Krośnieńska Huta na prostej
11
Nowe zamówienia i nowe plany rozwojowe – tak wygląda obecna sytuacja Krośnieńskich Hut Szkła. A wszystko to dzięki...upadłości czeskiej konkurencji huty „Bohemia”.




Jeszcze do niedawna Krośnieńskie Huty Szkła planowały kolejne zwolnienia, które miały objąć ok. 800 osób. Dzięki bankructwu czeskiej „Bohemii” Krosno przejęło jej dotychczasowych kontrahentów. To z kolei powoduje wznowienie zamówień, zwiększenie produkcji i prawdopodobnie zahamowanie planowanych zwolnień. Wojciech Reszka, wiceprezes zarządu KHS, dyrektor ds. ekonomiczno-finansowych uważa, że ostatnio miały miejsce nadzywczajne wydarzenia. - Zmieniła się sytuacja na rynku producenckim, a na tyle zwyczajne, że wszystkich dotyka kryzys. Ten kryzys dotknął także naszą firmę, ale dzięki temu stanęliśmy przed wieloma szansami.

Już teraz widać pierwsze zmiany. - W strukturach handlowych dochodzi do ogromnych zmian: od sprzedaży detalicznej przez dystrybucję po producentów i dostawców. Krosno jako czołowy producent, należący do pierwszej piątki w Europie stoi dzisiaj przed ogromną szansą. Coraz mocniej i coraz szerzej wchodzimy w kanały dystrybucyjne, które wcześniej były zajęte przez naszych konkurentów, a których dzisiaj już nie ma. Dzięki aktywności służb handlowych wchodzimy w te kanały i poszerzamy nasz udział rynkowy w tych miejscach zbytu. Wzrost wyrobów mechanicznych szacujemy na ok. 25 %. – mówi o planach Miroslav Panacek, dyrektor ds. handlu i marketingu w KHS. Obecnie krośnieńska huta dociera na rynki niemieckie, włoskie i hiszpańskie, ale planuje ekspansje na pozostałą część Europy. - My wchodzimy mocniej w rynek europejski. Tradycyjnie Krosno było raczej skierowane na rynki amerykańskie. Dzisiaj mogę powiedzieć, że po paru latach restrukturyzacji udało się zmienić udział produkcji i umocnić naszą pozycję na rynkach europejskich – zdradza część planów M. Panacek. Furtką, która otwiera wejście do innych krajów może być produkcja szkła ręcznego. Trwają już negocjacje i podpisywane są umowy. - W ręcznym szkle możemy zająć miejsce, które wcześniej zajmowały inne marki i otwierają się dla nas możliwości do wprowadzenia marki Krosno na rynki, gdzie nie byliśmy tak znani – dodaje M. Panacek.
Wzrost produkcji oznacza także wzrost zapotrzebowania na pracowników. Ale prezes W. Reszka nie daje nikomu stuprocentowej gwarancji. - To wszystko zależy od sytuacji na rynku, od tego, czy będziemy sprzedawać, czy będziemy produkować. Jest prawdopodobny taki scenariusz, że zwolnień nie będzie, ale pod warunkiem, że będziemy mieli zamówienia, będzie produkcja. To są dopiero plany, ale bardzo realne.
Obecnie w oddziałach produkcji mechanicznej i ręcznej pracuje łącznie 1600 osób.
Zakład produkcji mechanicznej posiada 14 linii tradycyjnych - automatycznych i trzy linie do zdobienia. - Jeszcze 3-4 miesiące do tyłu borykaliśmy się z obłożeniem bieżącej produkcji na wszystkich liniach produkcyjnych. Na dzień dzisiejszy posiadamy zamówienia na linie szklankowe z wyprzedzeniem ok. 3 tygodni, na liniach kieliszkowych jest to ok. 3 miesięcy. Jest to sytuacja komfortowa, która pozwala racjonalnie zaplanować produkcję i pozostałe koszty – cieszy się Paweł Wilk, dyrektor zakładu produkcji mechanicznej. Radości nie kryje również Władysław Pelczar, dyrektor zakładu produkcji ręcznej – W przypadku tych zamówień sytuacja w nowym roku poprawiła się w sposób ogromny. W tej chwili mogę już planować produkcję, mam zamówienia do przodu na kilka tygodni i te zamówienia spływają sukcesywnie. Należy tu domniemywać, że te zamówienia dalej będą spływać i I kwartał zakończymy bardzo dobrym wynikiem finansowym. Załoga, która została po zwolnieniach jest mocno zdeterminowana pracą. Wyniki produkcyjne stycznia potwierdzają, naszą bardzo dobrą sytuację.

Mimo tych dobrych wiadomości nie wszystkie sprawy udało się do końca pozytywnie załatwić - Niestety, ale nie wszystkie problemy zostały rozwiązane, zwłaszcza w obszarze finansów. Jesteśmy teraz na etapie rozmów z naszymi partnerami i będziemy starali się te problemy przezwyciężyć. Ale podobnie jaki szanse, tak i przezwyciężenie tych problemów jest przed nami – tłumaczy W. Reszka.
(omega)
Jeszcze do niedawna Krośnieńskie Huty Szkła planowały kolejne zwolnienia, które miały objąć ok. 800 osób. Dzięki bankructwu czeskiej „Bohemii” Krosno przejęło jej dotychczasowych kontrahentów. To z kolei powoduje wznowienie zamówień, zwiększenie produkcji i prawdopodobnie zahamowanie planowanych zwolnień. Wojciech Reszka, wiceprezes zarządu KHS, dyrektor ds. ekonomiczno-finansowych uważa, że ostatnio miały miejsce nadzywczajne wydarzenia. - Zmieniła się sytuacja na rynku producenckim, a na tyle zwyczajne, że wszystkich dotyka kryzys. Ten kryzys dotknął także naszą firmę, ale dzięki temu stanęliśmy przed wieloma szansami.
Już teraz widać pierwsze zmiany. - W strukturach handlowych dochodzi do ogromnych zmian: od sprzedaży detalicznej przez dystrybucję po producentów i dostawców. Krosno jako czołowy producent, należący do pierwszej piątki w Europie stoi dzisiaj przed ogromną szansą. Coraz mocniej i coraz szerzej wchodzimy w kanały dystrybucyjne, które wcześniej były zajęte przez naszych konkurentów, a których dzisiaj już nie ma. Dzięki aktywności służb handlowych wchodzimy w te kanały i poszerzamy nasz udział rynkowy w tych miejscach zbytu. Wzrost wyrobów mechanicznych szacujemy na ok. 25 %. – mówi o planach Miroslav Panacek, dyrektor ds. handlu i marketingu w KHS. Obecnie krośnieńska huta dociera na rynki niemieckie, włoskie i hiszpańskie, ale planuje ekspansje na pozostałą część Europy. - My wchodzimy mocniej w rynek europejski. Tradycyjnie Krosno było raczej skierowane na rynki amerykańskie. Dzisiaj mogę powiedzieć, że po paru latach restrukturyzacji udało się zmienić udział produkcji i umocnić naszą pozycję na rynkach europejskich – zdradza część planów M. Panacek. Furtką, która otwiera wejście do innych krajów może być produkcja szkła ręcznego. Trwają już negocjacje i podpisywane są umowy. - W ręcznym szkle możemy zająć miejsce, które wcześniej zajmowały inne marki i otwierają się dla nas możliwości do wprowadzenia marki Krosno na rynki, gdzie nie byliśmy tak znani – dodaje M. Panacek.
Wzrost produkcji oznacza także wzrost zapotrzebowania na pracowników. Ale prezes W. Reszka nie daje nikomu stuprocentowej gwarancji. - To wszystko zależy od sytuacji na rynku, od tego, czy będziemy sprzedawać, czy będziemy produkować. Jest prawdopodobny taki scenariusz, że zwolnień nie będzie, ale pod warunkiem, że będziemy mieli zamówienia, będzie produkcja. To są dopiero plany, ale bardzo realne.
Obecnie w oddziałach produkcji mechanicznej i ręcznej pracuje łącznie 1600 osób.
Zakład produkcji mechanicznej posiada 14 linii tradycyjnych - automatycznych i trzy linie do zdobienia. - Jeszcze 3-4 miesiące do tyłu borykaliśmy się z obłożeniem bieżącej produkcji na wszystkich liniach produkcyjnych. Na dzień dzisiejszy posiadamy zamówienia na linie szklankowe z wyprzedzeniem ok. 3 tygodni, na liniach kieliszkowych jest to ok. 3 miesięcy. Jest to sytuacja komfortowa, która pozwala racjonalnie zaplanować produkcję i pozostałe koszty – cieszy się Paweł Wilk, dyrektor zakładu produkcji mechanicznej. Radości nie kryje również Władysław Pelczar, dyrektor zakładu produkcji ręcznej – W przypadku tych zamówień sytuacja w nowym roku poprawiła się w sposób ogromny. W tej chwili mogę już planować produkcję, mam zamówienia do przodu na kilka tygodni i te zamówienia spływają sukcesywnie. Należy tu domniemywać, że te zamówienia dalej będą spływać i I kwartał zakończymy bardzo dobrym wynikiem finansowym. Załoga, która została po zwolnieniach jest mocno zdeterminowana pracą. Wyniki produkcyjne stycznia potwierdzają, naszą bardzo dobrą sytuację.
Mimo tych dobrych wiadomości nie wszystkie sprawy udało się do końca pozytywnie załatwić - Niestety, ale nie wszystkie problemy zostały rozwiązane, zwłaszcza w obszarze finansów. Jesteśmy teraz na etapie rozmów z naszymi partnerami i będziemy starali się te problemy przezwyciężyć. Ale podobnie jaki szanse, tak i przezwyciężenie tych problemów jest przed nami – tłumaczy W. Reszka.
(omega)
