Niezwykły zakątek Andrzeja Tarki
W zaciszu Roztok powstają niezwykłe rzeczy wykonane przez rzeźbiarza Andrzeja Tarkę. Swojej pasji poświęca nawet dwanaście godzin dziennie. Po paru latach przerwy, wziął ponownie dłuto do ręki. - Złapałem bakcyla. Wróciło to z niesamowitą siłą – powiedział A. Tarka.

Przypadek sprawił, że zainteresował się i skupił na rzeźbie, szczególnie w tak unikatowym materiale jakim jest czarna kora z topoli. Swoje prace wykonuje również w drewnie z lipy. Jest człowiekiem niesamowicie zaangażowanym, objeżdżającym wiele miast, w których prezentuje swoje prace.

Andrzej Tarka przez parę lat miał przerwę w rzeźbieniu. Po namowach swoich wnuczek wziął dłuto do ręki i zaczął rytować. - Osiem lat temu przyjechały do mnie wnuczki na wakacje z Krakowa. Powiedziały: Dziadziu, mama mówiła, że przepięknie rzeźbisz. Weź dłuto i drewno, pokaż nam. Namówiły mnie i po tym złapałem bakcyla. Wróciło to do mnie z niesamowitą siłą – opowiada Tarka.

Ulubionym tematem artysty, a zarazem niezwykle trudnym jest rzeźbienie dłoni, które według niego wyrażają wszystko. Podejmował się również tworzenia kapliczek z drewna oraz replik siedemnastowiecznych armat. W ostatnim czasie duże zapotrzebowanie jest na rzeźbienie głów żydowskich oraz aniołów. W swoim zbiorze rzeźb ma także licznie wykonane golgoty, połówki twarzy. - Jestem po trzech operacjach w Lublinie i moje zapatrzenie na świat zmieniło się diametralnie. Te krzyże, golgoty są owocem mojego cierpienia. Wcześniej robiłem wesołe baby – wspomina rzeźbiarz.

Jak podkreślił Andrzej Tarka, praca nad rzeźbą przynosi mu spokój i wytchnienie. Dzięki niej zapomina o problemach życia codziennego.

(icz)

