Jasło: Fundacja DKMS Polska zarejestrowała potencjalnych dawców
W niedzielę w Jasielskim Domu Kultury odbyła się rejestracja potencjalnych dawców szpiku, którzy zdecydowali się pomóc Zbigniewowi Sanockiemu i innym w walce z ostrą białaczką. W ciągu pięciu lat istnienia fundacji zarejestrowanych zostało prawie 400 tysięcy osób.

Dzisiaj zarówno w Jaśle, jak i Iwoniczu Zdroju, Dukli oraz Rymanowie rejestrowano nowych potencjalnych dawców szpiku. W trudnej sytuacji znalazł się burmistrz Jedlicza Zbigniew Sanocki, który o chorobie dowiedział się we wrześniu br. To właśnie dla niego oraz innych walczących z białaczką zorganizowano tę akcję, w celu poszukiwania dawcy zgodnego genetycznie z biorcą.

Już w pierwszych 30 minutach akcji w Jaśle zarejestrowanych zostało 20 osób. Wolontariuszami pomagającymi fundacji byli studenci Podkarpackiej Szkoły Wyższej im. bł. ks. Władysława Findysza w Jaśle, którzy przeprowadzali wstępne wywiady medyczne oraz pomagali w wypełnianiu formularzy.

- Studenci ekonomii, transportu oraz gospodarki przestrzennej pełniąc funkcję wolontariuszy rejestrowali wszystkie ze zgłaszających się osób. Jestem przewodniczącym samorządu studenckiego i sam pozostałem potencjalnym dawcą szpiku. Mam wykształcenie medyczne. Studiując na Akademii Medycznej w Lublinie miałem styczność z dziećmi i dorosłymi cierpiącymi na białaczkę. Kampanie medialne są efektywne, ale bezpośredni kontakt z osobą chorą jest zupełnie czymś innym – mówił Mirosław Bracławik, przewodniczący samorządu studenckiego PSW w Jaśle. - Popatrzenie człowiekowi prosto w oczy i jak gdyby odmówienie mu tej pomocy jest dużo trudniejsze, jak bycie w sytuacji, kiedy dostaje się ulotkę i wyrzuca ją do kosza. Ludzie, którzy decydują się na to, aby oddać szpik kostny są dla mnie bohaterami – podkreślał wspominając czasy studiów.

W Polsce zarejestrowanych jest około 520 tysięcy potencjalnych dawców szpiku, z czego prawie 400 znajduje się w bazie fundacji DKMS Polska. Od 866 osób udało się pobrać komórki macierzyste, które dawały szansę na przeżycie chorych. Dlaczego więc ludzie boją się oddawać szpik kostny? Na to pytanie odpowiedział Filip Rorant, koordynator ds. rekrutacji dawców Fundacji DKMS Polska.

- Boją się z racji tego, że słyszą o micie, który panuje, że jest to wielka igła w kręgosłup, a skutkiem pobrania szpiku jest paraliż. To nie prawda. Pobranie szpiku nie wiąże się z wielką igła w kręgosłup, wózkiem inwalidzkim i paraliżem. Szpik pobierany jest z talerza kości biodrowej. Lekarze hematolodzy pod pełną narkozą pobierają go 5 % z całego organizmu. Szpik regeneruje się w ciągu 10- 14 dni, a my pozostajemy w szpitalu na obserwacji po narkozie. To jest metoda stosowana tylko w 1 pobraniu na 5. Statystyki pokazują, że w pozostałych 4 jest to metoda pobrania komórek macierzystych z krwi obwodowej. Pobranie szpiku z talerza kości biodrowej pod narkozą jest całkowicie bezbolesnym zabiegiem. Jedyne uczucie po zabiegu to lekkie ćmienie w miejscu ukłucia lub niewielki siniak przez kilka dni – wyjaśnia F. Rorant.

Drugi sposób polega na pobraniu komórek macierzystych z krwi obwodowej. Zabieg trwa jedynie 3-4 godziny, po którym wychodzimy do domu.

Jak podkreślił Filip Rorant z Fundacji DKMS Polska o sposobie pobrania szpiku decyduje lekarz prowadzący. Wiele czynników takich jak wiek, stan zdrowia i waga pacjenta, czy rodzaj białaczki mają na to wpływ. – Każdy, kto rejestruje się w naszej bazie na akcji dla Zbigniewa i innych, robi to nie tylko dla burmistrza Jedlicza, ale również dla wszystkich pozostałych chorych na białaczkę czekających na przeszczep na całym świecie – dodaje Rorant.

Decyzję o byciu potencjalnym dawcą szpiku podejmujemy na całe życie, dlatego warto dokonać jej świadomie i odpowiedzialnie. I choć każda z osób zarejestrowanych w bazie może zrezygnować z zabiegu nawet przed samym przystąpieniem do dawstwa, to musimy pamiętać o tym, że osoby chore i cierpiące, dzieci oraz starsi mają nadzieję, że to dzięki nam będą mogły na nowo cieszyć się życiem.
Ilona Dziedzic
