"Nie była w stanie sama chodzić. Skarżyła się na ból brzucha – zeznała była pacjentka, która leżała na jednej sali z Joanną Paszyńską
Sędzia Agata Rolek-Lubaś z Sądu Rejonowego w Jaśle przesłuchała w ostatni piątek kolejnych świadków w sprawie śmierci Joanny Paszyńskiej. Na sali rozpraw zeznania złożyli m.in. personel medyczny, była pacjentka jasielskiego szpitala i pracownik prosektorium.

Wracamy do sprawy śmierci Joanny Paszyńskiej, która osiem dni po wyjściu ze Szpitala Specjalistycznego w Jaśle zmarła w swoim domu. Mimo próby reanimacji, czynności życiowych młodej kobiety w wieku 32 lat nie udało się przywrócić. Na ławie oskarżonych zasiadł kierownik oddziału chirurgii jasielskiego szpitala. Prokuratura Regionalna w Rzeszowie oskarżyła specjalistę o to, że mimo zgłaszanych przez pacjentkę dolegliwościach oraz wiedzy na temat wysokiego poziomu parametrów stanu zapalnego i narastających płynów w jamie otrzewnej po zabiegu usunięcia pęcherzyka żółciowego wypisał Joannę Paszyńską ze szpitala, czym naraził ją nieumyślnie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utratę życia.
"Widać po niej było, że cierpi"
W miniony piątek 4 listopada br. odbyło się już trzecie posiedzenie sądu, na którym przesłuchani zostali ważni świadkowie. Jednym z nich była pacjentka, która po zabiegu usunięcia wyrostka robaczkowego została umieszczona w sali z Joanną Paszyńską. Świadek zeznał przed sądem, że 32-latka nie była w stanie sama chodzić, we wszystkim pomagała jej mama, która przebywała z nią w szpitalu od rana do wieczora. - Pani Joanna była zdziwiona, że po operacji samodzielnie chodziłam, a ona po dwóch tygodniach od zabiegu nie może wstać i wszystko ją boli. Pani Paszyńska była wcześniej w szpitalu dwa tygodnie przede mną. Wiem, bo moja mama z nią rozmawiała – mówiła kobieta. - W czwartek pani Joanna była na badaniach. Po obchodzie przyszedł doktor prowadzący i powiedział, że ma złe wyniki i że jej nie wypuszczą. Była roztrzęsiona, bo chciała wrócić do domu do synka oraz męża. A w piątek przyszedł ordynator i powiedział, że Joanna idzie do domu. Skarżyła się na ból brzucha, ale cieszyła się, że wychodzi do domu – dodała.
Według świadka, kobieta była cały czas w takim samym stanie, czyli skarżyła się na ból. - Widać po niej było, że cierpi – skomentowała była pacjentka leżąca na jednej sali z J. Paszyńską. Kobieta zauważyła, że opatrunek 32-latki, który trzymała w ręce pielęgniarka był zakrwawiony, ale nie umiała określić, czy był suchy, czy przemoczony. Świadek również nie pamiętał, aby Joanna wstawała z łóżka, czy poruszała się po korytarzu. Po prostu tego nie widziała. Pamięta natomiast, że zażywała wszystkie zalecone lekarstwa, pielęgniarki podawały jej kroplówki i nie kojarzy sytuacji, aby odmówiła jakiegokolwiek leku przeciwbólowego. Kobieta była pytana przez pełnomocnika strony pokrzywdzonej o sytuację, o której wspominała podczas składanych zeznań na policji i dotyczyła jej stanu zdrowia. Mówiła wówczas, że ze szpitala miała zostać wypisana w środę, gdyż lekarz stwierdził, że była od poniedziałku na lekach przeciwbólowych i tego bólu już nie odczuwała. Leki jednak przestały działać, a ból brzucha powrócił. Świadek zadzwonił do mamy, którą poinformował o złym samopoczuciu i decyzji o wypisie. - Mama zamieniła się w pracy i przyjechała do doktora. Zrobiła mu małą awanturę w gabinecie mówiąc, że mam powiększony wyrostek robaczkowy – wyjaśniła. Po tym zdarzeniu lekarz okazał jej większe zainteresowanie stanem jej zdrowia. Tego samego dnia po godzinie 20. trafiła na salę operacyjną.
Nic nie wskazywało na jej zły stan - mówiła emerytowana pielęgniarka
Sąd przesłuchał również emerytowaną pielęgniarkę odcinkową, która w tamtym czasie, kiedy Joanna Paszyńska przebywała w szpitalu pracowała na oddziale chirurgii. Jej zdaniem z pacjentką nie działo się nic, co mogłoby wskazywać na jej zły stan. - Normalny przebieg pooperacyjny. W pierwszy dzień była obolała, jak każda pacjentka, skarżyła się na nudności jak 50 proc. pacjentek. Nie zgłaszała nic nadzwyczajnego – mówiła. Zeznała, że Joanna Paszyńska chodziła z pomocą mamy i nie zgłaszała nadmiernych dolegliwości bólowych. Zdaniem emerytowanej pielęgniarki to normalne, że pacjenci po takich zabiegach nie poruszają się samodzielnie. Nie prosiła o dodatkowe leki przeciwbólowe i nie odmawiała przyjęcia tych, które były przepisane. Sąd odczytał świadkowi zeznania złożone na policji. Wynika z nich, że 25 listopada 2017 r. pacjentka Joanna Paszyńska dwukrotnie odmówiła przyjęcia morfiny, co zostało zanotowane w prowadzonej dokumentacji. Z karty zleceń lekarskich w tym samym dniu świadek zanotował, że pacjentka uskarżała się na bóle przy zmianie pozycji. W kolejnych dniach stan pacjentki był dobry, ale miała trudności w poruszaniu się, nadal występowały dolegliwości bólowe. Z 30 listopada na 1 grudnia Joanna Paszyńska była osłabiona i apatyczna. Sąd dopytywał emerytowaną pielęgniarkę o nieścisłości w zeznaniach. W miniony piątek podczas przesłuchania powiedziała, że 32-latka nie odmawiała leków przeciwbólowych. Jednak z zeznań złożonych cztery miesiące po wypisaniu pacjentki ze szpitala oraz z dokumentacji wynika, że pacjentka odmówiła przyjęcia morfiny. Świadek nie umiał tego wyjaśnić.
W sądzie stawiły się jeszcze dwie pielęgniarki. Pierwszej z nich sędzia A. Rolek-Lubaś odczytała zeznania na początku przesłuchania. "Kojarzę pacjentkę Joannę Paszyńską. Z jej pobytu w szpitalu zapamiętałam dwa wątki. Pierwszy dotyczył tego, że ta pacjentka miała założonego pampersa, ale nie pamiętam, czy go jej zmieniałam, czy zakładałam, ale zapamiętał mi się fakt, że go miała. Zapamiętałam tego pampersa, bo przeważnie młodym pacjentom go nie zakładamy. Co było powodem jego założenia to nie pamiętam. Przypuszczać mogę, że ta kobieta z uwagi na ból nie chciała wstawać z łóżka. Drugą sytuacją było to, że jej mama na moim dyżurze nocnym czesała jej włosy. W późniejszym czasie z tego co zapamiętałam, pacjentka chodziła już o własnych siłach" – czytała sędzia." W karcie indywidualnej opieki pielęgniarskiej w dniu 24 listopada zanotowałam złe samopoczucie pacjentki. Duszność, nudności, niechęć do usprawniania i zmiany pozycji. Ograniczona samoopieka, niechęć do opuszczania łóżka, pacjentka oddaje mocz do pampersa" – sąd odczytał dalsze zeznania świadka. Pielęgniarka na policji dodała również, że z dnia 29 na 30 listopada Joanna Paszyńska była osłabiona i pomagała jej. Podczas toalety nie zauważyła, aby pacjentka krwawiła. Świadek odpowiadając na pytania sądu potwierdził, że Joanna Paszyńska poruszała się o własnych siłach. W piątek przesłuchana była jeszcze jedna pielęgniarka, która na etapie przesłuchania na policji zeznała, że nie zmieniała pościeli w związku z zabrudzeniem krwią. W sądzie potwierdziła, że 32-latka nie prosiła o dodatkowe środki przeciwbólowe, a jeśli taka sytuacja miałaby miejsce, to zapis powinien się znaleźć w dokumentacji prowadzonej przez pielęgniarki. - Była pacjentką smutną, przygnębioną. Trudno mi powiedzieć, z jakiego powodu więcej czasu spędzała w łóżku – dodała w sądzie.
Jednym z kluczowych świadków przesłuchanych w tym dniu przez sędzię Agatę Rolek-Lubaś był jeden z lekarzy chirurgów, który operował Joannę Paszyńską oraz zlecał jej badania w szpitalu. To jemu zdaniem świadków miała pacjentka zgłaszać dolegliwości bólowe brzucha. Jak podkreślił, podczas operacji stwierdzono marski pęcherzyk, dlatego zmieniona została metoda zabiegu z laparoskopowej na otwartą. Przy pacjentce wówczas było trzech lekarzy chirurgów. Pęcherzyk żółciowy został usunięty i założono dren. - W czwartym dniu po zabiegu wzrósł poziom amylazy, co wskazywało na obrzękową postać zapalenia trzustki. Dzień przed wypisem, dolegliwości pacjentka nie zgłaszała, brzuch był miękki niebolesny, bez objawów otrzewnowych.(...) Badałem ją dzień przed wypisem i w dniu wypisu rano na wizycie – wyjaśnił lekarz. - W poniedziałek kobieta zgłaszała ból brzucha, dlatego zlecone zostały badania biochemiczne oraz USG. W pierwszym badaniu lekarz opisujący USG stwierdził wysięk w jamie otrzewnej. W drugim badaniu ultrasonograficznym lekarz wykonujący je napisał, że wydaje się mu niewielki wzrost płynów, ale badanie to nie jest dokładne jeśli chodzi o pomiar i objętość płynu. Badania biochemiczne wykazały tendencję spadkową CRP – wyjaśnił specjalista tłumacząc sądowi, że optował za pozostawieniem pacjentki jeszcze kilka dni, aby sprawdzić, co będzie się działo z płynem w jamie otrzewnej brzucha. Jednak w piątek oskarżony jako kierownik oddziału podjął decyzję o wypisie pacjentki ze szpitala.
Zdaniem lekarza nie miała objawów żółciowego zapalenia otrzewnej
Świadek dodał również, że niepokojące objawy, które świadczyłyby o tym, że coś się złego dzieje to np. zażółcenie spojówek, które świadczyłyby np. o tym, że żółć się wylała. - Tego nie było. Dolegliwości bólowe brzucha – tego też potem już nie zgłaszała. Wymioty, nudności – o tym również nie wspominała, twierdziła natomiast, że posiłki zjadła całe – zeznał chirurg. Sąd odczytał świadkowi zeznania złożone na policji. Wynikało z nich jednak, że u kobiety występowały wymioty. O tym lekarz po upływie pięciu lat już nie pamiętał. Zapewniał sąd, że zawsze pacjenci są informowani o możliwości zgłoszenia się na oddział, w przypadku złego samopoczucia. Jednak od momentu wyjścia Joanny Paszyńskiej ze szpitala nie miał z nią kontaktu.
Sąd również dowiedział się, że stent, który był założony pacjentce przez lekarza z Dębicy miał na celu spowodować, aby żółć swobodnie spływała do dwunastnicy. Po sześciu miesiącach stent powinien być wymieniony, lecz pacjentka tego nie zrobiła. To, jak również stan zapalny trzustki mogły się przyczynić do wzrostu CRP. - Po operacji woreczka żółciowego może się wydarzyć ostre zapalenie trzustki, krwawienie, jak również zapalenie otrzewnej żółciowe, którego się nie pominie w badaniu fizykalnym. Rośnie wówczas bilirubina – w przypadku pani Paszyńskiej tego nie było. Pacjent jest wtedy żółty, zgłasza bóle brzucha i wymioty, ma zatrzymanie wiatrów i stolca. Operowałem pacjentkę z żółciowym zapaleniem otrzewnej i jest to makabryczny obraz. Widok pacjentki zaniepokoiłby ją samą, jak również rodzinę. Żółta skóra, ból brzucha, nasilające się objawy – kobieta zgłosiłaby się do lekarza – zapewniał chirurg.
Podczas sekcji zwłok nie wykazano patologicznych zmian
Ostatnim świadkiem przesłuchiwanym w piątek przez sąd był koordynator prosektorium, starszy laborant sekcyjny, który po śmierci Joanny Paszyńskiej uczestniczył w czynnościach sekcyjnych. Do jego czynności należy przygotowanie sekcji zwłok oraz ich otworzenie. Zeznał, że nie było widać niepokojących objawów, narządy były wyraziste, płyn w jamie otrzewnej był czysty. Sąd odczytał świadkowi wcześniej złożone zeznania. Wynikało z nich, że podczas sekcji nie było nieprzyjemnych zapachów, skóra kobiety była blada, ale nie żółta. Opatrunek był suchy, nie było żadnej żółci, ropy czy patologicznej wydzieliny w loży po usuniętym woreczku ani pod wątrobą.
Sąd kolejne przesłuchanie świadków, w tym lekarza, który wykonywał sekcję zwłok zaplanował w przyszłym roku.
id

