Przedsiębiorstwa stają przed widmem bankructwa. Rząd ma plan ochrony firm i pracowników przed skutkami epidemii.
Pandemia koronawirusa jako problem o znaczeniu globalnym wpływa na niemal wszystkie dziedziny życia społecznego, politycznego i gospodarczego. Kryzys, z jakim mamy obecnie do czynienia wpływa na stan gospodarek wszystkich państw, które muszą zmagać się z epidemią. Szczególnie zaniepokojeni sytuacją są przedsiębiorcy. Rząd Mateusza Morawieckiego przedstawił w środę szereg rozwiązań, mających chronić firmy i pracowników przed skutkami epidemii. Czy okażą się one wystarczające?

Ministerstwo Rozwoju przekonuje, że kluczowym zadaniem dla władz państwowych będzie zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorstw i bezpieczeństwo pracowników. Na ten cel rząd zamierza wydać 212 mld zł. Tarcza Antykryzysowa zawiera gotowe rozwiązania dla pracowników, mikro, małych, średnich i dużych firm. Resort rozwoju przekonuje, że założenia tarczy pozwolą przedsiębiorcom np. na przesunięcie w czasie opłaty składek, czy też podatków bez dodatkowych opłat prolongacyjnych. Program dedykowany jest dla wszystkim firm, bez względu na ich wielkość i zatrudnionych w nich pracowników.
Tarcza Antykryzysowa opiera się na pięciu zasadniczych filarach:
- bezpieczeństwo pracowników (30 mld zł)
- finansowanie przedsiębiorstw (74,2 mld zł)
- ochrona zdrowia (7,5 mld zł)
- wzmocnienie systemu finansowego (70,3 mld zł)
- program inwestycji publicznych (30 mld zł)
Kluczowe założenia programu wsparcia dla gospodarki zostały ściśle określone przez Ministerstwo Rozwoju i opublikowane na stronach resortu. Wśród 21 propozycji znalazły się m.in. pożyczki w wysokości 5 tys. zł dla 500 tys. mikrofilm zatrudniających do 9 pracowników; możliwość uzyskania przez firmy średnie i duże z funduszu PFR Inwestycje podwyższenia kapitału lub finansowania w postaci obligacji - łącznie o wartości 6 mld zł; wsparcie ARP na refinansowanie umów leasingowych dla firm transportowych; wsparcie w postaci dopłat do pensji pracowników firm w postoju (firmom w postoju państwo pokryje blisko połowę wynagrodzeń i składki ZUS); zatrudnieni na umowach cywilno-prawnych będą mogli skorzystać ze świadczenia miesięcznego w kwocie około 2 tys. zł. brutto; firmy w kłopotach otrzymają wsparcie w utrzymaniu pracowników - państwo sfinansuje 40% ich płacy; możliwość odroczenia danin publicznych – PIT, CIT, VAT, składek na ZUS – bez opłat i odsetek, czy też przesunięcie płatności za media.
Do oddziałów Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Rzeszowie i Jaśle już teraz wpływają wnioski od przedsiębiorców, którzy mają problemy z płaceniem bieżących składek lub należności z powodu stanu epidemicznego. Do południa 19 marca bieżącego roku złożone zostały 42 wnioski w trybie uproszczonym o odroczenie terminu płatności składek. Zgodnie z nowym zarządzeniem ZUS przedsiębiorcy będą mogli skorzystać z uproszczonego wniosku o odroczenie o 3 miesiące terminu płatności składek oraz zawieszenie lub wydłużenie spłaty należności w układach ratalnych. Będzie to jeden dokument, w którym dodatkowo zawarte będzie oświadczenie, w którym przedsiębiorca wskaże, jak obecna sytuacja wywołana przez koronawirusa wpłynęła na brak możliwości opłacenia przez niego należności. Przedsiębiorcy skarżą się jednak, że wniosek, który należy wypełnić jest niezwykle rozbudowany. Piszą, że należy podać w nim dane takie jak: przychód, koszty, zaliczkę na podatek dochodowy, nakłady na środki trwałe, dochód, majątek firmowy, zobowiązania firmowe, zobowiązania firmowe krótkoterminowe, zobowiązania prywatne z trzech poprzednich lat. Dzisiaj ZUS poinformował, że prowadzi prace nad uproszczeniem formularzy. Jak zapewnia prof. Gertruda Uścińska - prezes ZUS, wniosek zostanie ograniczony do jednej strony.
Obawy przedsiębiorców przed skutkami epidemii koronawirusa jednak nie słabną. Wtórują im politycy ugrupowań opozycyjnych, którzy rządowy projekt oceniają jako dalece niewystarczający. Szczególnie w porównaniu do rozwiązań, jakie zamierzają wdrożyć inne kraje Unii Europejskiej, zmagające się z kryzysem wywołanym epidemią. O przyszłość swoją, swoich firm i pracowników szczególnie obawiają się właściciele mikro i małych przedsiębiorstw. Niejednokrotnie decydują się na wyrażenie swoich obaw za pośrednictwem mediów społecznościowych. Na taki właśnie krok zdecydowała się Katarzyna Schabińska, właścicielka marki „U Schabińskiej”. W jednym z postów w ten sposób opisuje obecną sytuację – „Koronawirus przechodzi przez nasze życie jak tornado, bezkarnie - niszcząc wszystko – i nawet go nie widzimy. Myślę, że większość ludzi siedząca w domu z dziećmi czy pracująca jeszcze zdalnie czy stacjonarnie (ale w zwolnionym tempie) nie zdaje sobie sprawy, że w tym czasie „Tornado już wkroczyło” […] Obecnie jesteśmy właścicielami nie tylko jednej restauracji… tylko 10 różnych powiązanych lokalizacji i inicjatyw. Oczywiście związanych z restauracjami, muzeami, noclegami, turystyką. Wszystko nieczynne – nie wiadomo do kiedy… Ok. Rozumiem… restauracje są zamknięte - dla bezpieczeństwa. Jedzenie na wynos z dowozem … no dobrze - ale nikt nie Dzwoni! Wszyscy ludzie mają porobione zapasy i nie potrzebują gotowych posiłków. Proszę mi wierzyć, że w niedzielę odebrałam tylko 1 telefon ok. godziny 20.00 z zapytaniem czy mamy czynną restaurację – Pani dzwoniła nawet nie z zamówieniem tylko z zapytaniem. Utrzymując kucharzy w gotowości bez zamówień, pogłębiamy tylko swoje problemy” – czytamy w internetowym poście.
W dobie epidemii koronawirusa cierpi nie tylko branża gastronomiczna. Właściciele restauracji, barów mlecznych, czy też lokali Fast Food starają się ratować sytuację oferując możliwość dowozu zamówień oraz odbioru na wynos. W trudnej sytuacji znalazły się także firmy przewozowe oferujące transport osobowy do krajów Europy Zachodniej. Od kilku dni na placu parkingowym stoją wszystkie samochody firmy Lucas Tour. Jej właściciel, Łukasz Dybaś podjął decyzję o czasowym zawieszeniu działalności przede wszystkim przez wzgląd na bezpieczeństwo swoich pracowników i pasażerów. Nie ukrywa jednak, że najbliższe tygodnie, a nawet miesiące będą dla Lucas Tour bardzo trudne. – Zgodnie z obowiązującymi wytycznymi staramy się być odpowiedzialni. W trasę, jeżeli będzie to możliwe, ruszymy ponownie w przyszły weekend. Zaleciłem moim kierowcom, aby przez dwa tygodnie poczynając od minionej soboty pozostali w domach dla bezpieczeństwa własnego i bliskich. Teraz stoimy. Kryzys, który opanował całą Europę spowodował, że kierowcy zaczęli rezygnować z pracy. Faktycznie przez dwa tygodnie nie będziemy zarabiać. W tym czasie ponosić będziemy wydatki. Podatki, składki na ZUS trzeba będzie zapłacić. Do tego dochodzą zobowiązania z tytułu umów leasingowych, w przypadku kilku busów. Przy dużych obrotach, każdy tydzień postoju generuje olbrzymie starty. Odroczone opłaty i składki, o których mówi projekt przedstawiony przez rząd, tak czy inaczej trzeba będzie zapłacić. Wiele zależeć będzie od tego, na jakich warunkach trzeba będzie te zaległości uregulować. Jeżeli dojdzie do ich kumulacji w krótkim czasie, to problemy będą się nawarstwiać – tłumaczy.
W związku z rozszerzającą się epidemią koronawirusa cierpią także przedsiębiorstwa działające w sektorze handlu detalicznego, których nie brakuje na lokalnym rynku. Straty notują sklepy odzieżowe, obuwnicze, a nawet salony jubilerskie. Na drzwiach do wielu z lokali widnieją informacje o ich zamknięciu do odwołania. W czasie pandemii zakup odzieży, butów, czy też innych towarów, niebędących dobrami pierwszej potrzeby schodzi bowiem na drugi plan. Ulice miast, w tym również Jasła świecą pustkami. Tymczasem dla wielu z przedsiębiorców, którzy prowadzą mały biznes samodzielnie bądź też zatrudniają kilku pracowników każdy dzień trwania epidemii rodzi poważne konsekwencje dla sytuacji finansowej firmy. Do kasy nie wpływają zyski ze sprzedaży. Czynsz za wynajem lokalu trzeba jednak zapłacić. Mali przedsiębiorcy martwią się, że bez realnego wsparcia ze strony państwa wkrótce będą musieli zwinąć interes. – Niestety, ale propozycje rządu to nieporozumienie. W przypadku mojej firmy, obawiam się, że pomocy nie otrzymam. To, że odroczona zostanie spłata składek na ZUS nic nie zmieni w perspektywie czasu. Obawiam się, że obciążenia będą kumulować się w kolejnych okresach, co spowoduje nawarstwianie zobowiązań i długi. Nawet, gdybym chciała zawiesić działalność, to nie zrobię tego, bowiem zatrudniam pracownika. Pożyczka, którą proponuje rząd też jest dyskusyjna. Warunkiem jej otrzymania ma być gwarancja utrzymania etatu przez pół roku. Nie wiemy jednak, jak będzie wyglądała sytuacja rynkowa za kilka miesięcy, czy wiele małych firm nie będzie zmuszonych do redukcji etatów. Dostępne mechanizmy powinny pozwalać na ratowanie przedsiębiorstw tu i teraz, a nie wpędzać je w spiralę długów – przekonuje właścicielka jednego z jasielskich salonów jubilerskich.
Pomoc dla firm deklarują niektóre z polskich miast. Za pośrednictwem miejskiego serwisu internetowego o planie pomocy przedsiębiorstwom informuje m.in. Ruda Śląska. Firmy prowadzące w tym mieście działalność gospodarczą, najbardziej dotknięte kryzysem spowodowanym przez pandemię koronawirusa będą mogły skorzystać z projektowanego pakietu ulg i zwolnień. W praktyce pomysł władz miasta polegać ma na wprowadzeniu możliwości odroczenia lub rozłożenia na raty podatku, bądź umorzeniu zaległości podatkowych, a także zwolnieniu z czynszu za wynajem lokali gminnych. Do końca maja w Rudzie Śląskiej wstrzymane zostaną też upomnienia i wezwania do zapłaty oraz egzekucja zaległości za marzec i kwiecień. To tylko jeden z wielu przykładów. Miast, dla których przyszłość lokalnych firm zdaje się mieć duże znaczenie jest znacznie więcej. Wśród nich znajduje się np. Rzeszów. Jak na problem funkcjonowania przedsiębiorstw dotkniętych skutkami epidemii zapatruje się jasielski magistrat? - Wsparcie dla przedsiębiorców będzie niezbędne. Mamy tego pełną świadomość i będziemy szukać rozwiązań. Aktualnie skupiamy się na bezpieczeństwie mieszkańców. Nie ukrywam jednak, że liczymy też na wsparcie ze strony rządu i rozwiązania systemowe. Wierzę, że w tej sytuacji samorządy nie pozostaną bez pomocy – mówi Ryszard Pabian, burmistrz Jasła.
MD

