O umarłym mieście
We wrześniu 1944 r. niemieccy okupanci rozpoczęli akcję wysiedlania mieszkańców Jasła a następnie jego całkowitego unicestwienia. Miasto niemal przestało istnieć. Oszacowanie strat, skali grabieży i zniszczeń może stanowić dziś nie lada wyzwanie. Czy w kontekście dyskusji na temat reparacji wojennych Jasło będzie starać się
o naprawienie dawnych krzywd?

Kwestia ewentualnych roszczeń wobec Niemiec za straty wyrządzone przez III Rzeszę
w czasie II wojny światowej od kilku tygodni elektryzuje dyskurs publiczny w Polsce. Swoje stanowisko w znaczącym dla aktualnego życia politycznego i społecznego zagadnieniu wyrażają powszechnie znane autorytety czy też czołowi politycy ugrupowań mających swoich przedstawicieli w parlamencie.
Ożywiona dyskusja na temat reparacji za straty wyrządzone przez hitlerowskie Niemcy nie mogła rzecz jasna ominąć samego Jasła, tak tragicznie doświadczonego przez władze okupacyjne w czasie II wojny światowej. Na jej kanwie w sali konferencyjnej Starostwa Powiatowego w Jaśle odbył się panel dyskusyjny pod wymownym tytułem „Straty Jasła
i jaślan na skutek barbarzyńskiego zburzenia miasta przez Niemców od 13 września do 13 grudnia 1944 r.” Jej organizatorami byli: starosta jasielski Adam Pawluś, poseł na Sejm RP Bogdan Rzońca oraz rzeszowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Oprócz przedstawicieli władz Jasła, radnych miejskich i powiatowych, dyrektorów szkół ponadgimnazjanych powiatu i instytucji kultury na sali obecni byli również jaślanie pamiętający wydarzenia sprzed siedemdziesięciu trzech lat.
Wstępem do dyskusji był list otwarty marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, który odczytał starosta jasielski Adam Pawluś. Następnie głos zabrał poseł Bogdan Rzońca.
W kilkunastominutowym wystąpieniu przedstawił on stan prac sejmowych dotyczących reparacji wojennych Niemiec wobec Polski. Kilkukrotnie podkreślał opierając się na treści odpowiedzi na swoją interpelację złożoną na ręce ministra spraw zagranicznych z 25 września 2014 r., iż obywatele polscy posiadają niezbywalne i nieograniczone prawo do dochodzenia swoich roszczeń przed sądami niemieckimi. Tym samym osoby poszkodowane w czasie wojny w związku z działalnością władz okupacyjnych mogą wystąpić na drogę sądową starając się o odszkodowanie. Poseł zaoferował w tym zakresie swoją pomoc.
Każdy obywatel Jasła na drodze cywilnej może w sądach niemieckich dochodzić swoich praw. Uważam, że ten temat jest ciągle aktualny. Ostatnio Biuro Analiz Sejmowych na wniosek posła Arkadiusza Mularczyka przedstawiło opinię, że państwo Polskie również może występować
i wspierać obywateli w tych działaniach. Jasło, zatem może zarówno na drodze cywilnej jak też państwowej oczekiwać rekompensat od Niemiec za ogromne zniszczenia, o których pamiętają dziś świadkowie tamtych wydarzeń. Chciałbym zaoferować pomoc prawną w ramach działającego biura poselskiego dla wszystkich jaślan, którzy mają dowody, dokumenty, świadków i zechcą wystąpić na drodze cywilnej o odszkodowanie za majątek, który utracili na skutek zburzenia miasta. – mówi poseł Bogdan Rzońca.
Bogdan Rzońca
Pytany o burzę, jaką w stosunkach bilateralnych polsko-niemieckich wywołała dyskusja na temat reparacji wojennych uspokaja, przekonując jednocześnie, że w perspektywie czasu przyniesie ona wiele korzyści obydwu stronom. – Nie powinniśmy obawiać się popsucia relacji z sąsiadem. Niemcy przyznają się do tego, że wywołali pierwszą i drugą wojnę światową. Mówią o tym wprost, chociaż dzisiaj przeciętny mieszkaniec Niemiec nie wie o skali zniszczeń, jakim uległo Jasło w czasie wojny. Sądzę, że spokojna dyskusja, nie awantura, prezentacja niezadowolenia w świetle dokumentów pozwoli uzyskać założony cel. Nie obawiam się żadnych reperkusji na arenie międzynarodowej. Wprost przeciwnie. Wydaje mi się, że Niemcy będą chcieli pokazać światu, przyznając się do wywołania drugiej wojny światowej, iż zależy im na udzieleniu rekompensat wszystkim, którzy utracili swoje majątki. – podsumował poseł Bogdan Rzońca.
Niezwykle interesującymi okazały się referaty wygłoszone przez dr. Jakuba Izdebskiego
z Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie oraz Mariusza Świątka, kustosza Muzeum Regionalnego w Jaśle, które rzuciły wiele światła na wydarzenia związane
z okolicznościami wyburzenia Jasła oraz sporządzanymi już po wojnie szacunkami strat.
Mariusz Świątek
Nieugięty Gentz
Pierwsze pogłoski o planach władz okupacyjnych dotyczących wysiedlenia miasta pojawiły się jeszcze przed 13 września 1944 r. Informacje o zamiarach okupanta mogły wypłynąć
z drukarni, której zlecono druk obwieszczeń o wysiedleniu. Co więcej już 10 września odpowiednie instrukcje otrzymał personel szpitala w Jaśle, celem przygotowania sprawnej ewakuacji przebywających w nim pacjentów. Dzień przed planowaną ewakuacją poinformowany został o niej burmistrz Jasła Jan Pyrek, który zwrócił się do starosty jasielskiego Waltera Gentza z usilną prośbą anulowanie wydanego rozkazu. Gentz pozostał jednak nieugięty.
Jaślanie mieli tylko dwa dni i kilka godzin na opuszczenie swoich domów i zabranie z sobą dorobku całego życia. O zarządzeniu dowiedzieli się z plakatów, które pojawiły się
13 września w całym mieście. Ulicami Jasła miał poruszać się również samochód, z którego obwieszczenie było rozgłaszane. Nie wszyscy mieszkańcy zdecydowali się jednak opuścić swoje domy, udając się zgodnie z zarządzeniem w kierunku Biecza i Gorlic. Wielu jaślan znalazło schronienie w okolicznych wsiach. W mieście cały czas trwały łapanki.
Po 15 września Niemcy przystąpili do systematycznego wyburzania Jasła. Do tego zadania skierowano 1545 kompanię saperów. Większe gmachy niszczono przy użyciu materiałów wybuchowych. Z powierzchni ziemi zniknął, jako pierwszy budynek Sądu Okręgowego, następnie przyszedł czas na miejski ratusz, więzienie, szpital, elektrownię, budynki szkolne i inne. Nie oszczędzono, żadnego z jasielskich kościołów. Mniejsze budynki murowane oraz drewniane podpalano. Wcześniej jednak dokonano rabunku, ogołacając miasto i jego zabudowania z wszelkiego majątku ruchomego. Wywożone miały być nawet klamki od drzwi. Z zakładów produkcyjnych i fabryk wywożono maszyny i wyposażenie. Ostatnim budynkiem, który Niemcy zniszczyli w mieście był z oczywistych względów dworzec kolejowy. Spośród 1232 domów mieszkalnych według szacunków przygotowanych w 1946 r. przez wydział budowlany Powiatowej Rady Narodowej w Jaśle całkowitemu zniszczeniu uległy 704, częściowemu zaś 487. Zachowało się jedynie 39 budynków, z czego 34 w samych Ulaszowicach, gdzie stacjonowali niemieccy saperzy.
Wszystkie świadectwa osób powracających do Jasła tuż po wyzwoleniu miasta mówią jedynie
o morzu ruin i wszechobecnych gruzach. Z około piętnastu tysięcy mieszkańców przedwojennego Jasła w styczniu 1945 r. powróciło do niego około 460 osób. Miasto osiągnęło przedwojenną liczbę ludności dopiero pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Liczby te dobitnie świadczą o tym, co okupanci uczynili z miastem. Jak ogromne były to straty. – mówił dr Jakub Izdebski z rzeszowskiego IPN.
dr Jakub Izdebski
Prelegenci w swoich referatach poruszyli kwestię wielkości strat, jakie poniosło Jasło
w wyniku działań władz okupacyjnych w czasie II wojny światowej. Zwracali przy tym uwagę na złożoność problemu w precyzyjnym oszacowaniu zniszczeń.
Byliśmy świadkami tragedii
O swoich wspomnieniach z tragicznych dla miasta wydarzeń 1944 r. opowiedzieli obecni na Sali konferencyjnej Starostwa Powiatowego ich świadkowie.
Do dziś pozostały w mojej pamięci wspomnienia z najtrudniejszych chwil mojego dzieciństwa. Wydarzenia te postanowiłem utrwalić w publikowanych książkach oraz artykułach zamieszczanych w różnych periodykach i lokalnej prasie. Nie było wówczas przesady
w określeniach pojawiających się w prasie, iż Jasło było miastem śmierci. – mówił Zdzisław Świstak.
Zdzisław Świstak
Obraz miasta zniszczonego przez hitlerowców na własnoręcznie sporządzanych szkicach starał się, jako młody człowiek uwiecznić Bolesław Tumidajowicz. – We wrześniu 1944 r. wiadomość o wysiedleniu spadła na mieszkańców niczym grom z jasnego nieba. Nikt nie wierzył w to, że to może dojść do skutku. Każdy zwlekał z opuszczeniem swojego domu. Trudno było
w jednej chwili zabrać ze sobą wszystko, co miało się w domu. Z rodziną udaliśmy się do Brył, potem Lisowa po czy znaleźliśmy się w Bieczu. Po powrocie, a styczniu mieszkaliśmy w domu drewnianym przygotowanym do spalenia. Znajdowała się w nim jeszcze słoma. Najpewniej Niemcy nie zdołali go spalić. Chodziłem wtedy do gimnazjum. Postanowiłem szkicem zobrazować skalę zniszczeń. – mówi.
Bolesław Tumidajowicz
MD

