Korzystając z portalu Jaslo4u.pl wyrażasz zgodę na użytkowanie mechanizmu plików cookie. Mechanizm ten ma na celu zapewnienie prawidłowego funkcjonowania portalu Jaslo4u.pl. Korzystając ze strony akceptujesz Politykę Prywatności portalu Jasło4u.pl

Pieszo pokonali ponad 2 tysiące kilometrów

28

Dla przeciętnego zjadacza chleba pokonanie pieszo dystansu ponad 2 tysięcy kilometrów wydaje się absolutną abstrakcją. Na dokonanie wydawałoby się nadludzkiego wyczynu zdecydowali się jaślanin Sławek Sanocki oraz Weronika Łukaszewska z Gniezna. Ich przygoda trwała 116 dni. Przemierzyli pieszo cztery kraje: Rumunię, Ukrainę, Polskę i Słowację choć losy wyprawy w pewnym momencie wisiały na włosku. Niespełna dwa tygodnie temu wrócili do domów, zmęczeni ale szczęśliwi.

Na rozmowę udało nam się namówić Sławka Sanockiego, który w wywiadzie dzieli się z Wami swoimi wspomnieniami z wyprawy.  

PP: Kiedy zrodził się pomysł na wyprawę Łukiem Karpat?

Sławek Sanocki: Nie była to pionierska wyprawa. Przed nami począwszy od roku 1980, udało się to 22 osobom w 12 zakończonych sukcesem wyprawach. Interesując się tematyką górską wiedzieliśmy o tych przejściach. Wywiady i relacje z wypraw były bardzo inspirujące jednak nie mieliśmy na ten czas wystarczającego doświadczenia. Decyzja o podjęciu próby przejścia całego łańcucha Karpat podczas jednej wyprawy powstał po przejściu najdłuższego szlaku górskiego w Polsce – Głównego Beskidzkiego - o długości 496 km.

PP: Jak długo trwały przygotowania?

Sławek Sanocki: Przygotowania trwały około pół roku. Staraliśmy się poszukać jak najwięcej informacji na temat tego, co może nas czekać podczas wyprawy i analizowaliśmy wszystkie zagrożenia. Sporo czasu zajęło nam opracowanie trasy przejścia, ponieważ  wiele pasm górskich w Rumuni nie posiada dobrego oznakowania oraz map. Musieliśmy również zadbać o wyposażenie naszych plecaków na kilkumiesięczną wędrówkę w taki sposób, aby niczego nie zabrakło a ich waga była jak najmniejsza.

PP: Co sądzili o tym pomyśle Twoi bliscy? Nie obawiali się o Twoje zdrowie i bezpieczeństwo?

Sławek Sanocki: Nie byli zadowoleni, ponieważ taka wyprawa wiąże się z wieloma niebezpieczeństwami, jednak wiedzieli, że jestem do niej dobrze przygotowany.

PP: Co czułeś kiedy podjąłeś wyzwanie przemierzając pierwsze kilometry wyprawy?

Sławek Sanocki: Początki takiej wyprawy są zawsze bardzo ciężkie, ponieważ musimy przyzwyczaić swój organizm do zmagania ze znacznym obciążeniem. Mój plecak w chwili startu ważył około dwudziestu kilogramów, gdyż mieliśmy zapas żywności na jakieś siedem dni. Już w pierwszy dzień, po ciężkim i długim odcinku przyszła refleksja, na co się porywamy i jaki ogrom kilometrów dzieli nas od punktu docelowego. Z drugiej strony byliśmy podekscytowani tym, że udało nam się w końcu doprowadzić do tej wyprawy a przed nami wiele niezapomnianych przygód.

PP: Który z etapów wyprawy był dla ciebie szczególnym przeżyciem?

Sławek Sanocki: Karpaty Południowe, gdzie musieliśmy borykać się z wieloma niepowodzeniami, były najtrudniejszym etapem naszej wędrówki, ale przez to szczególnie zapadły nam w pamięć. Już pierwsze pasmo górskie - Cernei przysporzyło nam wiele problemów z powodu braku wody. Źródełka zaznaczone na mapie były wyschnięte, piliśmy nawet deszczówkę zebraną z tropiku. W górach Godeanu miałem poważny wypadek, a w Fogaraszach musieliśmy zmagać się z dużą ilością zalegającego śniegu, co również przyczyniło się do niebezpiecznego incydentu – zjazdu żlebem koleżanki. Z tychże powodów, największą radością dla nas było zdobycie najwyższego szczytu Rumuni – Moldoveanu. Pomimo niesprzyjających warunków na szlakach i zmaganiem się z kontuzjami, mimo bólu, utraty nadziei i wszelkich trudności, udało nam się osiągnąć cel i wejść na szczyt.

PP: Czy wszędzie spotykaliście się z przyjaznym przyjęciem?

Sławek Sanocki: Zdecydowanie tak! Szczególnie w Rumunii i na Ukrainie, gdzie ludzie są bardzo pozytywnie nastawieni do turystów. Widząc, że idziemy z dużymi plecakami, często pytali o cel wędrówki, proponowali gościnę i obdarowywali nas jedzeniem. Rumuni to bardzo serdeczni ludzie i stereotypów o Rumunii należy się wyzbyć. Również na Ukrainie byliśmy bardzo mile zaskoczeni przychylnym nastawieniem do Polaków.

PP: Miałeś chwilę, w której chciałeś powiedzieć: "Mam tego dosyć, wracam do domu!"?

Sławek Sanocki: Przed wyprawą wiedzieliśmy, że przyjdą momenty kryzysowe i oczywiście takie się pojawiały. Jednak nawet po moim wypadku, gdzie przeżywaliśmy najcięższe chwile naszej wędrówki nie myślałem o rezygnacji i powrocie do domu. 

PP: Co się stało?

Sławek Sanocki: Sam wypadek miał miejsce 14 maja. Dzień wcześniej rozbiliśmy namiot na 2000 m n. p .m, gdzie w nocy rozszalał się huragan i przez kilkanaście godzin zmagaliśmy się z porywistym wiatrem oraz naprzemiennymi opadami deszczu i gradu. Kiedy straciliśmy złudzenia na zmianę pogody, w obawie o namiot postanowiliśmy zejść kilkaset metrów niżej. Niestety przy zejściu, silny podmuch wiatru i śliskie skały spowodowały mój dwudziestometrowy upadek. W efekcie moje mocno stłuczone kolano oraz liczne obicia zmusiły nas do kilkudniowego biwaku na około 1800 m n.p.m. Tam przeżywaliśmy ciężkie chwile, ponieważ mieliśmy świadomość, że losy dalszej wyprawy nie zależą już od nas samych. Jednak o załamaniu nie mogło być mowy, gdyż znajdowaliśmy się w trudnym terenie, bez zasięgu telefonicznego a najbliższa wioska położona była od nas dwadzieścia kilometrów w linii prostej. Czwartego dnia, ze względu na kończące się zapasy jedzenia, zdecydowaliśmy się zejść. Dwudziestokilometrowy odcinek zajął nam dwa dni…

PP: Czujesz się zmęczony?

Sławek Sanocki: Tak, blisko czteromiesięczna wędrówka górami  z ciężkim plecakiem naprawdę potrafi dać w kość.

PP: Zrobiłbyś to jeszcze raz? Wyruszyłbyś po raz kolejny Łukiem Karpat? A może w głowie masz już nowe przedsięwzięcie?

Sławek Sanocki: Raczej nie znalazłbym motywacji do powtórzenia tej samej trasy. Jest wiele innych ciekawych wyzwań które warto realizować. Oczywiście mam już kolejne pomysły, jednak za wcześnie o tym mówić. Takiej wyprawy nie organizuje się z dnia na dzień, trzeba ją dobrze przemyśleć i zastanowić się czy jesteśmy w stanie jej podołać.

PP: Możesz powiedzieć, że teraz jesteś innym człowiekiem? Jak wyprawa na Ciebie wpłynęła?

Sławek Sanocki: Faktycznie, podczas takiej wędrówki jest dużo czasu na przemyślenia. Wyprawa hartuje i kształtuje silniejszy charakter. Do wielu spraw nabiera się zdrowego dystansu i inaczej patrzy na wygody, jakie zapewnia nam rozwój cywilizacji. W naszej części świata już mało kto nie ma prądu, bieżącej wody, dachu nad głową i ciepłego łóżka, a nawet nie wyobraża sobie, że mogłoby być inaczej. Mając te rzeczy na co dzień trudno nam je doceniać, ale po miesiącach spędzonych w głuszy możliwość umycia się w ciepłej wodzie wyjątkowo cieszy.

PP: Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej?

Sławek Sanocki: Przez ostatni rok przeszedłem górami około trzy tysiące kilometrów i nocowałem w namiocie blisko pięć miesięcy. Chwilami zastanawiam się gdzie jest mój prawdziwy dom (śmiech).  

Więcej zdjęć oraz szczegółową relację możecie zobaczyć na profilu Facebook'owym wyprawy: FB/ŁukKarpat2015

PP

Reklama

Komentarze: 28

Dodaj komentarz Widok:
-11
@ antysven
dnia 13.09.2015, 15:55 · Zgłoś
puknales ja chociaz?
Odpowiedz
2
@ sss
dnia 12.09.2015, 19:11 · Zgłoś
Fajnie musiało być
Odpowiedz
12
@ globtroter
dnia 11.09.2015, 22:11 · Zgłoś
Musze to powiedziec ze z taka dziewczyna to cały glob bym obszedł .Po prostu kobiety motywuja do wielkich czynow.
Odpowiedz
12
@ tommy
dnia 11.09.2015, 20:21 · Zgłoś
Na poczatek powiem (dopoki jeszcze moge w Polsce) niech bedzie pochwalony Jezus Chrystus. A teraz do rzeczy: takim podroznikom gratuluje, a tym innym zarobkowym dziekuje
Odpowiedz
10
@ pleonazm
dnia 11.09.2015, 20:02 · Zgłoś
Co tu dużo gadać - wielkie gratulacje i zdrówka!
Odpowiedz
9
@ nb
dnia 11.09.2015, 19:19 · Zgłoś
Bardzo fajna relacja na Facebooku. Gratulacje
Odpowiedz
9
@ swój
dnia 11.09.2015, 19:01 · Zgłoś
szczere gratulacje, podziwiam
Odpowiedz
1
@ popcnor
dnia 11.09.2015, 18:20 · Zgłoś
W sklepie ...
Odpowiedz
4
@ Janek Kukurydza
dnia 11.09.2015, 17:50 · Zgłoś
No wlasnie gdzie mozna nabyc taka flage ? Dajcie namiary
Odpowiedz
15
@ Jędza
dnia 11.09.2015, 16:25 · Zgłoś
Ogromny szacun...
Odpowiedz
2
@ Teflon
dnia 11.09.2015, 13:44 · Zgłoś
[komentarz nie na temat]
Odpowiedz
3
@ Czarni Jasło
dnia 11.09.2015, 13:59 · Zgłoś
Tak wybiera się.
Odpowiedz
17
@ jaślanka
dnia 11.09.2015, 12:58 · Zgłoś
gratuluje - podziwiam
Odpowiedz
12
@ Dumny Jaślanin
dnia 11.09.2015, 12:19 · Zgłoś
Gratulacje!

Hmm... Wie ktoś może gdzie można nabyć/zdobyć/zamówić taką flagę ? ;)
Odpowiedz
-16
@ LittleBoy
dnia 11.09.2015, 12:19 · Zgłoś
Gdzie w tym sens i logika?
Teraz ludzie robią różne rzeczy żeby skupić na sobie chwilową uwagę i zyskać rozgłos.
Jedni jeżdżą na rowerze na Gibraltar inni autostopem na Kamczatkę.
Ja uważam, że prawdziwi bohaterowie często robią rzeczy większe z zaciszu czterech ścian.
Odpowiedz
10
@ podatnik
dnia 11.09.2015, 12:43 · Zgłoś
Każdy spędza wolny czas jak lubi
Ciekaw jestem jedynie czy ci młodzi ludzie
byli przygotowani finansowo na pokrycie
ewentualnej akcji ratunkowej gdyby coś poszło
nie tak.
Czy musiał by interweniować tzw.polskie MSZ.
Wtedy to by dopiero byli na topie...Wiadomości,Fakty.
Nie mniej podziwiam za odwagę i osiągnięcie
celu.
Odpowiedz
21
@ Loner
dnia 11.09.2015, 13:16 · Zgłoś
Oby mało było takich osób, które w dokonaniach innych dopatrują się jedynie "chwilowej uwagi i rozgłosu". Fajnie by było jakby prawdziwi bohaterowie robiący wielkie rzeczy w zaciszu czterech ścian podzielili się swoimi dokonaniami.
Uważam że daliby dobry przykład i może zainspirowali innych - pokazali że wiele się da zrobić - przy odpowiednim wysiłku i uporze.
Odpowiedz
-7
@ LittleBoy
dnia 11.09.2015, 13:59 · Zgłoś
A no tak...
Zapomniałem...
Przepraszam.
Mamy społeczeństwo obrazkowe komunikujące się memami, infografikami iobrazkami na fejsbuku.
Żeby [...] s[...]ła trzeba pokazać jej banana bo sama nic nie wymyśli.
Odpowiedz
13
@ Sens
dnia 11.09.2015, 23:15 · Zgłoś
W zaciszu czterech ścian [...] ciekawe życie bliźnich.
Odpowiedz
-6
@ Samiec Alfa
dnia 12.09.2015, 10:23 · Zgłoś
Słabe. Nie propsuje.
Odpowiedz
37
@ Ww
dnia 11.09.2015, 11:43 · Zgłoś
Gratulacje, trzeba mieć dużo odwagi żeby podjąć takie wyzwanie...
Raz jeszcze gratuluje.
Odpowiedz
-3
@ podatnik
dnia 11.09.2015, 11:23 · Zgłoś
Niedługo będziemy mogli gratulować 11 tysiącom
takich piechurów...chwilowe odpoczywają na
Węgrzech.
Odpowiedz
0
@ trupodizel
dnia 14.09.2015, 11:17 · Zgłoś
To raczej Niemcy będą im gratulować bo Polska dla nich to tylko przystanek podobnie jak węgry
Odpowiedz
41
@ zxc
dnia 11.09.2015, 11:18 · Zgłoś
Gratuluje sukcesu ;)
Odpowiedz
50
@ A.
dnia 11.09.2015, 11:12 · Zgłoś
Wspaniała pasja. Sławek jesteś wielki :)
Odpowiedz
-37
@ max
dnia 11.09.2015, 13:24 · Zgłoś
Pasja wspaniała ale pasja kosztuje. Ciekawi mnie skąd mają na takie wyprawy pieniądze bo chyba nie pracują skoro nie ma ich tyle dni
Odpowiedz
14
@ do max:
dnia 11.09.2015, 13:57 · Zgłoś
masz płytki umysł a Twoje zycie to brak sensu?
Odpowiedz
4
@ praca
dnia 11.09.2015, 20:15 · Zgłoś
oczywiście że pracują skoro wspina się to pewnie pracuje też jako alpinista więce ma zarobki zrzędu 10 tys miesięcznie ,wiec 2 miechy pracy i wyprawa jest
Odpowiedz
Dodaj komentarz
Piszesz jako:

Jaslo4u.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy. Użytkownik ponosi odpowiedzialność za treść komentarzy zgodnie z Polskim Prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania i redagowania komentarzy niezgodnych z regulaminem.