Gawrony przejmują park w Jaśle. Problem wraca co roku, skutecznych działań brak
Sytuacja w parku miejskim w Jaśle wymyka się spod kontroli. Gawrony, które od lat zasiedlają to miejsce, w tym sezonie rozmnożyły się na niespotykaną dotąd skalę, a mieszkańcy coraz głośniej mówią o uciążliwościach i braku realnych działań ze strony miasta.



Jeszcze na początku roku w parku znajdowało się zaledwie kilka gniazd. Dziś jest ich już ponad sto, a każdego dnia pojawiają się kolejne. W wielu z nich są już jaja i młode, co oznacza, że problem będzie się tylko pogłębiał. Z doświadczeń z poprzednich lat – również opisywanych na łamach jaslo4u.pl – wynika jasno: brak reakcji na wczesnym etapie kończy się lawinowym przyrostem populacji i trudną do opanowania sytuacją w kolejnych miesiącach.





Efekty są widoczne gołym okiem. Odchody ptaków pokrywają ławki, alejki, elementy infrastruktury i okolice altany. Spacer po parku coraz częściej wiąże się z koniecznością ciągłego omijania zabrudzonych miejsc – albo ryzykiem „trafienia z góry”.


– Odchody są wszędzie – na ławkach, chodnikach, w altanie. Trzeba uważać, żeby nie zostać trafionym – mówi pani Karolina, która zgłosiła się do redakcji po tym, jak podczas drogi do pracy została zabrudzona przez ptaki.
Mieszkańcy podkreślają, że problem nie jest nowy. W poprzednich latach miasto podejmowało działania – przede wszystkim z udziałem sokolnika – które, choć nie eliminowały problemu całkowicie, pozwalały go ograniczyć. Kluczowe było jednak szybkie reagowanie jeszcze przed okresem lęgowym.



W tym roku takiej reakcji zabrakło.
Jak ustaliliśmy, w ubiegłym tygodniu w parku pojawił się sokolnik, jednak – według nieoficjalnych informacji – była to jedynie konsultacja. Nie prowadzono działań związanych z płoszeniem ptaków. To oznacza, że w kluczowym momencie sezonu lęgowego nie wdrożono żadnych realnych środków ograniczających rozrost kolonii.



Z naszych ustaleń wynika również, że w tym sezonie nie były prowadzone żadne systemowe działania z udziałem sokolnika, które w poprzednich latach przynosiły najlepsze efekty.
W efekcie park, który powinien być miejscem odpoczynku i rekreacji, staje się przestrzenią coraz mniej przyjazną dla mieszkańców. Przy dalszym wzroście liczby gniazd nie można wykluczyć, że część terenu będzie wymagała ograniczenia dostępu – choćby ze względów sanitarnych.
Jednocześnie, jak zauważają mieszkańcy, pracownicy urzędu na bieżąco starają się czyścić ławki i elementy infrastruktury z odchodów, jednak przy obecnej skali problemu działania te mają jedynie doraźny charakter.
Urzędnicy rozpoczęli liczenie gniazd, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że działania te są spóźnione. Problem narastał tygodniami, a decyzje – jeśli w ogóle zapadną – będą podejmowane w momencie, gdy możliwości skutecznej reakcji są już znacznie ograniczone.
Redakcja jaslo4u.pl zwróciła się do Urzędu Miasta z pytaniami o konkretne działania i plan rozwiązania problemu. Do chwili publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Do sprawy wrócimy.

