Praca na czarno
Na Podkarpaciu coraz aktywniej działa szara strefa. Rzesza bezrobotnych, a jednocześnie brak rąk do pracy, to nie tylko podkarpacki paradoks.
Pana Władysława powinno się pokazywać w telewizji. To złota rączka - takich już jest niewielu. Niestety, pan Władysław nie pokaże swej twarzy - bo jest na bakier z prawem. Co prawda nie kradnie. Pracuje uczciwie, ale nielegalnie, bo z normalnej pensji nie wyżyje. Nie tylko złote raczki pracują na lewo. Antoni Kłosowski Starszy cechu rzemieślników i przedsiębiorców w Stalowej Woli mówi, że całe firmy schodzą do szarej strefy. Polscy przedsiębiorcy nie są w stanie zapłacić swym pracownikom za pracę godziwie a jednocześnie legalnie. Dlaczego?
Antoni Kłosowski, starszy Cechu Rzemieślników i Przedsiębiorców w Stalowej Woli
-”Dam przykład. Mojemu znajomemu czterech spawaczy wyjechało do Irlandii. Dostali zarobki po 4 tysiące euro czyli po szesnaście tysięcy. A to jest 64 tysiące złotych. Tego u nas nie wytrzymałby żaden pracodawca.”
Przedsiębiorca nie doliczył jeszcze ZUS-u i podatku, który trzeba zapłacić zatrudniając legalnie pracownika. A to podwaja koszty pracy. Dlatego mamy drogich pracowników, którzy mało zarabiają. Fachowcy uciekają więc za granicę lub pracują w szarej strefie. Świadczą usługi bez rachunków, faktur, gwarancji i rękojmi. A strefa ta staje się coraz rozleglejsza.
źródło: Zenon Dubis
TVP 3 RZESZÓW

