Niejasności wokół śmierci Sebastiana okiem Ekspresu Reporterów
Krystyna i Marek Patla, rodzice 22 - letniego wówczas syna Sebastiana, motocyklisty, który zginął w wypadku twierdzą, że śledztwo badające jego przyczyny prowadzone było w sposób skandaliczny i nieuczciwy, a nawet według nich zacierane były dowody. Nie odpuszczają poznania prawdy i ukarania winnych
Reportaż o Sebastianie pokazała telewizyjna dwójka, w Magazynie Ekspresu Reporterów.

Do zdarzenia doszło trzy lata temu, 26 kwietnia 2008 roku. Drogą z Nowego Żmigrodu w kierunku Jasła jechał swoim motocyklem marki Yamaha Sebastian Patla. W miejscowości Zółków, z naprzeciwka jechał volkswagen passat, którego kierowca chce skręcić w lewo, do swojego domu. Sebastian uderza w pojazd i przewraca się na asfalt.
W krytycznym stanie trafia do szpitala. – Lekarze nie dawali mu szans, mówili mi, że jest z nim bardzo źle, kazali się modlić, bo cuda się zdarzają. Tym razem cudu jednak nie było - opowiada ze łzami w oczach pani Krystyna.
Tego samego dnia Marek Patla, ojciec Sebastiana pojechał na miejsce wypadku i ustalił, że kierujący passatem to miejscowy geodeta. Na miejscu były też fragmenty motocykla. - Ja po trzech dniach zbierałem tam fragmenty kasku syna, policja tego w ogóle nie zabezpieczyła – mówi.
Pani Krystyna nie przypuszczała, że z wypadku wyjdą tak dziwne rzeczy – Znajomi mi mówili, że to nie było tak, jak podaje policja, że Sebastian był niewinny, że to kierowca passata zajechał mu drogę. Gdy my siedzieliśmy przy łóżku konającego dziecka, to od samego początku było robione wszystko, by geodeta był niewinny, a my wierzyliśmy, że policja, prokuratura wszystko wyjaśni, wszystkim się zajmie, że dowiemy się prawdy. Do głowy nam nie przyszło, że ktoś będzie chciał zatuszować całą sprawę – twierdzi pani Krystyna.


Czekali, syn umrze, sprawa jest załatwiona, żeby tylko nie przemówił – oburza się pan Marek.
Rodzice rozpoczęli śledztwo na własną rękę. - Przed umorzeniem przesłuchano zaledwie kilka osób, nie wezwano świadków, którzy dzwonili na policję i pogotowie. Kolegę Sebastiana, który jechał za nim drugim motocyklem, wezwano dopiero dzień po pogrzebie. Przestawiono samochód na miejscu wypadku, potem wydano go właścicielowi z policyjnego parkingu, bez wcześniejszego zrobienia protokołu z oględzin, oględziny motocykla zrobiono pobieżne, badanie alkomatem zrobiono kierowcy passata dopiero po półtorej godzinie, na komendzie, a nie od razu na miejscu wypadku – wylicza Krystyna Patla. - O zajechaniu drogi mojemu synowi nikt nawet nie wspomina.
Kobieta twierdzi też, że zostały zamalowane ślady otarcia na motocyklu.
Rok po wypadku zrobiono ponowne oględziny motocykla. Tym razem nie ominięto zamalowanych śladów.
Jak ustalili dziennikarze Magazynu Ekspresu Reporterów technik policyjny to sąsiad geodety, natomiast drugi z policjantów to narzeczony córki kierowcy passata.
Rzecznik jasielskiej policji, podkom. Łukasz Gliwa: - Zarzuty kierowane wobec funkcjonariuszy były przedmiotem postępowania prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową w Krośnie i tam należy zwracać się o informacje w tej sprawie.
Więcej informacji możecie Państwo zobaczyć w ostatnim programie Magazynu Ekspresu Reporterów klikając w poniższy link.
http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/magazyn-ekspresu-reporterow/wideo/24052011/4440343
mad
FOT. Marek Dybaś
