Kąpiele w przerębli to ich żywioł. Wywiad z jasielskimi morsami
„Zimna woda, zdrowia doda” – głosi stare polskie porzekadło. I chociaż zapewne wielu się z nim nie zgodzi nietrudno znaleźć osoby, które na bazie własnych doświadczeń zdecydowanie mu przytakną. Do tej drugiej grupy z pewnością można zaliczyć Kubę, Adama, Pawła, Przemka i Karola. Poznajcie jasielskich morsów!

Nieformalna grupa miłośników kąpieli w przerębli funkcjonuje w naszym mieście od końca 2013 roku. Funkcjonuje to w zasadzie za dużo powiedziane, mimo, że skupieni w niej młodzi jaślanie na swój sposób sformalizowali tę „działalność” poprzez założenie fanpage’u na portalu społecznościowym Facebook, gdzie regularnie zdają relacje ze swych spotkań. U nas wszystko dzieje się na luzie i spontanicznie. W ten sposób podjęliśmy decyzję o wspólnym „morsowaniu”, tak też od tamtego czasu działamy. Nie mamy ściśle określonego grafiku spotkań, jednak staramy się zwoływać regularnie. Na przestrzeni ostatnich miesięcy zaliczyliśmy już co najmniej kilkanaście takich przygód. Morsowanie to nasz sposób na życie –powiedział nam Kuba, jeden z członków grupy.

O tym, jak narodził się pomysł na wspólne zimowe kąpiele, co się czuje, gdy pierwszy raz wejdzie się do lodowatej wody oraz o zaletach tego typu "rozrywki" opowiedziały nam pozostałe jasielskie morsy – Adam, Paweł i Przemek.
Od którego z was wyszła inicjatywa, by razem "pobawić się" w morsów? Skąd ten pomysł? Co sprawiło, że postanowiliście zakosztować kąpieli w lodowatej wodzie?
Adam: Szukaliśmy z Pawełkiem jakiejś odskoczni od codziennej rutyny. Pewnego dnia namówił mnie na bieganie połączone z kąpielą w zimnej wodzie i w końcu się zdecydowaliśmy. Okazało się, że chętnych na „morsowanie” jest jeszcze dwóch – Przemek i Kuba. Ja to pamiętam tak...
Przemek: Wszystko działo się spontanicznie. Generalnie nie myśleliśmy o tworzeniu grupy, natomiast był pomysł na aktywne i ciekawe spędzanie czasu. W 2013 roku razem z Pawłem często chodziliśmy na basen i zastanawialiśmy sie nad ciekawymi pomysłami na zażywanie ruchu w sezonie zimowym. Paweł zaproponował „morsing” jako ciekawy sposób na podnoszenie ciśnienia. Na pierwsze spotkanie było czterech chętnych – Paweł, Kuba, Adam i ja. Utworzyliśmy fanpage na facebooku "Morsy Jasło", gdyż chcemy propagować taką formę aktywnego spędzania wolnego czasu zarówno dla młodych jak i dla młodych duchem. Nikt z naszej grupy do tej pory się nie wyłamał, co więcej – od niedawna, za sprawą Karola, jest nas już pięciu.



Jak wspominacie swoją pierwszą lodową kąpiel? Co czuliście, gdy weszliście do przerębli?
Adam: To był mroźny wieczór. Troszkę oczytani, ale w sumie nie do końca jeszcze przygotowani na ten krok mieliśmy świadomość, że podejmujemy pewne ryzyko – było wówczas około minus sześciu stopni a temperatura wody oscylowała pewnie w okolicach jednego stopnia. Lekka rozgrzewka, około dwukilometrowy bieg dla rozgrzania ciała i kilkunastominutowe stacjonarne proste ćwiczenia coraz bardziej przybliżały nas jednak do pierwszego zanurzenia. Pamiętam, że co chwilkę padały pytania czy już „to” robimy czy może jeszcze chwilkę „poskaczemy". W końcu wspólnie podjęliśmy decyzję o wejściu do wody. Myślę, że byliśmy w niej niecałe dwie minuty. Nie przypominam sobie, aby po zakończeniu kąpieli któryś z nas stwierdził, że mu się nie podobało. Wprost przeciwnie – wszyscy zachwalaliśmy tę przygodę. Pamiętam, że jeszcze w drodze powrotnej w aucie uzgodniliśmy datę następnej "mroźnej" kąpieli. Okazało się, że kolejne tego typu spotkania wywoływały podobne odczucia u każdego z nas. Tak jest do teraz.
Paweł: Z tym pierwszym razem każdy wie, jak jest. Ja zapamiętam na bardzo długo tę niepewność, adrenalinę i potężne podekscytowanie świadomością, że właśnie robię coś szalonego, dla mnie wręcz wielkiego.
Przemek: Pierwsze wejście to była podróż w nieznane. Pierwsze zanurzenie można określić jednym słowem "adrenalina”!. Zdecydowanie nie zmarzłem. Tamte dwie minuty kąpieli w wodzie o temperaturze minus jeden, czy minus dwa stopnie Celsjusza dostarczyły mi ogromnej dawki pozytywnej energii.



Czym jest dla was "morsowanie" i jakie czerpiecie z niego korzyści? Co jest niezwykłego w "rozrywce", która u wielu już w samej sferze wyobrażeń wywołuje gęsią skórkę?
Paweł: Dni naszych spotkań to dla mnie czas, kiedy zmienia się wymiar. Mimo, że tak naprawdę dla osób, których aktywność sportowa stanowi coś więcej, niż tylko lekkie podniesieniu pulsu – a do takich osób się zaliczam – te kąpiele nie są czymś odkrywczym. Co więc mi dają? Zamknąłbym to w sferze zdrowia – fizycznego, ale również psychicznego. Lodowe kąpiele są masażem dla psychiki! Nawet, gdy masz świadomość, że nie jesteś w szczycie formy, po kilkunastu takich akcjach wiesz, że się da, że będzie dobrze, że to będzie kolejny triumf silnej woli nad leniem. Rzecz jasna im głębiej w las, tym mniej leni. Oczywistością jest, że w sytuacji, gdy przerwa od kąpieli jest dłuższa niż zazwyczaj w głowie zaczyna czegoś brakować.
Co do zdrowia fizycznego – tutaj podzielę się czymś prywatnym. Borykam się z katarem siennym, właściwie przez cały rok. Ludzie z taką przypadłością mają sporą skłonność do częstych infekcji dróg oddechowych. Może trudno w to uwierzyć, ale ja, od czasu rozpoczęcia morsowania, chusteczek używam dużo rzadziej niż wcześniej. Czuję sporą zmianę – jakbym przesiadł się z „gulfa” dwójki do s-classe (śmiech).
Przemek: Co dają mi lodowe kąpiele? Pomagają utrzymywać organizm w lepszej kondycji, podobnie jak zdrowe jedzenie czy każda forma ruchu. Abyśmy w wieku 67 lat mogli nadal cieszyć się życiem na naszej wymarzonej emeryturze, w dzisiejszym "siedzącym" świecie musimy więcej dbać o ruch i kondycję fizyczną. Oczywiście zabawa też jest ważna, a muszę przyznać, że podczas tych kąpieli bawię się doskonale.
Adam: Dla mnie "morsowanie" to przede wszystkim motywacja do aktywnego spędzania wolnego czasu, orzeźwienie oraz hartowanie ciała i ducha. Dzięki kilkunastu kąpielom, które odbyliśmy poprzedniej zimy nie przeszedłem do dnia dzisiejszego żadnej poważniejszej choroby. Uznaję to za sukces, bo nigdy wcześniej taka sytuacja nie miała miejsca.


Dlaczego warto spróbować morsowania na własnej skórze?
Przemek: Uważam, że życie mamy jedno i po pierwsze należy o nie dbać, a po drugie wszystkiego w nim spróbować. Dlaczego warto tego zakosztować? Hartowanie ciała ma doskonały wpływ zarówno na zdrowie fizyczne jak i psychiczne. Endorfiny skutecznie usuwają nudę dnia codziennego i dają energię na kolejne dni. Wzmacniają też odporność organizmu – podobnie jak Adam przekonałem się o tym na własnej skórze. Od czasu pierwszego morsowania nie zachorowałem na nic poważniejszego od kataru bądź lekkiego przeziębienia. Wcześniej na przełomach zimowo-wiosennym i jesienno-zimowym rokrocznie łapałem jakąś grypę lub anginę. Tak więc te lodowe kąpiele „działają”. Po za tym, są świetną zabawą.
Paweł: Według mnie zachęcanie ludzi do morsowania poprzez tylko i wyłączne powoływanie się na aspekty zdrowotne jest banalne i oczywiste. Zresztą wydaje mi się, że ani człowiek schorowany, ani – jak to się mówi – „zdrów jak ryba” nigdy się na taką kąpiel nie zdecyduje, dopóki nie zakoduje sobie w głowie, że w życiu jest miejsce na coś zwariowanego, odważnego i pięknego. A „morsowanie” jest właśnie czymś takim i właśnie dlatego warto go zakosztować.


Jasielskie morsy zapraszają wszystkich miłośników zimnych kąpieli oraz osoby, które chciałyby spróbować tego typu aktywności do dołączenia do ich grona.
Przyłączcie się do nas. Zapewniamy super zabawę, a także dużą dawkę zdrowotną dla każdego. Warunek – brak przeciwwskazań do morsowania, takich jak np. poważne problemy naczyniowo-krążeniowe czy ciężkie urazy kręgosłupa. Wiek nie gra roli – mówi Przemek.

Zachęcamy do odwiedzenia fanpage'u grupy na Facebooku, za którego pośrednictwem można się również z nią kontaktować -> LINK.
Jakub Hap
jakhap@gmail.com

