzo dobre kontakty. W Ośrodku pracuję od 2000 r. Wydaje mi się, że całe zamieszanie wynikło od czasu, kiedy dzieci zaczęły unikać zajęć z pedagogiem. Został więc zmieniony przydział czynności. Owszem, pani Danuta dalej pracowała na godzinach pedagoga, ale miała
ich mniej. Jest mi strasznie przykro i nie pozwolę, żeby 3-4 nauczycieli szkalowało nasz ośrodek i naszych pracowników. Posiadam notatki, w których pani Danuta mi się odgrażała nie raz – dodaje dyrektor.
Nie mogłam uwierzyć!
Anonim trafił również do Agnieszki Szczerby, asystentki ds. dzieci romskich. Osoba, która go napisała prosiła o kontakt. – Z listu dowiedziałam się, że ktoś chce ze mną porozmawiać, dlatego wywiesiłam w szkole kartkę z podanym numerem telefonu. Nikt jednak nie zadzwonił. Nie mogłam uwierzyć, że pani Mazurek mogłaby bić dzieci romskie. Zrobiła dla Romów bardzo dużo, poświęca swój czas również będąc na świetlicy. Postanowiłam jednak to sprawdzić. Podsłuchiwałam pod drzwiami, jak prowadzone są zajęcia z dziećmi. Nie słyszałam, żeby pani Marta krzyczała. Pytałam również chłopców, czy byli bici i szarpani, ale żadne z nich nie potwierdziło tych informacji – mówi Agnieszka Szczerba.
Po namowach rodziców Marta Mazurek przyjęła pracę na świetlicy romskiej o czym nie wszyscy nauczyciele wiedzieli. Dzieci romskie przytulają się do niej, mówią, że ją kochają. – Ja nie rozumiem takiego postępowania, rzucania obelg na kogoś, kogo się nie zna, a tak właśnie było z panią Martą. Słyszałam po lekcjach w szkole jak osoby dorosłe rozmawiają o tym – powiedziała dziewczynka uczęszczająca na świetlicę romską.
Dyrektor zawieszono w obowiązkach

Starosta jasielski Adam Kmiecik zawiesił w obowiązkach dyrektor Mazurek w kwietniu br. – Pani dyrektor została zawieszona przeze mnie w pełnieniu obowiązków dyrektora, w związku z wszczętym postępowaniem dyscyplinarnym dotyczącym naruszenia nietykalności cielesnej uczniów SOSW w Jaśle. Pani dyrektor odwołała się od mojej decyzji do komisji dyscyplinarnej przy województwie. Komisja podtrzymała moją decyzję – wyjaśnia Adam Kmiecik, starosta jasielski. Martę Mazurek przywrócono na stanowisko początkiem września. – Pani dyrektor złożyła zażalenie do komisji odwoławczej przy ministrze edukacji, która uchyliła moją decyzję i przywróciła panią Martę do pracy. Nie ma dyskusji co do tego, że postępowanie pani dyrektor było złe i stąd moja decyzja o jej zawieszeniu. Nie pozostaje nic innego, jak dostosować się do tej decyzji i czekać na koniec postępowania dyscyplinarnego. Po wyniku postępowania prokuratorskiego stwierdziłem, że na pewno ja z tą panią dyrektor współpracował nie będę – dodaje starosta.
Kontrola z kuratorium
Krystyna Chowaniec, wizytator z kuratorium uważa, że w ośrodku kontakty interpersonalne są niewłaściwe. - Jeżeli nauczyciel jest świadkiem naruszenia nietykalności, miał obowiązek powiadomić o tym organy ścigania. Pani, która widziała takie wydarzenia, powinna iść na policję, do prokuratora bądź do kuratora. Takich rzeczy nie można zatajać. To świadczy o tym, że tam są pewne rzeczy akceptowane, a dopiero jak się panie skonfliktują, to wtedy o pewnych rzeczach zaczynają mówić. Uważam, że relacje interpersonalne są tam niewłaściwe, co napisałam w swoim protokole – mówi o swoich spostrzeżeniach Krystyna Chowaniec.
Dzieci pytały o panią Martę
Małgorzata Kula pracuje w szkole od pięciu lat. Jak twierdzi, nie zauważyła w szkole żadnego terroru, złego zachowania w stosunku do dzieci. - Jak pani dyrektor była zawieszona, to dzieci przychodziły i pytały się, kiedy wróci do szkoły. Po powrocie pani Marty, dzieci zaczęły się cieszyć i bić jej brawa. Mówiły, że dla nich jest jak druga mama - opowiada Kula.
Sprawa trafiła do rzecznika praw dziecka. Do sprawy powrócimy.
Ilona Czarnecka
Ilona.czarnecka@jaslo4u.pl
