„Mam nadzieję, że mój limit szczęścia jeszcze się nie wyczerpał”
15
Dariusz Bohatkiewicz, korespondent wojenny, obecnie pracujący dla TVP spotkał się z uczniami w Zespole Szkół nr 4 w Jaśle. Przyjechał tu na zaproszenie Wojciecha Piękosia, naczelnika Wydziału Edukacji i Spraw Społecznych w Starostwie Powiatowym w Jaśle i - jak mówi sam Darek – jego nauczyciela fachu dziennikarskiego.

Spotkanie rozpoczęło się od prezentacji dwóch materiałów filmowych związanych z wydarzenia w Gruzji. Potem Darek przez godzinę opowiadał o swoich przygodach korespondenta wojennego, o tym jak ważna jest odpowiedzialność, obiektywizm i trzymanie emocji na wodzy. - My jesteśmy dziennikarzami obiektywnymi, my przedstawiamy to, co widzimy na własne oczy. Chcemy przekazywać to, co tam się dzieje, jak żyją ci ludzie. Nas nie interesują politycy, ale przeciętny Kowalski, który tam mieszka, tam żyje i martwi się o rodzinę, o dzieci. Dziennikarze jadący w takie miejsca nie mogą kierować się emocjami. Trzeba zacisnąć zęby i pokazywać jaki ten świat jest, bez koloryzowania – udziela wskazówek potencjalnym dziennikarzom Darek Bohatkiewicz. Ale przyznaje, że kocha tą pracę i chce być wszędzie tam, gdzie się coś dzieje, chce być w samym centrum wydarzeń, ale nie jako główna postać, ale jako dziennikarz - Jest to dla mnie najciekawsza praca, bo jestem w miejscach najważniejszych na świecie, tam gdzie dzieje się coś ważnego – dodaje.



Do Jasła przyjechał po wielu latach nieobecności, do miejsca, od którego zaczęła się jego przygoda z dziennikarstwem. - To tutaj, na Górce Gorajowickiej wszystko się zaczęło. Razem z Wojtkiem Piękosiem, Witkiem Lechowskim, Markiem Kukiem i jego bratem Jurkiem, Adamem Miszczakiem i Renatą Kurowską tworzyliśmy RMF Jasło-Krosno. Ja tych wszystkich ludzi doskonale pamiętam i wszystkich serdecznie pozdrawiam. Dziękuję im za to, że otworzyli mi drogę do dziennikarstwa. To oni uczyli mnie pisać informacje, pisać traffiki, uczyli mnie tego zawodu – wspominał Darek.
Z wielkim sentymentem mówił o początkach swojej pracy. - Do dzisiaj śmieję się z moich pierwszych relacji, przechowuję kasety z tymi nagraniami. Kiedy robiłem jeden z pierwszych traffików zapomniałem jak się nazywam. Walnąłem się mówiąc o moście w Libuszy pomiędzy Gorlicami a Jasłem. Takich sytuacji było wiele. Ale błędów nie popełnia ten, kto nic nie robi. Jak patrzę na swoje pierwsze próby, to wiem, że były dziwne. Dlatego dziękuję tym wszystkim, którzy mi dali szansę, że mogłem się uczyć, mogłem podpatrywać lepszych dziennikarzy z różnych mediów. Teraz korzystam z tego warsztatu.
Poza lekcjami dziennikarstwa, Darek pamięta również swoich kolegów, przyjaciół, liczne imprezy. Dzisiejsze spotkanie uświadomiło mi, że Darka znam już prawie 14 lat. Poznaliśmy się, podczas robienia relacji z wybuchu gazu w Jaśle (do którego ostatecznie nie doszło) - on dla RMF, ja dla Radia Fan. Już wtedy podziwiałam go za profesjonalizm. A kolejne spotkania potwierdziły tylko jego znakomity dziennikarski fach.
Darek Bohatkiewicz, prawnik z wykształcenia, jest doskonałym przykładem na to, że ludzie z małych miast też mogą osiągnąć sukces. - Osoby z prowincji mają w sobie wolę walki, tę zadziorność, chęć osiągnięcia sukcesu. Jeżeli się bardzo chce i ma się trochę szczęścia, to na pewno się uda. Znam wielu świetnych dziennikarzy, którzy nie skończyli dziennikarstwa, ale coś zupełnie innego. Doskonałym przykładem jest też prawnik, Bogdan Rymanowski. Ja dostałem świetną szkołę życia i to wszystko się przydaje, procentuje. Obserwuję w Warszawie młodych adeptów tej sztuki - giną kiedy trzeba jechać gdzieś w teren. A dziennikarz terenowy w każdej sytuacji sobie poradzi - mówi Darek.
Jego zdaniem, to właśnie dziennikarze terenowi mają najlepszy warsztat, bo muszą znać się na wszystkim. - Pracują w zdecydowanie cięższych warunkach, nie mają służbowych samochodów, komórek, ale wykonują taką samą pracę, jak reporterzy w sejmie, czy jeżdżący w inne miejsca. Zawsze chylę czoła przed lokalnymi mediami, bo tak naprawdę to najfajniejsze dziennikarstwo – dodaje D. Bohatkiewicz.
Przyznaje, że zawsze marzył o tym, aby relacjonować rzeczywistość, pokazywać jak wygląda życie ludzi, ludzka krzywda. Zaznacza jednak, że stara się przekazywać jasny i obiektywny obraz, żeby ktoś kiedyś powiedział „fajne rzeczy pan robi”.
Wspomina także wydarzenia w Gruzji, kiedy cała ekipa, którą Darek dowodził została zatrzymana. Polska wstrzymała oddech, a ich opanował zwyczajny strach. Takich, może nieco mniej ekstremalnych przygód było wiele w Iraku i w Gruzji. - Ktoś, kto jeździ w takie miejsca i mówi, że się nie boi, po prostu kłamie. Na wojnie nie ma bezpiecznych miejsc. Ja byłem w kilkunastu różnych miejscach, ale najważniejsze jest miejsce, droga i czas. Jeśli masz szczęście-wyjdziesz z tego. Mam nadzieję, że mój limit szczęścia jeszcze się nie wyczerpał – zastanawia się Darek.
Dariusz Bohatkiewicz urodził się w Gorlicach w 1972 roku, w zawodzie pracuje już 17 lat. Zaczynał od RMF Krosno, potem był RMF Kraków, Katowice, TVN, TV Puls, Panorama w Warszawie i teraz TVP.
(omega)

Spotkanie rozpoczęło się od prezentacji dwóch materiałów filmowych związanych z wydarzenia w Gruzji. Potem Darek przez godzinę opowiadał o swoich przygodach korespondenta wojennego, o tym jak ważna jest odpowiedzialność, obiektywizm i trzymanie emocji na wodzy. - My jesteśmy dziennikarzami obiektywnymi, my przedstawiamy to, co widzimy na własne oczy. Chcemy przekazywać to, co tam się dzieje, jak żyją ci ludzie. Nas nie interesują politycy, ale przeciętny Kowalski, który tam mieszka, tam żyje i martwi się o rodzinę, o dzieci. Dziennikarze jadący w takie miejsca nie mogą kierować się emocjami. Trzeba zacisnąć zęby i pokazywać jaki ten świat jest, bez koloryzowania – udziela wskazówek potencjalnym dziennikarzom Darek Bohatkiewicz. Ale przyznaje, że kocha tą pracę i chce być wszędzie tam, gdzie się coś dzieje, chce być w samym centrum wydarzeń, ale nie jako główna postać, ale jako dziennikarz - Jest to dla mnie najciekawsza praca, bo jestem w miejscach najważniejszych na świecie, tam gdzie dzieje się coś ważnego – dodaje.
Do Jasła przyjechał po wielu latach nieobecności, do miejsca, od którego zaczęła się jego przygoda z dziennikarstwem. - To tutaj, na Górce Gorajowickiej wszystko się zaczęło. Razem z Wojtkiem Piękosiem, Witkiem Lechowskim, Markiem Kukiem i jego bratem Jurkiem, Adamem Miszczakiem i Renatą Kurowską tworzyliśmy RMF Jasło-Krosno. Ja tych wszystkich ludzi doskonale pamiętam i wszystkich serdecznie pozdrawiam. Dziękuję im za to, że otworzyli mi drogę do dziennikarstwa. To oni uczyli mnie pisać informacje, pisać traffiki, uczyli mnie tego zawodu – wspominał Darek.
Z wielkim sentymentem mówił o początkach swojej pracy. - Do dzisiaj śmieję się z moich pierwszych relacji, przechowuję kasety z tymi nagraniami. Kiedy robiłem jeden z pierwszych traffików zapomniałem jak się nazywam. Walnąłem się mówiąc o moście w Libuszy pomiędzy Gorlicami a Jasłem. Takich sytuacji było wiele. Ale błędów nie popełnia ten, kto nic nie robi. Jak patrzę na swoje pierwsze próby, to wiem, że były dziwne. Dlatego dziękuję tym wszystkim, którzy mi dali szansę, że mogłem się uczyć, mogłem podpatrywać lepszych dziennikarzy z różnych mediów. Teraz korzystam z tego warsztatu.
Poza lekcjami dziennikarstwa, Darek pamięta również swoich kolegów, przyjaciół, liczne imprezy. Dzisiejsze spotkanie uświadomiło mi, że Darka znam już prawie 14 lat. Poznaliśmy się, podczas robienia relacji z wybuchu gazu w Jaśle (do którego ostatecznie nie doszło) - on dla RMF, ja dla Radia Fan. Już wtedy podziwiałam go za profesjonalizm. A kolejne spotkania potwierdziły tylko jego znakomity dziennikarski fach.
Darek Bohatkiewicz, prawnik z wykształcenia, jest doskonałym przykładem na to, że ludzie z małych miast też mogą osiągnąć sukces. - Osoby z prowincji mają w sobie wolę walki, tę zadziorność, chęć osiągnięcia sukcesu. Jeżeli się bardzo chce i ma się trochę szczęścia, to na pewno się uda. Znam wielu świetnych dziennikarzy, którzy nie skończyli dziennikarstwa, ale coś zupełnie innego. Doskonałym przykładem jest też prawnik, Bogdan Rymanowski. Ja dostałem świetną szkołę życia i to wszystko się przydaje, procentuje. Obserwuję w Warszawie młodych adeptów tej sztuki - giną kiedy trzeba jechać gdzieś w teren. A dziennikarz terenowy w każdej sytuacji sobie poradzi - mówi Darek.
Jego zdaniem, to właśnie dziennikarze terenowi mają najlepszy warsztat, bo muszą znać się na wszystkim. - Pracują w zdecydowanie cięższych warunkach, nie mają służbowych samochodów, komórek, ale wykonują taką samą pracę, jak reporterzy w sejmie, czy jeżdżący w inne miejsca. Zawsze chylę czoła przed lokalnymi mediami, bo tak naprawdę to najfajniejsze dziennikarstwo – dodaje D. Bohatkiewicz.
Przyznaje, że zawsze marzył o tym, aby relacjonować rzeczywistość, pokazywać jak wygląda życie ludzi, ludzka krzywda. Zaznacza jednak, że stara się przekazywać jasny i obiektywny obraz, żeby ktoś kiedyś powiedział „fajne rzeczy pan robi”.
Wspomina także wydarzenia w Gruzji, kiedy cała ekipa, którą Darek dowodził została zatrzymana. Polska wstrzymała oddech, a ich opanował zwyczajny strach. Takich, może nieco mniej ekstremalnych przygód było wiele w Iraku i w Gruzji. - Ktoś, kto jeździ w takie miejsca i mówi, że się nie boi, po prostu kłamie. Na wojnie nie ma bezpiecznych miejsc. Ja byłem w kilkunastu różnych miejscach, ale najważniejsze jest miejsce, droga i czas. Jeśli masz szczęście-wyjdziesz z tego. Mam nadzieję, że mój limit szczęścia jeszcze się nie wyczerpał – zastanawia się Darek.
Dariusz Bohatkiewicz urodził się w Gorlicach w 1972 roku, w zawodzie pracuje już 17 lat. Zaczynał od RMF Krosno, potem był RMF Kraków, Katowice, TVN, TV Puls, Panorama w Warszawie i teraz TVP.
(omega)
