„Dom się odbuduje, ale życia żony nic nie przywróci”
Minął miesiąc od tragedii, jakiej doświadczył Robert Hulik z Tarnowca. Wciąż trudno jest mu wracać myślami do wydarzeń tamtego dnia, kiedy stracił ukochaną żonę i prawie cały dobytek. Teraz dla pana Roberta najważniejsze jest, aby jak najszybciej wrócić do domu.<<FOTOGALERIA>>

W niedzielę rano (3 marca) pan Robert poszedł nakarmić zwierzęta. - Gdy wychodziłem z domu nie czułem żadnego niepokojącego zapachu wychodzącego, który mógłby świadczyć o tym, że coś jest nie tak – wspomina.
„Chciałem tam wejść, za wszelką cenę”
Po około 30, może 40 minutach zauważył, że spod drzwi wejściowych wydostają się białe kłęby dymu. Dom szybko został objęty ogniem. Pan Robert od razu pobiegł ratować żonę Halinę, która pozostała w środku. Jednak gdy otworzył drzwi wejściowe dym buchnął mu w twarz. - Chciałem tam wejść za wszelką cenę. Szukałem żony na parterze domu. Myślałem, że wstała i jest w łazience. Okazało się, że jest na górze. Ogień objął górną część schodów, co uniemożliwiło mi dostanie się na piętro – opowiada pan Robert. Na myśl o tym co go spotkało, łzy same cisną mu się do oczu. Na chwilę obecną nie wiadomo, co było przyczyną pożaru. - Pożar został zainicjowany w miejscu, gdzie stała zamrażarka. Była dosunięta do boazerii i to właśnie tam był największy płomień – dodaje mężczyzna.

Pan Robert miał poparzoną twarz. Nie chciał jechać do szpitala, ale po namowie rodziny zgodził się. Tam dowiedział się o śmierci żony Haliny. Byli małżeństwem przez 35 lat. Trudno mu nadal mówić o tym, a przede wszystkim uwierzyć w to, co go spotkało. Podkreśla jednak, że dużym wsparciem otoczyli go córka z synem, jak również sąsiedzi, mieszkańcy oraz władze gminy.

– Szczególnie chciałem gorąco podziękować sąsiadom i całemu społeczeństwu. Mieszkańcom gminy Tarnowiec i okolicznych wsi za udzieloną mi pomoc oraz wsparcie duchowe, sołtysowi, księdzu proboszczowi oraz panu wójtowi.
Po tragedii okazali mu wielkie serce i wsparcie nie tylko finansowe, ale i psychiczne.
Szczęście w nieszczęściu
Pan Robert cieszy się jednak, że nic się nie stało jego wnuczce Zuzi, która miała zostać u dziadków. Córka zabrała ją od nich dzień wcześniej. - Miała zostać na noc. Wnuczka spała zawsze z babcią – dodaje mężczyzna.
Ze szpitala wyszedł w dzień pogrzebu małżonki. Gdy wrócił do domu i zobaczył, jak wygląda dorobek jego życia, załamał się. Od tamtej pory pan Robert remontuje drewniany dom wybudowany w 1938 r. - Połowę domu stanowi młyn, który chciałem uruchomić na jesień i produkować mąkę ekologiczną. Jednak stało się jak się stało – podkreśla. Gmina sfinansowała przyłącz elektryczny oraz instalację wewnątrz budynku mieszkalnego. - Chcę jak najszybciej się wprowadzić – mówi pan Robert, który obecnie mieszka u swojej siostry.
Obecnie trwają remonty wewnątrz budynku. W pracach pomagają mu syn i sąsiad, który zna się na budowlance. Konieczna będzie również wymiana więźby dachowej oraz pokrycia dachu. Apel o pomoc dla Roberta Hulika znajdziecie <tutaj>.
Ilona Czarnecka
ilona.czarnecka@jaslo4u.pl

