Problemy w oświacie. Szkoły do likwidacji.
Siedmiu z dwunastu szkół podstawowych na terenie gminy Tarnowiec grozi likwidacja. To najgorszy, ale i najbardziej realny scenariusz szukania oszczędności w oświacie. Rocznie do swoich szkół gmina dopłaca około 10 mln zł. Rada Gminy podjęła więc decyzję o ich zamknięciu. W praktyce oznacza to, że dzieci będą dowożone gimbusem do placówek w sąsiednich wioskach. Pomysł, jak nietrudno się domyślić, nie spodobał się ani rodzicom ani tym bardziej nauczycielom. Postanowili wziąć sprawę w swoje ręce.

- Dla mieszkańców Roztok oznacza to, że małe dzieci zostają wyrwane ze swojego środowiska, zabiera się im kolegów, koleżanki i każe jechać gimbusem do dalszych miejscowości – mówi niezadowolona Joanna Stefanik p.o. dyrektora Szkoły Podstawowej w Roztokach, gdzie uczy się obecnie 41 dzieci.

We wtorek władze gminy spotkały się z mieszkańcami okolicznych wiosek, by współnie znaleźć rozwiązanie zadowalające obydwie strony. Okazuje się, że nie jest to takie proste. Czynnik ekonomiczny, czyli coraz mniejsze nakłady na oświatę zmusiły radę gminy do podjęcia radykalnych kroków. - Koszty szkoły rosną, a spada ilość pieniędzy, którą my otrzymujemy. Jest to spowodowane tym, że jest coraz mniej urodzin. Subwencja oświatowa polega na tym, że gmina otrzymuje pieniądze na jedno dziecko, czyli na każdego ucznia – tłumaczy Bogusław Wójcik, wójt gminy Tarnowiec.

Podobna sytuacja jest w pozostałych szkołach, czyli: Gliniku Polskim, Gliniku Nowym, Wrocance, Brzezówce i Łubienku oraz Potakówce. Do szkoły w Nowym Gliniku uczęszcza w tym roku szkolnym 58 dzieci. Mimo to rada gminy chce zamknąć placówkę. - My godzić się na to nie chcemy i mamy zamiar bronić tej szkoły, tzn. właściwie tych małych dzieci. Nie wyobrażam sobie 5-6-latka, że wsiądzie w autobus i pojedzie do sąsiedniej szkoły. W swojej miejscowości przychodzi z rodzicem i jest cały czas pod opieką i jest znane z imienia i nazwiska. W większej grupie np. 30. dzieci ono jest anonimowe. Takie jest zdanie wszystkich mieszkańców – mówi Barbara Wokurka, emerytowana nauczycielka ze Szkoły Podstawowej w Nowym Gliniku.

Rodzice wierzą, że uda im się ocalić szkoły od zamknięcia. - Jesteśmy optymistycznie nastawieni. Nie można zlikwidować szkoły, która według mnie jest jedną z lepszych i najstarszych. To tak jakby wydrzeć kawałek czegoś dobrego, co jeszcze tutaj zostało. Bo tu już nie ma nic oprócz szkoły. Jeżeli szkoły pozamykają, to już nie będzie nic w tych miejscowościach – przekonuje Lilianna Polak, matka jednego z uczniów Szkoły Podstawowej w Roztokach. - Musimy się bronić do ostatniej chwili. Za nami opowiada się nasz historia, nasza szkoła istnieje od 120 lat, jest w dobrym miejscu na drodze Jasło-Zręcin, w południowej części gminy Tarnowiec – wtóruje Małgorzata Machowska, przewodnicząca Rady Rodziców w Gliniku Polskim. Nadzieja jest tym większa, że sprawa nie została jeszcze przesądzona. - To jest jeden z pomysłów. Ale ostateczna decyzja zapadnie pod koniec kwietnia, bo musimy mieć jeszcze opinię kuratora. Pierwszym krokiem jest podjęcie decyzji o zamiarze przekształcenia placówek. To wszystko w rękach rady – wyjaśnia Bogusław Wójcik, wójt gminy Tarnowiec.

Zarówno rodzice jak i nauczyciele nie są przekonani, że zadecydowała tylko ekonomia. Ich zdaniem w argumentacji rady brak logiki. - Według mnie nielogiczne jest to, że zamyka się szkoły, które są wyposażone, wyremontowane, mają sale komputerowe, salę gimnastyczną, a pozostawia się szkoły, które wymagają remontu i na dodatek dochodzi kwestia dowożenia dzieci do szkół, skupionych w centrum gminy. To chyba ewenement w skali kraju, żeby w jednej małej gminie likwidować siedem szkół jednocześnie – dodaje pani Lilianna.

Gdyby jednak pomysł doszedł do skutku to pracę straci ponad 50 nauczycieli, a dzieci będą dowożone do szkół w sąsiednich miejscowościach. Rodzice już zapowiadają, że nie przeniosą swoich dzieci do innych szkół w gminie, ale do Jasła. - Ja swojego dziecka nie dam do szkoły w Tarnowcu i z tego co wiem inni rodzice też nie. Pieniądze pójdą do innej gminy, np. do Jasła – przekonuje L. Polak.

Tu jednak sytuacja jest podobna. Na razie co prawda nikt nie mówi o likwidacji. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to problem na szerszą skalę. Gmina Jasło dopłaca rocznie do utrzymania szkół około 4 mln zł. To prawie 40% budżetu. – Dopłata do oświaty jest bardzo wysoka, z roku na rok rodzi się coraz mniej dzieci. Zastanawiamy się jak ten problem rozwiązać. Będziemy rozmawiać z dyrektorami i nauczycielami tych szkół i przedstawimy im rzeczywistą sytuację – mówi nam Stanisław Pankiewicz, wójt gminy Jasło.

(kp)
