Niepełnosprawność jest tylko w naszych głowach – wywiad z R. Wilkiem i Ł. Gogoszem
Pasja to dla wielu ludzi całe życie – bez niej trudno im radzić sobie z szarą codziennością, problemami, wszelkimi przeciwnościami losu. Dla niektórych znaczy tak dużo, że nawet ciężki wypadek i będąca jego rezultatem niepełnosprawność nie są w stanie oderwać ich od niej. Uprawianie sportu kojarzy się z całkowitą fizyczną sprawnością – wydaje się domeną ludzi absolutnie zdrowych, witalnych, doskonałych. Zwłaszcza wszelkie dyscypliny wyczynowe, takie jak np. kolarstwo. Jednak od jakiegoś czasu te utrwalane zwłaszcza w mediach stereotypy obalane są przez tych, którzy mimo, iż fizycznie nie są w pełni sprawni, raz po raz przekraczają bariery swoich ograniczeń i wspinają się na – wydawałoby się nieosiągalne dla nich – sportowe szczyty. Takimi osobami są m.in. Rafał Wilk i Łukasz Gogosz.
Rafał Wilk był swego czasu dobrze zapowiadającym się żużlowcem – nieszczęśliwy wypadek, jakiemu uległ na torze wyścigowym pozbawił go jednak władzy w nogach i sportowiec musiał zakończyć żużlową karierę. Miłość do sportu i chęć aktywnego życia nie pozwoliły mu się jednak załamać i z wózka inwalidzkiego Rafał szybko uczynił narzędzie sportowego sukcesu. Dziś jest on dwukrotnym mistrzem olimpijskim i dwukrotnym mistrzem świata w handbike’u – wyścigach kolarskich na rowerach z napędem ręcznym. Z kolei dziedziną, w której największe triumfy odnosił do tej pory jaślanin Łukasz Gogosz to rugby na wózkach – reprezentując barwy klubu Flying Wings Rzeszów czterokrotnie sięgał po tytuł mistrza Polski, od kilku lat jest również podporą kadry narodowej tej dyscypliny. Obecnie podobnie jak jego starszy kolega i wzór trenuje handbike i marzy o sukcesach w tym sporcie.
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Rafałem Wilkiem i Łukaszem Gogoszem.
Łukasz Gogosz i Rafał Wilk
Czy tragiczny wypadek i będąca jego rezultatem niepełnosprawność muszą być punktem zwrotnym w życiu człowieka, którego dotknęły? Po takich doświadczeniach nic nie może być już tak jak dawniej?
Rafał Wilk: Tego co mi się przytrafiło nie mogę nazwać tragedią, gdyż wypadek nie przewrócił mojego życia do góry nogami – ono niewiele się zmieniło, w zasadzie jest takie samo, może nawet ciekawsze niż wcześniej. Ostatnio rozmawiałem z kolegami, którzy również są niepełnosprawni i wielu z nich twierdziło, że wypadek tak naprawdę uratował ich życie, pozwolił je poukładać, odmienić na lepsze.
Ile czasu potrzebowaliście, aby dojść do siebie po wypadku – przezwyciężyć czarne myśli, wziąć się w garść, zacząć nowe życie?
Rafał Wilk: Nie było lekko, musiałem przecież uczyć się wszystkiego od początku. Ale nie przeżyłem jakiegoś załamania. Może zdarzały się momenty słabości, powątpiewania ale nie miały one miejsca bezpośrednio po wypadku. Zresztą każdy człowiek bez względu na to czy jest zdrowy czy zmaga się akurat z konsekwencjami różnych życiowych zdarzeń przeżywa czasem gorsze chwile. Wiadomo, że najprościej byłoby się w takich sytuacjach poddać ale chyba nie po to dostaje się drugą szansę, by ją zaprzepaścić. Gdy człowiek otrzymuje kolejny dar życia musi go wykorzystać i rozpocząć to życie od nowa, uczynić je lepszym – choć ja nie twierdzę, żeby to sprzed wypadku było jakieś gorsze.
Łukasz Gogosz: Mnie bodziec do walki o życie dali rodzice, za co bardzo jestem im wdzięczny. W takich momentach najważniejszy jest charakter, swoje „ja” oraz właśnie osoby, które mamy wokoło siebie. Chyba każdy doświadczający przeciwności losu zadaje sobie pytanie, dlaczego akurat jego spotkała krzywda, czy nie mógł jej doznać ktoś inny. To, czy się podniesiesz, poradzisz sobie w nowej rzeczywistości zależy od charakteru, chęci walki.
Na ile to co przeszliście ukształtowało was wewnętrznie, wpłynęło na wasze postrzeganie świata, myślenie?
Rafał Wilk: Mnie przede wszystkim – jeszcze przed wypadkiem – ukształtował sport. Uprawiając go nie raz miałem chwile zwątpienia, bo życie sportowca to nie są same sukcesy, pojawiają się też porażki. Nie zawsze jest tak, jak chcemy. Myślę, że świadomość tego uodporniła moją głowę i w chwili, gdy uległem wypadkowi i poczułem jego skutki nie załamałem się. Kiedy znalazłem się w nowym położeniu najbardziej przerażało mnie to, że nagle ktoś musi pchać mój wózek, że stałem się zależny od innych. Dążyłem do tego, żeby odzyskać samodzielność, nie obciążać bliskich – motywacją do pracy nad sobą były m.in. moje dzieci, one mnie napędzały i wciąż napędzają do walki o to, bym jeszcze kiedyś mógł zagrać z nimi w piłkę. Cały czas wierzę w to, że nie jest to niemożliwe. Mimo, iż jeżdżę na wózku prowadzę życie o wiele bardziej aktywne niż wielu ludzi w pełni sprawnych – żyję wiarą, że w końcu stanę na nogi, ona jest dla mnie bardzo ważna. Po co mam się czuć jakimś niepełnosprawnym – niepełnosprawność jest tylko w naszych głowach, nigdzie więcej. Przecież nawet jak człowiek nie ma żadnych blokad, sam sobie je zakłada – właśnie w głowie. Ja wiem, że można osiągnąć naprawdę dużo rzeczy, trzeba tylko czasem przestawić myślenie.
Łukasz Gogosz: Na pewno bardziej doceniam małe rzeczy – kiedyś, gdy jeszcze chodziłem, nie dostrzegałem wagi wielu z nich, nie cieszyły mnie. Teraz wszystko to, co dla zdrowego człowieka jest niczym, dla mnie – i pewnie dla większości ludzi takich jak ja – jest wartością, ma znaczenie. Jak powiedział Rafał – każdy z nas jest niepełnosprawny, każdy ma jakąś ułomność życiową, miewa problemy, nie potrafi z czymś sobie poradzić. Trzeba się cieszyć z życia – ja, dzięki temu, co mnie spotkało nauczyłem się również wiary w tego, który jest na górze, ona bardzo mi pomaga.
O niepełnosprawnych mówi się często, że są przywiązani do wózka. Patrząc na wasz styl życia i sportowe osiągnięcia można powiedzieć, że jest wręcz odwrotnie i to wózek przywiązany jest do was – jesteście przecież niebywale sprawni, aktywni, radzicie sobie z wszelkimi barierami. Macie świadomość tego, że zmieniacie dotychczasowy obraz ludzi niepełnosprawnych? A może walka ze stereotypami jest dla was czymś w rodzaju misji?
Rafał Wilk: Wózek inwalidzki nie skazuje człowieka na zamknięcie w czterech ścianach, rozpacz, odgrywanie wielkiego dramatu. Swoim życiem, aktywnością sportową staram się być tego dowodem. Pokazuję, że pomimo tego co mi się przytrafiło dalej w pełni mogę cieszyć się codziennością. Z każdą przeszkodą można sobie jakoś poradzić – jak nie jednym sposobem to drogą okrężną bądź po prostu poprosić o pomoc drugą osobę, bo to przecież żaden wstyd.
Łukasz Gogosz: Nie wyobrażam sobie siebie siedzącego w domu i nie robiącego nic. To nie byłoby życie. A ja chcę żyć jego pełnią – spotykać się ze znajomymi bądź wsiadać na rower i jechać. Tak naprawdę wszystkie bariery są w naszych głowach i to, co robimy zależy tylko i wyłącznie od nas. Moglibyśmy zamknąć się w domu i np. zacząć pić, ale po co? Trzeba żyć przeżyć pełnią życia i czerpać z niego – to jest najważniejsze.
Kiedy i gdzie doszło do waszego pierwszego spotkania?
Łukasz Gogosz: Poznaliśmy się z Rafałem Wilkiem dzięki naszemu wspólnemu znajomemu, miało to miejsce około dwa lata temu. Rafał jest osobą otwartą i chce pomagać ludziom – w momencie, gdy przeniosłem się do Rzeszowa postanowiłem skorzystać z jego porad i dobrego serca.
Jakie są wasze najbliższe plany?
Łukasz Gogosz: Majorka. Jedziemy tam z Rafałem na wspólne zgrupowanie, na którym razem będziemy trenować handbike. Później chcę sprawdzić się w wyścigach. Mój plan to dogonić Rafała!
Rafał Wilk: Sezon zaczynamy w kwietniu. Ja będę uczestniczył w zawodach praktycznie tydzień w tydzień – czeka mnie Puchar Europy, Puchar Świata. Najważniejszą tegoroczną imprezą będą dla mnie jednak Mistrzostwa Świata.
Bardzo dziękuję za rozmowę – życzę samych sukcesów i mnóstwa sportowych wrażeń.
Rafał Wilk i Łukasz Gogosz: Bardzo dziękujemy.
Z Rafałem Wilkiem i Łukaszem Gogoszem rozmawiał Jakub Hap
