Manifestowali pod bramą Pektowinu
53
Tuż po godzinie 10-tej ponad 200 pracowników Pektowinu manifestowało pod bramą zakładu. Załoga chciała pokazać w ten sposób, że jest jednością i nie cofnie się nawet przed strajkiem.
- Mieliśmy tylko jeden postulat. Chcieliśmy 300 zł podwyżki. Widzieliśmy, że tak jak cywilizowani ludzie potrafimy dogadać się z zarządem. Nasze rozmowy w poniedziałek oraz wczoraj nie przyniosły żadnych efektów. Zarząd dla nas nie ma żadnych propozycji. Zarząd tłumaczy, że jeżeli się nam nie podoba w tej firmie to możemy po prostu odejść. Nam się to nie podoba. Chcemy pracować w Peklowinie, ale chcemy też lepiej zarabiać. - mówił na bramie zakładu Edmund Gondek, przewodniczący komisji zakładowej NSZZ „Solidarność”.


Z pracy odeszło już kilkudziesięciu pracowników, których obowiązki przejęli ci, którzy zostali w zakładzie. W związku z tym chcą być godnie wynagradzani za swoją pracę. Przez ostatnie dziesięć lat pracownicy nie otrzymali żadnej podwyżki płac - oprócz jednego przypadku premii - która nie byłaby podyktowana sporem zbiorowym, czy strajkiem.
- Zorganizowaliśmy ten wiec bo chcemy, by zarząd zobaczył, że to nie tylko grupka kilku nawiedzonych gówniarzy, nawiedzonych fanatyków, którzy chcą zniszczyć tą firmę. Chcieliśmy zawalczyć, żeby zarząd zobaczył, że ludzie chcą więcej zarabiać, że mamy poparcie dla naszych działań. - mówił Edmund Gondek.
Na dzisiejszej manifestacji obecny był również Tadeusz Majchrowicz, Przewodniczący Zarządu Regionu Podkarpackiego NSZZ, który brał udział we wczorajszych rozmowach związkowców z zarządem. Określił je jako "rozmowy z głuchym". - Nie udało się betonu ukruszyć ani pół centymetra. (...) Od waszego zaangażowania, waszego poparcia zależy czy wyjdziecie z tarczą czy na tarczy z tego sporu zbiorowego. - mówił Majchrowicz.
Majchrowicz przekonywał również zgromadzonych pracowników, że nie można problemów w każdej firmie tłumaczyć kryzysem. Wytknął również zarządowi brak chęci do jakiegokolwiek porozumienia - Jeżeli druga strona chce się porozumieć, musi przedstawić propozycje. Wszyscy wiemy, że pewnie na te 300 zł firmy nie stać, ale jeśli nie proponują nic, to znaczy, że nie chcą się porozumieć. A z każdym dniem z każdą godziną sytuacja będzie się zaostrzała.
Pracownicy domagają się nie tylko 300 zł podwyżki płac. - Na swoich stanowiskach pracy wywiązujemy się z obowiązków nam powierzonych, a reszta zależy od zarządu. My nie domagamy się tylko podwyżki płac, ale zmiany zarządzania, szukania nowych metod wyjścia z kryzysu. Jest wiele możliwości tylko dobre zarządzanie jest potrzebne. – mówi pani Joanna, która pracuje w firmie 20 lat.
W chwili obecnej wszyscy czekają na inicjatywę zarządu. - Myślę, że zarząd będzie musiał wreszcie podejść do sprawy bardziej poważnie. - podsumował Edmund Gondek.
Jeśli zarząd nie podejmie żadnych kroków, w przyszłym tygodniu planowany jest strajk ostrzegawczy, a jeśli w dalszym ciągu nie przyniesie to jakichkolwiek rezultatów, to okupacyjny.
Agnieszka Wnęk
- Mieliśmy tylko jeden postulat. Chcieliśmy 300 zł podwyżki. Widzieliśmy, że tak jak cywilizowani ludzie potrafimy dogadać się z zarządem. Nasze rozmowy w poniedziałek oraz wczoraj nie przyniosły żadnych efektów. Zarząd dla nas nie ma żadnych propozycji. Zarząd tłumaczy, że jeżeli się nam nie podoba w tej firmie to możemy po prostu odejść. Nam się to nie podoba. Chcemy pracować w Peklowinie, ale chcemy też lepiej zarabiać. - mówił na bramie zakładu Edmund Gondek, przewodniczący komisji zakładowej NSZZ „Solidarność”.


Z pracy odeszło już kilkudziesięciu pracowników, których obowiązki przejęli ci, którzy zostali w zakładzie. W związku z tym chcą być godnie wynagradzani za swoją pracę. Przez ostatnie dziesięć lat pracownicy nie otrzymali żadnej podwyżki płac - oprócz jednego przypadku premii - która nie byłaby podyktowana sporem zbiorowym, czy strajkiem.
- Zorganizowaliśmy ten wiec bo chcemy, by zarząd zobaczył, że to nie tylko grupka kilku nawiedzonych gówniarzy, nawiedzonych fanatyków, którzy chcą zniszczyć tą firmę. Chcieliśmy zawalczyć, żeby zarząd zobaczył, że ludzie chcą więcej zarabiać, że mamy poparcie dla naszych działań. - mówił Edmund Gondek.
Na dzisiejszej manifestacji obecny był również Tadeusz Majchrowicz, Przewodniczący Zarządu Regionu Podkarpackiego NSZZ, który brał udział we wczorajszych rozmowach związkowców z zarządem. Określił je jako "rozmowy z głuchym". - Nie udało się betonu ukruszyć ani pół centymetra. (...) Od waszego zaangażowania, waszego poparcia zależy czy wyjdziecie z tarczą czy na tarczy z tego sporu zbiorowego. - mówił Majchrowicz.
Majchrowicz przekonywał również zgromadzonych pracowników, że nie można problemów w każdej firmie tłumaczyć kryzysem. Wytknął również zarządowi brak chęci do jakiegokolwiek porozumienia - Jeżeli druga strona chce się porozumieć, musi przedstawić propozycje. Wszyscy wiemy, że pewnie na te 300 zł firmy nie stać, ale jeśli nie proponują nic, to znaczy, że nie chcą się porozumieć. A z każdym dniem z każdą godziną sytuacja będzie się zaostrzała.
Pracownicy domagają się nie tylko 300 zł podwyżki płac. - Na swoich stanowiskach pracy wywiązujemy się z obowiązków nam powierzonych, a reszta zależy od zarządu. My nie domagamy się tylko podwyżki płac, ale zmiany zarządzania, szukania nowych metod wyjścia z kryzysu. Jest wiele możliwości tylko dobre zarządzanie jest potrzebne. – mówi pani Joanna, która pracuje w firmie 20 lat.
W chwili obecnej wszyscy czekają na inicjatywę zarządu. - Myślę, że zarząd będzie musiał wreszcie podejść do sprawy bardziej poważnie. - podsumował Edmund Gondek.
Jeśli zarząd nie podejmie żadnych kroków, w przyszłym tygodniu planowany jest strajk ostrzegawczy, a jeśli w dalszym ciągu nie przyniesie to jakichkolwiek rezultatów, to okupacyjny.
Agnieszka Wnęk
