Mój dom to ruina!
71-letnia Maria Przybyłowska z Toków załamuje ręce, bo od wielu lat woda gruntowa i opadowa niszczy jej dom. Mieszka w ekstremalnych warunkach bez dostępu do wody pitnej. Uważa, że sytuacja w jakiej się znalazła to wina gminy. Wójt odpiera zarzuty, pokazuje ekspertyzę i mówi, że to niemożliwe.

Kiedy wchodzi się do domu pani Marii to pierwsze pytanie jakie się nasuwa, to jak można tak żyć? W całym domu widać popękane ściany, a wilgoć i grzyb wdarły się do środka na dobre. Meble ledwo się trzymają kupy. Trudno uwierzyć, że dom, który był 14 lat temu wyremontowany może być w tak złym stanie. Jednak to prawda. Pani Maria jest starszą, samotną osobą, która od wielu lat w domu nie ma ujęcia wody. Za sytuację w jakiej się znalazła obwinia gminę, która podczas prac budowy kanalizacji sanitarnej wyrządziła szkody na jej posesji.

Według właścicielki domu problemy pojawiły się od momentu zasypania odpływu z piwnicy. Po interwencji w Urzędzie Gminy w Nowym Żmigrodzie na miejsce przyjechała komisja, która poleciła wykonanie drenażu i odkopanie zasypanej dreny. - Zlecone prace nie poprawiły, ale wręcz pogorszyły stan mojego domu. – mówi zdruzgotana Maria Przybyłowska z Toków.
Na tym jednak się nie skończyło, bo jak zaznaczyła sytuację pogorszyła budowa drogi, a następnie kanalizacji sanitarnej. - Podczas budowy drogi zniszczono dreny odprowadzające wodę z mojej piwnicy oraz zasypano rów, którym spływała woda z pasa drogowego. Naruszone zostały również kręgi studni. To wszystko spowodowało, że mój dom i budynki gospodarcze są zalewane wodami gruntowymi oraz opadowymi. W związku z rozszczelnieniem studni i jej zanieczyszczeniem zostałam pozbawiona wody do picia i innych celów – wyjaśnia pani Maria. - Po wykonaniu kanalizacji cały dom się nachylił. Jest zniszczony, jednym słowem to ruina – dodaje.
Maria Przybyłowska wielokrotnie interweniowała w Urzędzie Gminy w Nowym Żmigrodzie. Wysyłała pisma, z których wynikało, że inwestycje gminne wpłynęły na stan w jakim znajduje się jej dom. Taką sytuację zastał obecny wójt gminy Grzegorz Bara, dlatego zlecił firmie zewnętrznej wykonanie ekspertyzy, aby rozwiać wszelkie wątpliwości, czy prace wykonywane przez gminę miały wpływ na niszczenie budynku.
- Biegły ds. ochrony środowiska, gospodarki odpadami oraz prawa wodnego jednoznacznie stwierdził, że nie ma żadnych dowodów na to, iż prace przy budowie sieci kanalizacji sanitarnej miały jakikolwiek wpływ na stan techniczny budynku mieszkalnego pani Marii Przybyłowskiej. Nadmienić należy, że prace te nie były prowadzone na jej posesji, ale poniżej tej działki wzdłuż drogi gminnej. Za stan techniczny budynku mieszkalnego, gospodarczego, czy też studni odpowiada jego właściciel i to na nim ciąży obowiązek utrzymania go w odpowiednim stanie technicznym, jak również jego zabezpieczenie – podkreślił Grzegorz Bara, wójt gminy Nowy Żmigród.
W opinii biegły zwrócił uwagę, że zanieczyszczenie wody w studni raczej pochodzi od inwentarza żywego utrzymywanego przez panią Marię bądź ścieków bytowych. Wyjaśnił również, co może być przyczyną zalewania domu mieszkanki Toków. - "Przyczyną zalewania tego budynku jest napływ wody opadowej pod fundamenty budynku od strony zachodniej i być może istnienie źródła w południowo-wschodnim narożniku tego budynku" – czytamy w dokumencie.
Włodarz gminy podkreśla, że pani Maria otrzymała od gminy pomoc w postaci zasiłku celowego, darów żywnościowych. Ponadto OSP w Tokach przez ostatnie lata pomagała pani Przybyłowskiej w czyszczeniu studni, a woda była udostępniana w domu ludowym. Jak nas zapewniono obecnie GOPS w Nowym Żmigrodzie jest w stanie zapewnić Pani Marii pomoc w formie usług opiekuńczych pod warunkiem, że wystąpi o tego rodzaju pomoc.

Sprawa jednak znajdzie swój finał w sądzie, gdyż Maria Przybyłowska nie ma już sił na przepychanki z gminą, która nie poczuwa się do odpowiedzialności. Wójt Grzegorz Bara odpiera zarzuty mieszkanki Toków będąc przekonanym, że inwestycja nie miała wpływu na zniszczenia domu, bo takie są wyniki ekspertyzy.
Ilona Dziedzic
ilona.dziedzic@jaslo4u.pl

