„Nie miałem żadnych szans na uniknięcie tego wypadku” - mówił oskarżony
W miniony piątek w Sądzie Rejonowym w Jaśle rozpoczął się proces oskarżonego o spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. Do potrącenia starszej kobiety doszło 17 kwietnia 2021 r. na przejściu dla pieszych na ul. Baczyńskiego w Jaśle. Kierowca nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia. W sprawie przesłuchanych zostało również ośmiu świadków. Proces został odroczony do września br.

W Sądzie Rejonowym w Jaśle ruszył proces oskarżonego o spowodowanie wypadku drogowego, którego skutkiem była śmierć 81-letniej kobiety.
- Oskarżam (...) o to, że w dniu 17 kwietnia 2021 r. w Jaśle województwa podkarpackiego nieumyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym w ten sposób, że kierując po drodze publicznej samochodem osobowym marki peugeot 207 (...) nie zachował wymaganej szczególnej ostrożności w czasie jazdy i dojeżdżając do oznakowanego przejścia dla pieszych poruszał się z prędkością przekraczającą w danych warunkach wartość prędkości bezpiecznej oraz niewłaściwie obserwował stan zajętości przejścia jego otoczenia, w następstwie czego nie ustąpił pierwszeństwa znajdującej się na przejściu pieszej (...) wchodzącej na przejście z prawej strony na lewą doprowadzając do jej potrącenia i powodując upadek pokrzywdzonej na jezdnię, czym nieumyślnie przyczynił się do spowodowania wypadku drogowego, w wyniku którego (...) doznała obrażeń ciała w postaci urazu wielonarządowego wstrząsu krwotocznego, licznych złamań miednicy, złamania przez- i podkrętażowego kości udowej prawej, rozlanego urazu mózgu i złamanie kości czołowej skutkującej śmiercią pokrzywdzonej w dniu 19 kwietnia 2021 r. To jest o przestępstwo art. 177 par. 2 kk. - odczytał akt oskarżenia prokurator Andrzej Dubiel z Prokuratury Rejonowej w Jaśle.
Zaparkowany samochód i drzewo ograniczyło mu widoczność
Oskarżony odmówił dobrowolnego poddania się karze, nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia. Tego feralnego dnia, kiedy doszło do wypadku na przejściu dla pieszych jechał ul. Baczyńskiego w kierunku dawnego Pektowinu ze swoją dziewczyną, która siedziała na miejscu pasażera po prawej stronie kierowcy. Według oceny oskarżonego poruszał się z prędkością około 40 km/h ruchem jednostajnym. - Przejeżdżając przez pierwsze przejście zauważyłem z prawej strony duży samochód. Jak się dowiedziałem była to Honda CR-V. W miejscu zdarzenia również rosło drzewo, które absolutnie zasłaniało mi widoczność, nikogo nie widziałem dochodzącego nawet do przejścia dla pieszych. Byłem zaskoczony, bo osoba pokrzywdzona wtargnęła mi bezpośrednio pod samochód. Nie miałem szans na żadną reakcję w takiej sytuacji. Byłem w szoku, kiedy poczułem uderzenie – tłumaczył oskarżony - W mojej ocenie nie miałem żadnych szans na uniknięcie tego wypadku – dodał.
Zdaniem oskarżonego widoczność ograniczał mu nie tylko zaparkowany między przejściami SUV, ale także duże drzewo rosnące przy przejściu dla pieszych. Na pytanie sądu o samopoczucie w tym dniu stwierdził, że nic mu nie dolegało, nie był zmęczony, nie zażywa żadnych leków i jest osobą zdrową. Obie dłonie trzymał na kierownicy. Jadąc samochodem z dziewczyną zapewniał sąd, że nic go nie rozproszyło. - Warunki pogodowe były dobre, ale zapadał zmierzch. Poruszałem się bliżej krawędzi jezdni od prawej strony. Ruch był nieduży, za mną jechały jakieś samochody, przede mną też jechały, ale w znacznej odległości. To było około godziny 19.20. Poruszałem się na światłach mijania i jezdnia była sucha. Byłem skupiony na jeździe, nic mnie nie rozproszyło. W samochodzie nie słucham nigdy muzyki, żadnych telefonów, nie rozmawiałem też z dziewczyną – odpowiadał na pytania sędzi Agaty Rolek-Lubaś.
Policjanci, którzy przybyli na miejsce wypadku przebadali kierowcę na zawartość alkoholu w organizmie. Oskarżony był trzeźwy. Co więcej, zna dobrze osiedle Kopernika, ponieważ na nim się wychował. Prokurator Dubiel pytał oskarżonego o to, czy wiedział, że drzewo stojące przed drugim przejściem jest i będzie widoczne. - Czy miał pan tego zawsze świadomość i zwracał na to uwagę? - pytał. - Nie zwracałem na to uwagi – odpowiedział oskarżony.
Sąd przesłuchał ośmiu świadków, w tym rodzinę pokrzywdzonej, partnerkę oskarżonego, właściciela samochodu, który w dniu wypadku był zaparkowany na chodniku, kobietę jadącą z naprzeciwka oraz policjantów wykonujących czynności w miejscu zdarzenia drogowego. Córka pokrzywdzonej zeznała, że o wypadku dowiedziała się od siostry, która podejrzewała, że potrąconą osobą może być ich mama. - W tym dniu była u niej ( u siostry – przyp. red.) w domu i później miała pójść do kościoła, więc te godziny powrotu z kościoła zgadzałyby się z tym wypadkiem. Zadzwoniłam do szpitala i potwierdzono mi, że była to moja mama – wyjaśniła.
Pokrzywdzona była ostrożną kobietą - podkreśla rodzina
Pokrzywdzona jak podkreśliła jej córka miała 81 lat i poruszała się samodzielnie, stosownie do swojego wieku. Bardzo często tamtędy przechodziła, a przed wejściem na przejście dla pieszych rozglądała się. - Byłyśmy z mamą bardzo blisko. Ja mamie pomagałam, gdy trzeba było pójść na wizyty lekarskie. Kontakt miałyśmy dobre, bardzo często się z nią spotykałam, odwiedzałam rodziców dwa, trzy razy w tygodniu – mówiła. - Po śmierci mamy sytuacja zmieniła się, bardzo to przeżyłam – dodała. Pokrzywdzona jak zeznała córka miała problemy z sercem i ciśnieniem. Sąd przesłuchał również wnuczkę pokrzywdzonej. Jak przyznała, śmierć babci była ciosem dla całej rodziny. Jej śmierć wstrząsnęła dziadkiem. Przeżył z babcią 60 lat. - Dziadek był w gorszym stanie jak była babcia. Teraz jego stan się diametralnie pogorszył. Z domu już nie wychodzi. Myślę, że stres miał wpływ na pogorszenie jego stanu zdrowia – podkreśliła.
"Trzeba zachować szczególną ostrożność"
Kolejnym świadkiem w tej sprawie jest kobieta, która w dniu wypadku z ul. Grota Roweckiego skręciła w ul. Baczyńskiego. Zbliżając się do skrzyżowania z ul. Partyzantów, w którą chciała skręcić zauważyła kobietę będącą w powietrzu. Samego momentu uderzenia przez pojazd nie widziała. - Pan ( kierowca -przyp. red.) próbował odbić i jechał środkiem drogi. Cofnął samochodem jak już przyjechały służby ratunkowe – dodała. Jak zeznał świadek poszkodowana wchodziła na przejście od jej lewej strony. Do potrącenia doszło na pasie od strony oskarżonego. Zdaniem kobiety najprawdopodobniej było to bliżej prawej krawędzi jezdni. - Nie rozmawiałam ze sprawcą. Usłyszałam słowa „ ja ją potrąciłem, nie widziałem jej”. Chciał ominąć tę panią i tak jakby pojechał do środka jezdni. Zatrzymał samochód na wysokości sklepu. To było raczej gwałtowne zatrzymanie – mówił świadek. - Piesza leżała przez przejściem na brzuchu patrząc od mojej strony, ręce miała w powietrzu. Oddychała, ale była nieprzytomna – dodała przesłuchiwana. Co więcej opisała pozycję w jakiej znajdowała się pokrzywdzona po potrąceniu. - Piesza leżała nogami bliżej przejścia dla pieszych a głową w moją stronę. Była na środku lewego pasa jezdni, równolegle. Potwierdziła, że między przejściami dla pieszych SUV był zaparkowany w całości na chodniku. - Tam zawsze jeździłam powoli. Wiem, że to przejście jest niewidoczne i kiedyś mieszkańcy zgłaszali, że to przejście jest między dwoma drzewami przez co jest zasłonięta jego widoczność. Siostra mówiła mi, że tam auto parkowane jest bardzo często i ono też zasłania – podkreśliła. Uważa, że na tej drodze należy zachować szczególną ostrożność.
"Zauważyłam tę panią jak była tuż przed maską samochodu"
Kolejnym świadkiem była partnerka oskarżonego, która 17 kwietnia ubiegłego roku jechała z nim samochodem siedząc na miejscu pasażera po prawej stronie kierowcy. - Z prawej strony przechodziła ta kobieta. Nie widziałam jej wcześniej. Zaraz koło przejścia rosną drzewa, był zaparkowany duży samochód i nie było widać przechodniów. Auto było zaparkowane częściowo na chodniku a częściowo na ulicy, pomiędzy jednym a drugim drzewem. Zauważyłam tę panią jak była tuż przed maską samochodu na przejściu dla pieszych. Szła prosto, nie widziałam ruchu głową, żeby rozglądała się, czy jeżdżą jakieś samochody, to widziałam – mówiła partnerka oskarżonego. W momencie uderzenia nie zdążyła krzyknąć, czy w jakikolwiek sposób zareagować. Zeznała, że według jej oceny poruszał się z prędkością między 40 a 50 km/h. Uznała, że nic nie mogło kierowcy rozpraszać. Odmiennie od oskarżonego zeznała, że rozmawiali na zwykłe tematy, a radio było włączone bardzo cicho. - Zatrzymaliśmy się po tym jak odbił na lewą stronę. To było normalne zatrzymanie, gdyż nie jechał z dużą prędkością, więc nie było tego uczucia gwałtownego hamowania – wyjaśniła. Na pytania pełnomocnika rodziny pokrzywdzonej przyznała, że podczas jazdy patrzyli na wprost. Wspomniała także, że jej chłopak zawsze jeździ zgodnie z przepisami. Znają się od stycznia, ale często jeździli razem.
Sąd przesłuchał również dwóch policjantów, którzy stawili się na rozprawę. - Na miejscu ( wypadku - przyp. red.) było dwóch świadków. Oświadczyli, że oskarżony kierował pojazdem powoli, nie hamował i wjechał w panią na przejściu dla pieszych – mówił jeden z funkcjonariuszy. Zaznaczył, że oskarżony został przebadany na zawartość alkoholu, był trzeźwy. - Nie wiem czy rozmawiałem z pasażerką. Na pewno rozmawiałem z kierowcą, który nie wiedział jak doszło do zdarzenia, gdyż nie widział osoby wchodzącej na przejście dla pieszych. Oświadczył, że jechał powoli. Na drodze było porozrzucane szkło i plastiki. Śladów na jezdni nie było. Policjant zwrócił uwagę również na rosnące przy przejściu dla pieszych drzewo, które w jego ocenie mogło przysłonić pieszą, gdyż była to wieczorowa pora i zapadał zmrok. Drugi z funkcjonariuszy wykonujący na miejscu zdarzenia oględziny odniósł się do kwestii zaparkowanego na chodniku samochodu, który według świadków mógł przysłaniać widoczność kierowcy. - Był tam przed przejściem dla pieszych prawidłowo zaparkowany pojazd poza jezdnią na chodniku. Odległość od przejścia pomiędzy pojazdem a ogrodzeniem po prawej stronie było 1,5 metra, znaków zabraniających nie było. Z tego co pamiętam, przednie lewe koło tego pojazdu znajdowało się na wysokości lewej krawędzi pasa zieleni znajdującego się w szerokości chodnika. Pojazd stał wzdłuż drogi. Samochód był zaparkowany w odległości około 8-10 metrów przed przejściem – mówił.
Dwóch świadków nie stawiło się na rozprawę. Jeden został ukarany mandatem karnym za nieusprawiedliwienie swojej nieobecności, drugi jest funkcjonariuszem policji. Sąd zdecydował o ponownym jego wezwaniu pod rygorem zawiadomienia komendanta. Sprawa została odroczona do września.
Ilona Dziedzic
ilona.dziedzic@jaslo4u.pl

