Olga i Wolodymyr uciekli przed wojną. Schronienie znaleźli u rodziny w Zimnej Wodzie
Rodzina Klapiichuk uciekła przed wojną z rodzinnego miasta Łuck do przyjaciół w Polsce. Niebawem ruszą w dalszą drogę, aby spotkać się ze swoimi dziećmi w Niemczech i Anglii, którzy bardzo martwili się o los swoich rodziców. Pani Olga stara się nie pokazywać bólu i utrapienia, ale jak przyznaje, to bardzo trudne, kiedy jest się z dala od domu, pracy, rodziny oraz znajomych. - Chcę wam powiedzieć, że żadnemu Rosjaninowi w Rosji nie wybaczę tej wojny. Ani moje dzieci nie wybaczą ani moje wnuki. Nigdy. To jest nie tylko bieda mego serca, ale bieda serca całej Ukrainy – płacze pani Olga.
Od lewej: Władymyr Klapiichuk, Jarosław Bachta, Olga Klapiichuk
Olga (67 lat) i Władymyr Klapiichuk (68 lat) z Łucka przyjechali do Polski kilka dni temu. Schronienie znaleźli u rodziny Bachtów w Zimnej Wodzie, z którymi się przyjaźnią. Do polskiej granicy w Zosinie ( woj. lubelskie) jechali około 2,5 godzin, a po 10 godzinach dotarli na Podkarpacie. Przy granicy polsko-ukraińskiej zabrali do swojego busa cztery osoby dorosłe i sześcioro dzieci. Jak wspomina pani Olga przejazd ten był dla niej bardzo stresujący. Z Ukrainy wyjechali 4 marca. Za namową córek, które przekonywały ich do wyjazdu zgodzili się i opuścili swoje rodzinne strony. Pani Olga cały czas myśli o siostrze oraz jej rodzinie, która tam została, aby pomagać, udzielania pierwszej pomocy, leczyć i zmieniać opatrunki.
Rodzina Klapiichuk była mile przywitana przez Polaków, którzy czekali na nich przy granicy z darami. - Ja wzięłam tylko jedną butelkę wody, a dla dzieci jadących z nami jednego pampersa i wodę. Polacy przyjęli nas bardzo dobrze. To bardzo mili ludzie. Wszystko dawali – mówi pani Olga. Uchodźcy mogli również liczyć na pomoc wolontariuszy, którzy na miejscu udzielali rad oraz objaśniali, którędy należy się kierować, aby dotrzeć do poszczególnych miast. - Jeden chłopiec jechał do Warszawy na operację, był niewidomy, a pozostałe dzieci pojechały do swoich bliskich. My również udaliśmy się w drogę, aby dotrzeć tutaj do rodziny – tłumaczy.
Nie mogli uwierzyć, że to się dzieje naprawdę
Pani Olga wspomina dzień, kiedy Rosjanie weszli na teren Ukrainy nie kryła emocji. Do tego dnia nie wierzyła, że inwazja Rosji jest możliwa. - Rano wstałam do pracy i usłyszałam "buch!" "buch!". Myślę sobie, co się dzieje? Za chwilę doszło do mnie, że ostrzeliwują lotnisko i rozpoczęła się wojna! To było straszne. W pierwszy dzień płakałam. Na drugi dzień była zdenerwowana i zła na to wszystko. Cały czas przeklinałam pod adresem Putina. A na trzeci dzień zaczęły się alarmy. Ludzie chowali się w piwnicach, niektórzy w szkołach – gdzie to było tylko możliwe – opowiada pani Olga. - Nasze dzieci mieszkają za granicą i bardzo się o nas martwiły. Każdego dnia musiałam im wysłać wiadomość, że wszystko w porządku, że żyjemy. Jeden raz nie odezwałam się do nich, bo był alarm, schowaliśmy się w piwnicy i nie słyszałam, że córka napisała do mnie wiadomość. Po alarmie porozmawiałyśmy przez telefon, ona bardzo płakała. Bała się, że stało się nam coś złego – dodaje.
"Ukraiński naród nigdy nie będzie niewolnikiem"
Państwo Klapiichuk są przekonani, że naród ukraiński wygra tę walkę. Za te wszystkie cierpienia, śmierć wielu niewinnych ludzi i zburzone miasta - nie wybaczą Rosjanom. - Putin nie może zrozumieć że Ukraina, Ukraińcy to całkiem inna nacja, to nie Moskale. U nas jest tak, że jeżeli cokolwiek się nie podoba to możemy o tym Prezydentowi powiedzieć. Ukraiński naród jest wolny duchem, który nigdy nie będzie niewolnikiem. Tak mi się wydaje, że nawet martwi powstaną, żeby pomóc żywym pokonać Putina i Rosję. Nigdy Ukraina nie będzie pod jarzmem, to nie ten kraj. A to że napadł na nas, to świadczy o tym, że przestraszył się Ukraińców i tego, że będziemy mieć życie lepsze od Rosjan. Kiedyś otworzą się im oczy i zobaczą Ukrainę, demokratyczne państwo, w którym życie jest dobre, wolne, w którym żyje się lepiej. Oni tam u siebie nierobów wychowują – mówiła pani Olga. - Chcę wam powiedzieć, że żadnemu Rosjaninowi w Rosji nie wybaczę tej wojny. Ani moje dzieci nie wybaczą ani moje wnuki. Nigdy. To jest nie tylko bieda mego serca, ale bieda serca całej Ukrainy – dodaje zapłakana.
Ilona Dziedzic
ilona.dziedzic@jaslo4u.pl

