Porzucone zwierzęta
Wczoraj obchodziliśmy imieniny św. Franciszka - patrona zwierząt. We franciszkańskich świątyniach zakonnicy błogosławili stworzenia duże i małe i modlili się za ich opiekunów. Na Podkarpaciu brakuje miejsc w schroniskach dla zwierząt.
Wtorek jest ze mną od trzech lat. 3 lata temu była bardzo mroźna zima. Prawdopodobnie był to prezent bożonarodzeniowy wyrzucony na śnieg. Przymarzał do kanałów, bo szukał ciepła, bardzo się bał ludzi. W ten sposób trafił do mnie - opowiada pani Dorota. Mała Bajka też została przygarnięta. Boi się, bo kiedyś była bita pogrzebaczem. Teraz odzyskuje zaufanie do ludzi. Jej opiekunka, pani Dorota, mogłaby mnożyć takie historie. Należy bowiem do nielicznego grona osób, które godzą się przyjąć pod swój dach bezdomne zwierzęta.
Problem w tym, że na południu Podkarpacia nie ma ani jednego schroniska dla zwierząt. Kolejne próby lokalizacji kończyły się protestami. Samorządy ponoszą więc dodatkowe koszty wywożąc co roku po kilkadziesiąt czworonogów do schronisk w Rzeszowie i pod Przemyślem. Na dodatek schronisko w podprzemyskich Orzechowcach od lat pęka w szwach. Ponad 250 czworonogów mieszka w rozsypujących się kojcach. Dziurawe budy nie chronią ich przed zimnem. W spartańskich warunkach pracownicy schroniska przygotowują jedzenie dla podopiecznych.
Schroniskiem zajmuje się stowarzyszenie "SARA". Organizacja dostaje miesięcznie z urzędu miasta nieco ponad sześć tysięcy złotych. Za to musi opłacić rachunki, pensje trzech pracowników i lekarza oraz kupić karmę. To za mało, ale w tym roku więcej pieniędzy nie będzie.
Ostatnio w Orzechowcach przybyło jednak kilka nowych kojców. W rzeszowskim Kundelku wszystkie miejsca od dawna są zajęte.
Alicja Wosik/TVP3 Rzeszów

