Moda na wytrawne polskie wino – również z okolic Jasła
„Produkcja wina w Polsce znana była już w średniowieczu. Pierwsi byli benedyktyni i cystersi, później dołączyły inne zakony. Zakładały winnice w Małopolsce, na Mazowszu, a nawet na Pomorzu. Najdłużej na obecnych ziemiach polskich utrzymały się winnice zielonogórskie, do końca wojny należące do niemieckiego nadreńskiego rejonu winiarskiego. Po wojnie zostało po nich tylko muzeum winiarstwa i święto winobrania.
Mamy już ponad

Marek Nowiński uprawiający hektarową winnicę na południowym stoku w Trzcinicy, zainwestował w nią już kilkadziesiąt tysięcy złotych i nie ma zamiaru na tym poprzestać. Razem z żoną chcą inwestować dalej w wino, które jak mowi pokochał podczas studiów i pracy na Węgrzech. „Mam nadzieję, że już niedługo wino Nowińskich można będzie kupić w sklepie lub delektować się nim w dobrej restauracji” – marzy.
Drakońskie przepisy sprawiają jednak, nie jest to jednak takie proste: „Polska to jedyny kraj w Europie, w którym nie można sprzedawać wina z własnych winnic” – mówi w wywiadzie Roman Myśliwiec, pionier polskich winiarzy, właściciel winnicy Golesz pod Jasłem i prezes Polskiego Instytutu Wina i Winorośli w Krakowie.
„Przez absurdalne prawo hektolitry wina, które wyprodukujemy, musimy wypijać ze znajomymi, bo nikt nie jest w stanie sprostać przepisom” – wtóruje mu Roman Grad, prezes Zielonogórskiego Stowarzyszenia Winiarzy.
Jedynym sposobem aby „sprzedać” wino własnej produkcji jest organizowani degustacji, ale również i w tym przypadku organizatorzy muszą kombinować, jak je rozliczyć. „Takie oszukiwanie fiskusa nie ma sensu. Chcemy legalnie produkować i sprzedawać wino, jak to się robi w całej Europie.”– apelują w wywiadzie polscy winiarze. .
Aby mogli sprzedawać swoje wino muszą wywalczyć nowelizację dwóch ustaw: o akcyzie i winiarskiej. Wskutek tych zmian nie będą mieli już obowiązku prowadzenia składów podatkowych, który wiąże się z ogromną biurokracją i drobiazgową kontrolą, a także nie będą musieli prowadzić laboratoriów. Za zmianą przepisów jest również Unia Europejska.
Gdy winiarze zagrozili oddaniem sprawy do Trybunału w Strasburgu – odnieśli można powiedzieć mały sukces, bo spotkał się z nimi minister rolnictwa Marek Sawicki, obiecując że jeszcze w tym roku ulegną zmianie rygorystyczne przepisy. „Trzymamy za słowo, bo mamy w pamięci, że poprzednie rządy obiecywały to samo.” – mówi Roman Myśliwiec.
„Roman Myśliwiec - nazywany Dionizosem z Jasła jest największym autorytetem wśród polskich winiarzy. Od ponad 20 lat profesjonalnie zajmuje się uprawą winorośli i produkcją wina. Udowodnił, że w polskich warunkach klimatycznych możliwa jest produkcja wina dobrej europejskiej jakości. Trunkiem z jego winnicy Golesz zachwycają się koneserzy z całej Europy.” – czytamy dalej.
Jego zdaniem w naszym klimacie dobre efekty mogą dać tylko tzw. mieszańce międzygatunkowe. Podkarpacki winiarz wie co mówi, ponieważ przetestował już ponad 200: „Dobre białe wino można zrobić z odmian Bianca, Muskat Odesski czy Hibernal, a wino czerwone najlepiej wychodzi z niemieckich odmian Rondo i Regent” – uważa.
Do niedawna mówiło się, że profesjonalnie winorośl uprawiana jest na 100 –
Dzięki Romanowi Myśliwcowi uprawą winorośli zainteresował się również Marcin Płochocki, główny technolog firmy Kamis: „Zacząłem studiować jego książki, jeździć na konsultacje, aż zapadła decyzja, że kupuję teren i zakładam winnicę” – opowiada w wywiadzie. Razem z żoną mają już dwie winnice: 30-arową w Gliniku na Podkarpaciu i półtora hektara koło Sandomierza.
Wina produkowane w polskich winnicach nie są wcale gorsze od tych produkowanych za granicą: „Nasze wina już mogą być konkurencyjne wobec win wytwarzanych w naszym regionie, głównie w Czechach, na Słowacji i wschodnich Niemczech. Po zmianie przepisów ich jakość jeszcze się poprawi, bo właściciele winnic będą inwestować w wysokiej klasy urządzenia do produkcji wina. Mogą być droższe od masowo produkowanych win hiszpańskich czy włoskich, a ich posiadanie stanie się sprawą prestiżu i wręcz lokalnego patriotyzmu.” – ocenia dla Rzeczypospolitej Tomasz Prange-Barczyński, krytyk winiarski, redaktor naczelny magazynu „Wino“, który niedawno poddał degustacji 57 gatunków polskich win od ponad 20 producentów.
W chwili obecnej czarnorynkowa cena butelki dwuletniego wina z Podkarpacia wynosi ok. 30 zł. Z hektarowej winnicy można wyprodukować dziesięć tysięcy butelek. Ale jej założenie wymaga sporych nakładów: 60 – 80 tys. zł, na tym nie koniec. Również co roku w uprawę trzeba inwestować kilka tysięcy złotych.
Wino staje się coraz popularniejsze. Również naukowo zamierzają się też zająć uczelnie. „Już wkrótce powstanie trunek „made in Uniwersytet Jagielloński“. Najstarszy polski uniwersytet w swoim gospodarstwie w Łazach posiada dwuhektarową winnicę. Wino z UJ ma być przeznaczone głównie na uniwersyteckie potrzeby: podawane przy szczególnych okazjach i dawane w prezencie gościom. Profesor Karol Musioł, rektor UJ, nie ma wątpliwości, że trunek doda uczelni prestiżu. Naukowcy z uniwersytetu chcą się zająć poszukiwaniem najlepszych odmian winorośli dla naszych warunków klimatycznych.” – podaje Rzeczypospolita.
Wkrótce będzie można kształcić się w kierunku produkcji wina. Uniwersytet Rolniczy, który ma 80-arową winnicę, chce uruchomić pierwszy w Polsce kierunek enologii kształcący specjalistów od produkcji wina.
jnn
Więcej: Rzeczypospolita

