Miasto pomaga bezdomnym
18
Rada Miejska Jasła przyznała 52 tysiące zł na utrzymanie schroniska św. Brata Alberta w Jaśle. Ta kwota zabezpieczy potrzeby jego mieszkańców do końca tego roku.


Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta w Jaśle istnieje od 2001 roku. Od tego czasu przez ośrodek przewinęło się ponad 200 osób. Część z nich zadomowiła się tu na dobre, część odeszła, próbując na nowo ułożyć sobie życie. Obecnie schronisko zamieszkuje 27 bezdomnych mężczyzn w wieku od 45 -70 lat. - Oni są w takim wieku, że czują się już niepotrzebni. Są tu ludzie, którzy nigdy w życiu nie pracowali, a teraz poprzez pracę czują się dowartościowani. To ich cieszy, czasem nawet pomaga wyjść z alkoholowego nałogu – mówi o swoich podopiecznych Wiesław Sikora, kierownik schroniska.


Dlatego takie miejsca jak Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta są potrzebne. W samym Jaśle jest bardzo dużo ludzi, którzy mieszkają w nienajlepszych warunkach. - Oni jeszcze do nas nie dotarli, bo to przeważnie alkoholicy, którzy nie mają siły, aby wyjść z nałogu – mówi kierownik W. Sikora. - Mieliśmy przypadek 36-letniego mężczyzny z Tarnowca. Miał bardzo bogatych rodziców, ale oni zmarli. Zostawili mu cały majątek, a on go przepił, zapijając się na śmierć. Został do nas przewieziony dwa razy. Przy tym drugim, zaczął słabnąć, odwieźliśmy go do szpitala i tam zmarł – wspomina ze smutkiem kierownik W. Sikora.
Miejsce w jasielskim schronisku znajdują ludzie w różnym wieku, tacy którzy pogubili się w życiu. Powodów jest wiele - za dużo alkoholu, częste awantury, bieda, brak pracy. To wszystko nakładało się na siebie, ale ci ludzie nie potrafią już żyć inaczej. Zdarzają się jednak wyjątki. - Od początku istnienia ośrodka jego mury opuściło kilkanaście osób, część z nich otworzyła własną działalność, a część wyjechała za granicę. Takie postawy cieszą i nadają tej pracy sens. Mimo to, kierownik Sikora ma świadomość, że schronisko jest takim miejscem, którego niektórzy nie chcą zauważać. – Są tacy ludzie, którzy udają, że nie widzą bezdomnych, tej patologii i nie patrzą na tych ludzi pozytywnie. Ja staram się to zmienić, bo już nawet nasi sąsiedzi doceniają pomoc i umiejętności naszych bezdomnych. Przez to mieszkańcy schroniska czują się dowartościowani, docenieni, a przede wszystkim potrzebni – dodaje Sikora.
Cieszy się z każdego sukcesu swoich podopiecznych. Zawodowy kierowca znalazł stałą pracę w piekarni, drugi mieszkaniec jest po kursie obsługi wózka widłowego i ma pracę w jednej z jasielskich firm. - Jeżeli na tych 30 ludzi w ciągu roku wyjdzie stąd, na stałe dwóch, to jest wielki sukces. Trzeci znalazł pracę w Dębicy jako monter instalacji gazowo-elektrycznych. - On był tu krótko, zaledwie 3 miesiące. Wstydził, się, że tu jest – wspomina tych, którym udało się wyjść z bezdomności Wiesław Sikora.
W swojej 8-letniej pracy Wiesław Sikora spotkał się z wieloma osobami, które pomagają ośrodkowi, bo jak sami twierdzą, kiedyś mogą znaleźć się w takiej sytuacji. To miejsce jest odskocznią, bo tutaj zagubieni ludzie dostają normalność, opiekę duchową. - To taki smutny ośrodek, nie każdy chce się zetknąć z tymi ludźmi, mimo, że są to osoby bardzo wartościowe. Tu są ci, którzy się w życiu pogubili, a dzięki schronisku mogą się odnaleźć – mówi W. Sikora.
Najważniejsza jest praca. Dzięki niej bezdomni mają zaplanowany cały dzień. Ci ludzie pracują u sponsorów schroniska, wykonują prace porządkowe. - Nie pozwalam, żeby zdrowi i w pełni sił ludzie nic nie robili, to wbrew naturze. Trzeba ich integrować i społecznie i zawodowo, poza terenem schroniska – mówi W. Sikora.
Mieszkańcy schroniska mieszkają w dwóch budynkach. W pierwszym mieszkają młodsi, sprawniejsi, drugi jest dla ludzi starszych, oni wykonują lekkie prace, sprzątają na miejscu, zajmują się ogródkiem.
Jasielskie schronisko jest jednym z nielicznych w Polsce, które podjęło działanie z Urzędem Miasta, na bezpłatne wykonywanie pracy.
Katarzyna Pacwa-Wilk


Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta w Jaśle istnieje od 2001 roku. Od tego czasu przez ośrodek przewinęło się ponad 200 osób. Część z nich zadomowiła się tu na dobre, część odeszła, próbując na nowo ułożyć sobie życie. Obecnie schronisko zamieszkuje 27 bezdomnych mężczyzn w wieku od 45 -70 lat. - Oni są w takim wieku, że czują się już niepotrzebni. Są tu ludzie, którzy nigdy w życiu nie pracowali, a teraz poprzez pracę czują się dowartościowani. To ich cieszy, czasem nawet pomaga wyjść z alkoholowego nałogu – mówi o swoich podopiecznych Wiesław Sikora, kierownik schroniska.


Dlatego takie miejsca jak Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta są potrzebne. W samym Jaśle jest bardzo dużo ludzi, którzy mieszkają w nienajlepszych warunkach. - Oni jeszcze do nas nie dotarli, bo to przeważnie alkoholicy, którzy nie mają siły, aby wyjść z nałogu – mówi kierownik W. Sikora. - Mieliśmy przypadek 36-letniego mężczyzny z Tarnowca. Miał bardzo bogatych rodziców, ale oni zmarli. Zostawili mu cały majątek, a on go przepił, zapijając się na śmierć. Został do nas przewieziony dwa razy. Przy tym drugim, zaczął słabnąć, odwieźliśmy go do szpitala i tam zmarł – wspomina ze smutkiem kierownik W. Sikora.
Miejsce w jasielskim schronisku znajdują ludzie w różnym wieku, tacy którzy pogubili się w życiu. Powodów jest wiele - za dużo alkoholu, częste awantury, bieda, brak pracy. To wszystko nakładało się na siebie, ale ci ludzie nie potrafią już żyć inaczej. Zdarzają się jednak wyjątki. - Od początku istnienia ośrodka jego mury opuściło kilkanaście osób, część z nich otworzyła własną działalność, a część wyjechała za granicę. Takie postawy cieszą i nadają tej pracy sens. Mimo to, kierownik Sikora ma świadomość, że schronisko jest takim miejscem, którego niektórzy nie chcą zauważać. – Są tacy ludzie, którzy udają, że nie widzą bezdomnych, tej patologii i nie patrzą na tych ludzi pozytywnie. Ja staram się to zmienić, bo już nawet nasi sąsiedzi doceniają pomoc i umiejętności naszych bezdomnych. Przez to mieszkańcy schroniska czują się dowartościowani, docenieni, a przede wszystkim potrzebni – dodaje Sikora.
Cieszy się z każdego sukcesu swoich podopiecznych. Zawodowy kierowca znalazł stałą pracę w piekarni, drugi mieszkaniec jest po kursie obsługi wózka widłowego i ma pracę w jednej z jasielskich firm. - Jeżeli na tych 30 ludzi w ciągu roku wyjdzie stąd, na stałe dwóch, to jest wielki sukces. Trzeci znalazł pracę w Dębicy jako monter instalacji gazowo-elektrycznych. - On był tu krótko, zaledwie 3 miesiące. Wstydził, się, że tu jest – wspomina tych, którym udało się wyjść z bezdomności Wiesław Sikora.
W swojej 8-letniej pracy Wiesław Sikora spotkał się z wieloma osobami, które pomagają ośrodkowi, bo jak sami twierdzą, kiedyś mogą znaleźć się w takiej sytuacji. To miejsce jest odskocznią, bo tutaj zagubieni ludzie dostają normalność, opiekę duchową. - To taki smutny ośrodek, nie każdy chce się zetknąć z tymi ludźmi, mimo, że są to osoby bardzo wartościowe. Tu są ci, którzy się w życiu pogubili, a dzięki schronisku mogą się odnaleźć – mówi W. Sikora.
Najważniejsza jest praca. Dzięki niej bezdomni mają zaplanowany cały dzień. Ci ludzie pracują u sponsorów schroniska, wykonują prace porządkowe. - Nie pozwalam, żeby zdrowi i w pełni sił ludzie nic nie robili, to wbrew naturze. Trzeba ich integrować i społecznie i zawodowo, poza terenem schroniska – mówi W. Sikora.
Mieszkańcy schroniska mieszkają w dwóch budynkach. W pierwszym mieszkają młodsi, sprawniejsi, drugi jest dla ludzi starszych, oni wykonują lekkie prace, sprzątają na miejscu, zajmują się ogródkiem.
Jasielskie schronisko jest jednym z nielicznych w Polsce, które podjęło działanie z Urzędem Miasta, na bezpłatne wykonywanie pracy.
Katarzyna Pacwa-Wilk
