Pupą w koalicję
Wynik, jaki w niedzielnych wyborach na Podkarpaciu uzyskał kandydat PiSu potwierdza, że w razie konieczności do mobilizacji bardziej zdolni są „kaczyści”.Wszystkie sondaże zwiastujące dobry wynik kandydata z PiSu, ani razu nie dawały tylu procent Pupie. Chociaż przedwyborcze zagrywki chłopców od Kaczyńskiego próbowały sprowadzić do parteru sztab wyborczy ziobrystów, to wynik Solidarnej Polski też nie jest najgorszy.

Problem po niedzielnych wyborach ma tylko jedno stronnictwo, a właściwie koalicja partii, które kilka lat temu szumnie głosiły, że oto idą zmieniać Polskę. Po intensywnej podkarpackiej kampanii, wizytach samych guru partii (nie było tylko Tuska) startujących w dodatkowych wyborach jasne było, że kolejne „małe wybory” będą odbiciem poparcia społecznego dla sejmowych partii. Wszyscy zacierali ręce i wieszczyli swój sukces.
Nawet Solidarna Polska, która najmocniej ze wszystkich angażowała się w podkarpacką kampanię uwierzyła w dobry wynik. Przy okazji politycznych rozgrywek podczas walki o wyborców osamotniona partia Ziobry atakowana była jeszcze przez PiS i mocno jemu przychylną prasę Sakiewicza. Dla obu tych prawicowych partii (o PJN nie ma co pisać, bo wynik był do zapomnienia) wybory w okręgu rzeszowskim pokazały, że na prawicowych wyborców liczyć można. Co ważne, przy okazji wrzucania głosów do urn, okazało się, że porównując sondaże i proporcję osób niezdecydowanych do wyników, to właśnie niezdecydowani dali szansę kandydatowi na prawicy.
Problem jest duży. Tusk i Piechociński szybko nie zasną. O ile ten pierwszy ma łatwiej, bo swoją osobą nie popierał platformerskiego kandydata, o tyle Piechociński osobiście był na Podkarpaciu osobiście podpierając koalicyjnego pretendenta do zwycięstwa. Szef PSL może wybrnąć z porażki jedynie tym, że okręg, w którym kandydat PO-PSLu poniósł porażkę jest bastionem Janka Burego. Ten PSL-owski magnat z Podkarpacia po raz kolejny pokazał, że kilka lat politycznych pierwszych rzędów rozpieściło go do granic. Czy będą zmiany w podkarpackich strukturach, a może i warszawskich?
Wszystko zależy od tego, czy sprawa Pupa przysiądzie mocno na nosie ludziom trzymającym władzę. Kolejny wynik wyborczy kończący się sukcesem dla prawicy zwiastuje, że przyspieszone wybory, to nie jest dobry pomysł dla rządzącej koalicji. Trwanie w bezruchu pogłębia też tylko i tak fatalne notowania. Co zatem pozostaje Tuskowi i jego podwładnym?
Kapitulacja? Ewakuacja? Praca? Kapitulować nie lubi, co pokazuje trzymając twardą ręką swoją partię. Ewakuować nie ma się gdzie, bo wyższe stanowiska są dla lepszych polityków, nie dla pijarowców. Pracować będzie Tusk? Dobre sobie. Stracił już kilka lat jednowładztwa, więc niewiele miesięcy nie uratuje mu lecących notowań. Jednym słowem Pupa zagrał na nosie koalicji i chociaż to tylko mały atom w całej politycznej strukturze, to zwiastuje być może duży wybuch.
Grzegorz Michalski

