Mój tata zatruł się jedną z najsilniejszych trucizn świata. Teraz potrzebuje pomocy
We wrześniu 2025 roku wydarzyło się coś, co wydaje się niemal niemożliwe. Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia szacuje się na mniej niż jeden na milion. 75-letni Marian Bajorek z Jasła zatruł się toksyną botulinową – jedną z najsilniejszych trucizn występujących w naturze. Substancją, która w skrajnych przypadkach prowadzi do całkowitego paraliżu organizmu.
Dziś, po ponad stu dniach walki na oddziale intensywnej terapii i miesiącach rehabilitacji, jego życie nadal zależy od wsparcia innych.

Dramat, który zaczął się od zwykłego posiłku
Wszystko wskazuje na to, że źródłem zatrucia był hummus – produkt kojarzony ze zdrowym stylem życia. Początkowo objawy przypominały zwykłą infekcję jelitową. Z każdą godziną stawały się jednak coraz bardziej niepokojące.
Podczas pobytu na SOR lekarzom udało się wykluczyć udar, jednak nie postawiono właściwej diagnozy. Czas był kluczowy – w przypadku zatrucia toksyną botulinową szybkie podanie antytoksyny może uratować życie i ograniczyć skutki choroby.
Niestety, pomoc nie przyszła na czas.
15 minut między życiem a śmiercią
Stan Mariana gwałtownie się pogorszył. Doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Przez 15 minut trwała reanimacja. Następnie trafił na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej, gdzie spędził aż 100 dni.
Toksyna botulinowa doprowadziła do całkowitego porażenia układu nerwowego. Organizm przestał wykonywać podstawowe funkcje życiowe – oddychanie, ruch, komunikację. Wszystko przejęła aparatura medyczna.
Jak opisuje córka Mariana, jej tata był „uwięziony we własnym ciele” – świadomy, ale całkowicie sparaliżowany. Jedynym sposobem komunikacji było ściskanie palca i literowanie słów.
Dwie osoby, dwa zupełnie różne scenariusze
Ten sam posiłek spożyła również żona Mariana. Trzy dni później pojawiły się u niej identyczne objawy. Tym razem jednak trafiono do szpitala zakaźnego, gdzie natychmiast podano antytoksynę.
Po tygodniu mogła wrócić do domu. Do pełnej sprawności dochodziła przez kilka tygodni.
Marian takiej szansy nie miał.
Powolny powrót do życia
Po miesiącach walki stan Mariana zaczął się poprawiać. Choć nadal jest podłączony do respiratora, zrobił ogromne postępy:
- potrafi siedzieć,
- rozmawia z bliskimi,
- samodzielnie je przy użyciu widelca.
Wciąż jednak nie może się poruszać i wymaga intensywnej rehabilitacji.
Regeneracja połączeń nerwowych po zatruciu toksyną botulinową to długotrwały proces. Może trwać wiele miesięcy, a nawet rok. Najpóźniej wracają funkcje oddechowe – kluczowe dla odzyskania niezależności.
Nadzieja ma swoją cenę
Po wyjściu z OIOM-u Marian trafił do prywatnego ośrodka rehabilitacyjnego. Niestety, ze względu na stan zdrowia i konieczność korzystania z respiratora, nie zakwalifikował się do refundowanej rehabilitacji.
Koszt leczenia jest ogromny – sięga nawet 40 tysięcy złotych miesięcznie.
Codzienna terapia obejmuje m.in.:
- fizjoterapię,
- pionizację,
- terapię oddechową,
- terapię neurologopedyczną.
To właśnie dzięki tym działaniom Marian z dnia na dzień odzyskuje kolejne funkcje i zbliża się do momentu, w którym będzie mógł samodzielnie oddychać.
Trwa zbiórka – każda pomoc ma znaczenie
Zbiórka na leczenie Mariana Bajorka została uruchomiona 4 marca 2026 roku przez Fundację Siepomaga i potrwa do 4 czerwca 2026.
„Każdy mały postęp daje mu siłę”
Marian nie poddaje się. Każdy, nawet najmniejszy krok naprzód, jest dla niego ogromną motywacją. Jego determinacja i wola walki są niezwykłe.
Dziś najbardziej potrzebuje czasu, rehabilitacji i wsparcia finansowego, które umożliwi dalsze leczenie.
Jak mówi jego córka:
„Pomimo krytycznego początku – dziś patrzy z nadzieją w przyszłość. Każda pomoc może przybliżyć go do pełnego powrotu do zdrowia.”
Każda wpłata to realna szansa na odzyskanie życia.

