Pierwsze ofiary zimy
Cztery osoby zginęły w wypadku pod Pilznem. W Czarnorzekach ześlizgujący się ze wzniesienia samochód przygniótł kierowcę. W Gliniku Średnim koło Frysztaka autobus PKS zsunął się z drogi do fosy. Pierwszy atak zimy znów zaskoczył drogowców.
Jeszcze kilka dni temu w Rzeszowie, Krośnie, Przemyślu było tak ciepło, że widok przechodniów ubranych w koszulki z krótkimi rękawami nikogo nie dziwił. Kiedy obudziliśmy się wczoraj - za oknem leżał śnieg. W nocy spadło go w różnych miejscach regionu od kilku do kilkunastu centymetrów.
Na drogach zrobiło się bardzo ślisko. Prawdopodobnie to było powodem tragicznego wypadku, który w czwartek rano wydarzył się na krajowej "czwórce". Ford jadący od strony Tarnowa wpadł w poślizg i uderzył w toyotę. Na miejscu zginęli kierowca i trzej pasażerowie forda. Do szpitala trafił czwarty pasażer forda i kierowca toyoty.
Przez kilka godzin nieprzejezdny był odcinek Korczyna-Czarnorzeki na drodze z Krosna do Rzeszowa. To wyjątkowo nieprzyjazny dla kierowców fragment najkrótszej drogi do Rzeszowa. Jest kręta, prowadzi przez wzniesienie i las. Wczoraj rano kierowca toyoty yaris zatrzymał się w połowie wzniesienia i wysiadł z samochodu, bo chciał sprawdzić jak bardzo jest ślisko. - Gdy samochód zaczął się staczać w dół, próbował go zatrzymać własnym ciałem. Niestety, auto go przygniotło. Na dodatek w toyotę uderzył mercedes. Na szczęście kierowca toyoty nie doznał żadnych obrażeń - wyjaśnia Marek Cecuła, rzecznik KMP w Krośnie. Droga była tak śliska, że problemy z dojazdem na miejsce miały wozy straży pożarnej. Inne samochody, które rano zaryzykowały przejazd tą trasą, czekały na poboczu aż przyjedzie piaskarka.

