Jasielscy podróżnicy znów na szlaku!
Przed niespełna pięcioma laty, Weronika Łukaszewska i Sławek Sanocki dokonali rzeczy absolutnie wyjątkowej. Para podróżników odbyła pionierską, zimową wyprawę „Łukiem Karpat”. Tym razem postanowili nieco zmienić klimat. Udali się na pełną kontrastów, obfitującą w majestatyczne krajobrazy, uchodzącą za kolebkę cywilizacji europejskiej Kretę. Pokonali 600 kilometrów pieszo, przemierzając najdziksze zakątki tej fascynującej wyspy, poznając przy tym kulturę miejscowej ludności.

Na tę wyprawę, Weronika Łukaszewska i Sławek Sanocki czekali z utęsknieniem od wielu miesięcy. Nie tyle z uwagi na jej wyjątkowość, co na samą możliwość odbycia kolejnej podróży, bez oglądania się na pandemiczne ograniczenia. – Wyprawę zaplanowaliśmy bardzo szybko, trochę spontanicznie. Zdecydowaliśmy się na ten krok, bowiem od dawna nie organizowaliśmy wyprawy w okresie wakacyjnym. Postanowiliśmy wrócić na szlak po okresie pandemii, która nie pozwalała nam na organizację tego typu wędrówek – tłumaczy Sławek Sanocki. Ostateczna decyzja o wyborze miejsca kolejnej wyprawy, należała, jak się okazuje do Weroniki. – Zastanawialiśmy się, gdzie moglibyśmy pojechać w czasie bezpośrednio po covidzie. W grę wchodziła wyprawa, która trwałaby około jednego miesiąca. Wybierając Kretę chcieliśmy połączyć przyjemne z pożytecznym. Oprócz samego wyzwania, podczas którego pokonaliśmy około sześciuset kilometrów, zależało nam na zakosztowaniu w południowym klimacie oraz bogactwie kulturowym Krety – wyjaśnia podróżniczka.
Podróżnicy na Kretę udali się na przełomie maja i czerwca bieżącego roku. Plan zakładał odbycie wędrówki przez wyspę europejskim szlakiem E4 z północnego zachodu Krety wzdłuż wybrzeża, a następnie na wschód wyspy.
To nie były typowe „greckie wakacje”
Wspaniałe krajobrazy, prawdziwie letnia aura, której towarzyszą wysokie temperatury, tylko pozornie tworzyły aurę sielankowej wakacyjnej wycieczki. Szlak, na który Weronika i Sławek postanowili wkroczyć, należy do jednych z najtrudniejszych w całej Europie. Charakteryzuje się on bowiem dużymi ekspozycjami, wąskimi, skalistymi ścieżkami nad wybrzeżem, stromymi wejściami oraz osypującymi się kamieniami na zejściach. Co więcej, w wysokich partiach gór, Weronika i Sławek, dodatkowo, musieli zmierzyć się z niebezpieczeństwem, jakie niosło z sobą poruszanie się po ośnieżonych fragmentach szlaku. Skalę trudności wyznaczają jednak nie tylko warunki techniczne. Suchy klimat sprawia, że prawdziwym wyzwaniem jest zaopatrzenie i dostępność wody. Wystarczy wspomnieć, że tyko w ubiegłym roku 60-letni Brytyjczyk, a kilka dni temu 65-letni Francuz padli ofiarą wycieńczenia, odwodnienia i udaru słonecznego spowodowanego upałem. To wszystko sprawia, że szlak stanowi nie lada wyzwanie, nawet dla doświadczonych i doskonale przygotowanych podróżników.

Żaden podróżnik, podczas tak długiej wędrówki, nie może obejść się bez skrzętnie przygotowanego ekwipunku. Plecaki Weroniki i Sławka ważyły około 10 kilogramów każdy. Co się w nich znalazło? Przede wszystkim namiot o wadze niespełna 1 kilograma. Do tego cienkie i lekkie śpiwory. W plecakach nie zabrakło również miejsca dla panelu słonecznego, służącego do ładowania urządzeń, takich jak na przykład telefon, oraz małej kuchenki turystycznej. W prowiant zaopatrywali się głównie na szlaku, przechodząc przez wioski i miasteczka. – Mieliśmy z sobą mały zapas liofilizatów, wiedząc, że kilka dni będziemy musieli spędzić w Górach Białych - Lefka Ori, najdzikszym paśmie górskim Krety, bez możliwości odwiedzenia sklepu i zaopatrzenia się w żywność. Poza tym, chętnie sięgaliśmy po lokalne specjały i jedzenie – wyjaśnia Weronika Łukaszewska.
Smak Krety
Dla jasielskich podróżników, wyprawa stała się również doskonałą okazją do poznania kreteńskiej kuchni. – Zdobycie żywności na tym szlaku na pewno nie jest większym problemem. Na Krecie można spróbować wyśmienitych serów owczych i kozich, takich jak choćby mizithra, anthotiros, czy też kefalotyri. Chętnie próbowaliśmy też oliwek. Wszędzie rozciągają się gaje oliwne i pola winorośli. Zaskoczyły nas wszechobecne pasieki. Kreteński miód ma smak tymianku. Na każdym kroku rosną też inne zioła, które można z łatwością zebrać i dodać do warzyw zakupionych w sklepie lub na targu. Próbowaliśmy też tradycyjnych kreteńskich potraw, wśród których znalazł się na przykład kurczak z piżmianem jadalnym, który występuje w ciepłym klimacie – mówi Sławek Sanocki.
Okazuje się, że Kreta jest wyspą pełną kontrastów. Regiony położone na wybrzeżu opanowane są przez turystów, co przejawia się w otoczeniu i cenach, znacząco odbiegających od tych, jakie spotkać można w głębi wyspy. Czas biegnie tutaj wolniej. Nikt nie spieszy się z wypełnianiem swoich obowiązków. Małe wioski, w centrum Krety sprawiają wrażenie, jakby czas zatrzymał się w nich nawet kilkadziesiąt lat temu. Ukazuje tam swój autentyczny charakter. Mentalność Kreteńczyków zamieszkujących centralną część wyspy doskonale charakteryzuje to, jak jada się w tutejszych lokalach serwujących jedzenie i napoje. – Z zewnątrz nie zachęcają one do wejścia do środka. Ludzie przychodzą do nich podyskutować i napić się wina lub raki, miejscowego alkoholu. W jednym z takich miejsc, właścicielka poczęstowała nas kandyzowanymi cytrynami domowej roboty, pomidorkami, oliwkami i tradycyjną raki. Tak zostaliśmy ugoszczeni. Zdarzyło się też, że napotykani na ulicy ludzie częstowali nas warzywami i owocami – wspomina Weronika.

- Tam nie jest tak, że zamawia się obiad, kończy jedzenie i koniec. Na Krecie, często dostaje się na deser owoce, a do tego kieliszek raki. Na wyspie jedzenie się celebruje. Nikt nie patrzy, czy klient skończył jeść i zaraz wyjdzie. Ludzie żyją według maksymy „siga, siga”, a więc powoli, nie spiesz się – dodaje Sławek.
Bez wody ani rusz
W ciepłym klimacie Krety, kiedy latem temperatury sięgają niemal 40 stopni Celsjusza w cieniu, woda jest dobrem o absolutnie strategicznym znaczeniu dla każdego człowieka, nie mówiąc o ludziach, którzy pieszo postanowili przemierzyć najdziksze i trudno dostępne zakątki wyspy. Weronika i Sławek dbali więc o to, aby w ich ekwipunku nigdy nie zabrakło jej zapasu. Problem z wodą występuje głównie na wybrzeżach, gdzie panują najwyższe temperatury. W głębi wyspy, gdzie przeważa górzysty krajobraz i notuje się nieco niższe temperatury, o dostęp do wody jest łatwiej. Nie zmienia to jednak faktu, że o zaopatrzeniu w wodę należy bezwzględnie pamiętać.

- W górach, na przejście najbardziej wymagających, dziesięciokilometrowych fragmentów szlaku, potrzebowaliśmy całego dnia. Wiedząc, że mogą tam wystąpić problemy z wodą, przygotowaliśmy się na taką ewentualność. Korzystaliśmy więc albo z zapasu wody, albo ze źródeł, które znajdują się na szlaku i są oznaczone na mapach. Woda ta znajduje się głównie w specjalnych zbiornikach zasilanych przez wody deszczowe. Sprawia to, że może mieć nienajlepszą jakość. W jednym przypadku, była informacja, że woda znajdująca się w zbiorniku, nie nadaje się do picia, więc musieliśmy iść do kolejnego źródła. Innym razem przegotowywaliśmy wodę na kuchence turystycznej, żeby się nie struć – mówi Weronika.

Okazuje się, że woda silnie związana jest również z kulturą Kreteńczyków. Przy jej źródłach często spotyka się małe kościoły oraz kapliczki. Miejsca te służyły Weronice i Sławkowi do odpoczynku po całym dni wędrówki.
Wędrówka do przeszłości
Kreta pełna jest zabytków kultury materialnej, będącej pozostałością po minionych cywilizacjach. Weronika i Sławek, nie ukrywają, że również z tego powodu zdecydowali się na letnią wyprawę, właśnie na wyspę, która uznawana jest za kolebkę cywilizacji europejskiej. – Przechodziliśmy przez Kato Zakros, gdzie znajdują się ruiny pałacu minojskiego, może nie tak okazałe, jak te pod Heraklionem, ale również robią olbrzymie wrażenie. Szliśmy też starą minojską drogą. To niesamowite uczucie, kiedy ma się świadomość, że już tysiące lat temu, wędrowali nią ludzie. W takich chwilach człowieka przechodzą ciarki – przekonuje Weronika.

Okazuje się, że Kreta może być najstarszą kolebką praprzodków współczesnych ludzi, zamiast Afryki, jak dotychczas sądzono. Polski paleontolog dr Gerard Gierliński, przed kilkoma laty, odkrył bowiem w okolicy Trachilos, ślady ludzkich stóp sprzed 5,7 miliona lat.
Więcej o wyprawie można dowiedzieć się na www.facebook.com/ViaMountains
Jesienią podróżnicy planują spotkania, aby opowiedzieć o wyprawie na żywo.

Wyprawa była objęta patronatem honorowym Burmistrza Miasta Jasła.
MD

