Elektroniczna ewidencja czasu pracy w jasielskim szpitalu. System działa, ale nie obejmuje jeszcze wszystkich pracowników
Podczas sesji Rady Powiatu Jasielskiego jednym z tematów dyskusji dotyczącej sytuacji Szpitala Specjalistycznego w Jaśle było wdrożenie elektronicznego systemu ewidencji czasu pracy. Radni pytali o skuteczność jego wprowadzenia oraz stopień wykorzystania przez pracowników.
Do sprawy odniósł się radny Jan Urban, który przypomniał, że szpital przeznaczył około 60 tys. zł na wdrożenie systemu. Zapytał dyrektora placówki, czy rozwiązanie funkcjonuje już w całym szpitalu.

__________ Fot. Sesja Rady Powiatu Jasielskiego
– Wydał Pan tam około 60 tysięcy na system elektronicznej ewidencji czasu pracy. Czy 100 proc. pracowników już jest wpiętych w ten system, a jeżeli nie, to dlaczego? I kiedy Pan to wprowadził? – pytał radny.
Dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Jaśle Henryk Przybycień wyjaśnił, że obecnie system funkcjonuje w modelu hybrydowym.

__________ Fot. Sesja Rady Powiatu Jasielskiego
– Jest wprowadzony w formie hybrydowej, to znaczy są listy obecności i system elektroniczny. Ja również funkcjonuję w takim systemie – podpisuję listę obecności i loguję się do systemu. Natomiast obecnie loguje się do niego między 70 a 80 procent osób i ten odsetek cały czas rośnie – powiedział.
Taka odpowiedź nie przekonała radnego Jana Urbana, który zwrócił uwagę, że wprowadzenie systemu powinno obowiązywać wszystkich pracowników.
– Jednym zarządzeniem zobowiązuje Pan załogę od tego i tego dnia. Co to znaczy, że ktoś nie chce? Czy to oznacza, że nie jest Pan skuteczny? – dopytywał.
Dyrektor odpowiedział, że wdrażanie zmian wymaga czasu, a kierownictwo szpitala musi brać pod uwagę również zapewnienie ciągłości pracy placówki.
– Jako osoba, której zależy na tym, żeby szpital funkcjonował w sposób ciągły, nie mogę stawiać wszystkiego na ostrzu noża. Mieliśmy już kilka sytuacji kryzysowych w szpitalu. Jeżeli część osób na dzień dzisiejszy chce podpisywać tylko listę obecności, a nie chce logować się do systemu, to niestety wymaga to jeszcze czasu – wyjaśnił Henryk Przybycień.
Red.
