Korzystając z portalu Jaslo4u.pl wyrażasz zgodę na użytkowanie mechanizmu plików cookie. Mechanizm ten ma na celu zapewnienie prawidłowego funkcjonowania portalu Jaslo4u.pl. Korzystając ze strony akceptujesz Politykę Prywatności portalu Jasło4u.pl

Ruszył proces lekarza w sprawie śmierci Joanny Paszyńskiej. Kobieta zmarła osiem dni po wyjściu z jasielskiego szpitala

50

W Sądzie Rejonowy w Jaśle rozpoczął się proces w sprawie śmierci 32-letniej Joanny Paszyńskiej z Jasła, która zmarła osiem dni po wyjściu z jasielskiego szpitala. Kierownik oddziału chirurgii ogólnej i onkologicznej został oskarżony o nieumyślne narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia kobiety.

W Sądzie Rejonowym w Jaśle odbyła się pierwsza rozprawa w sprawie śmierci Joanny Paszyńskiej z Jasła, która w ósmym dniu po wyjściu z jasielskiego szpitala zmarła w domu. Do tragedii doszło 8 grudnia 2017 r. Zarzuty usłyszał kierownik oddziału chirurgii jasielskiego szpitala.

- Oskarżam Szymona N. o to, że 1 grudnia 2017 r. w Jaśle jako lekarz i kierownik Oddziału Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej Szpitala Specjalistycznego w Jaśle mając obowiązek wykonywania zawodu lekarza zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, dostępnymi mu metodami i środkami zapobiegania, rozpoznawania i leczenia chorób zgodnie z zasadami etyki zawodowej oraz z należytą starannością, posiadając informację o zgłaszanych przez Joannę Paszyńską dolegliwościach oraz informacjach o wynikach przeprowadzonych u niej badań wskazujących na wysoki poziom parametrów stanu zapalnego i narastanie ilości płynu w jamie otrzewnej, po przeprowadzonym 23 listopada 2017 r. zabiegu cholecystektomii metodą laparotomii, w sytuacji istniejących wskazań do dalszej jej hospitalizacji celem wdrożenia adekwatnie do pogarszającego się stanu działań diagnostyczno-leczniczych i bardziej wnikliwej obserwacji stanu klinicznego jej zdrowia podjął nieprawidłową decyzję o wypisaniu jej ze szpitala, co uniemożliwiło wdrożenie adekwatnego do sytuacji klinicznej leczenia, przez to naraził ją nieumyślnie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utratę życia – odczytała akt oskarżenia prokurator Jadwiga Jajuga-Lis z Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie.

"Nie przyznaję się do zarzutów"

Lekarz nie przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia. Podkreślał, że sam jest zainteresowany ustaleniem przyczyny śmierci młodej kobiety. Przede wszystkim odniósł się do opinii wydanej przez biegłych sądowych z Bytomia, którą uznał za napisaną pod przyjętą tezę, że śmierć Joanny Paszyńskiej była wynikiem powikłań pooperacyjnych. Oskarżony złożył kolejne wnioski dowodowe w postaci kontropinii wydanych przez innych biegłych. - Wykonana sekcja zwłok przez (...) w Jaśle w obecności prokuratora absolutnie nie wykazała takich ustaleń. Obducent w końcowym raporcie stwierdził, że nie znajduje przyczyny zgonu pacjentki, a do badania histopatologicznego zostały pobrane próbki tkankowe i płyn przejrzysty, wodojasny w ilości około 2 litrów w jamie otrzewnowej. Mam wielki żal do Prokuratury Rejonowej w Jaśle, że sekcja zwłok została wykonana całkowicie poza obowiązującymi dzisiaj standardami przez lekarza nie posiadającego specjalizacji w dziedzinie medycyny sądowej, czy patomorfologii – mówił oskarżony. - Nie zabezpieczono do dalszych badań toksykologicznych popłuczyn żołądkowych, nie pobrano krwi na badania toksykologicznego, nienależycie zabezpieczono i opisano pobrane tkanki podczas sekcji – dodał. Lekarz zwrócił także uwagę, że prokuratura wydała zgodę na wydanie karty zgonu nie zasięgając drugiej opinii w ośrodku medycyny sądowej lub patomorfologii, aby ustalić możliwą przyczynę zgonu kobiety, przez co została mu odebrana najistotniejsza sprawa w procesie obrony o zarzut nieumyślnego narażenia na utratę zdrowia i życia Joanny Paszyńskiej. - Ja byłem głównie zainteresowany jako kierownik oddziału, co właściwie się stało, że doszło do zgonu pacjentki po operacji. Na potwierdzenie tych faktów stwierdzam, że kiedy dowiedziałem się telefonicznie o jej śmierci od jednej z pielęgniarek oddziału, natychmiast zadzwoniłem do lekarza stwierdzającego zgon i poprosiłem, aby absolutnie nie wydawał karty zgonu i powiadomił natychmiast prokuraturę.

Zdaniem lekarza pacjentka czuła się dobrze

Biegli z Bytomia uznali, że przyczyną śmierci pacjentki był wyciek treści żółciowej z dróg żółciowych i w konsekwencji rozwijający się stan zapalny w jamie otrzewnowej. Joanna Paszyńska borykała się z kamicą pęcherzyka żółciowego. Do jasielskiego szpitala została przyjęta 22 listopada 2017 r. Następnego dnia trzech lekarzy uczestniczyło w zabiegu usunięcia pęcherzyka żółciowego, które miało odbyć się laparoskopowo. Jak podkreślał oskarżony, aby uniknąć komplikacji spowodowanej małym, marskim pęcherzykiem żółciowym, a jednocześnie z uwagi na założony u Joanny wcześniej stent, doszło do zamiany techniki na metodę otwartą. Szymon N. nie operował osobiście kobiety, nie było go nawet w tym dniu w pracy. Dodał również, że z raportów pielęgniarsko-lekarskich nie wynikało, aby przebieg po operacji pacjentki był powikłany. Zaznaczył, że nikt z rodziny nie skarżył się na żadne nieprawidłowości ani nie składał skarg. - Dziwi mnie również fakt, że będąc kolegą teścia zmarłej(...), który miał do mnie numer telefonu i do dzisiaj ma (...) nie kontaktował się ze mną, nie zgłaszał jakichkolwiek problemów w przebiegu szpitalnym i poszpitalnym – podkreślał oskarżony. Co więcej, Joanna Paszyńska miała apelować do lekarzy o chęć wyjścia ze szpitala, gdyż zależało jej na powrocie domu, gdzie czekał na nią synek. Miała również zaznaczyć, że ma sprawy do załatwienia i czuje się dobrze. Kierownik oddziału będąc na dyżurze osobiście zbadał panią Joannę i zapoznał się z dokumentacją medyczną. - Zapoznałem się w tym dniu z dokumentacją i stwierdziłem, że jedynie dwa parametry tzw. wskaźnik odczynu CRP jest wysoki i w badaniu USG pojawił się płyn w niewielkiej ilości. Zbadałem wtedy osobiście pacjentkę poza ogólnym badaniem na porannej wizycie lekarskiej, klinicznie była w stanie dobrym i na istotne jakieś dolegliwości absolutnie się nie skarżyła – wyjaśniał kierownik oddziału.

Lekarze postanowili zostawić kobietę jeszcze na jeden dzień, aby sprawdzić, czy spadają wartości zapalne. Tak też się stało. Joanna Paszyńska została wypisana do domu w piątek 1 grudnia. W tym dniu była jeszcze dwukrotnie badana. - Ja ją poinformowałem, że jest niewielka kolekcja płynu w jamie otrzewnowej oraz utrzymują się wysokie parametry zapalne ze znaczną tendencją spadkową – mówił chirurg. Jak podkreślał kierownik oddziału, 32-latka została poinstruowana, że gdyby ją coś niepokoiło ma się bezpośrednio zgłosić do szpitala na konsultacje. Zdaniem Szymona N. Joanna Paszyńska przy wypisie odebrała kartę informacyjną i była zadowolona z powrotu do domu. Lekarze wspólnie uznali, że gromadzący się wodojasny, przejrzysty płyn w jamie otrzewnowej to efekt odczynowego zareagowania trzustki na skutek operacji w nadbrzuszu z cewnikowaniem dróg żółciowych. - Czyli jest to najłagodniejsza postać ostrego zapalenia trzustki, która po kilku dniach samoistnie ustępuje. Jest to znane, co potwierdzają również biegli, możliwe łagodne powikłanie pooperacyjne, nieprowadzące w tym stopniu zaawansowania do jakichkolwiek istotnych następstw w ograniczeniu funkcjonowania innych narządów – wytłumaczył.

"Podjąłbym taką samą decyzję"

Lekarz zastanawia fakt, braku reakcji ze strony rodziny. Skoro mieli wiedzę, że dzieje się z 32-latką coś niepokojącego jego zdaniem powinni natychmiast zareagować i zgłosić się z kobietą do szpitala. - Dziwi mnie fakt, że w dniu śmierci pacjentka ma podane śniadanie do łóżka, konsumuje kanapki i zostaje sama – dodał oskarżony. Stwierdził także, że obecnie podjąłby taką samą decyzję jak wówczas. Pacjentka nie zgłaszała żadnych dolegliwości bólowych, a przy wypisie była zadowolona - Nie mam sobie nic do zarzucenia - skwitował.

Oskarżony pytany przez sąd przyznał, że codziennie badał Joannę Paszyńską, która jak podkreślał nigdy się nie skarżyła na ból czy inne dolegliwości. Niemniej zaznaczył, że po śmierci kobiety do oskarżonego zaczęły docierać informacje, że pacjentka od samego początku zachowywała dziwnie, była zamknięta w sobie, a matka jej przebywała z nią niemal cały czas. Z relacji pielęgniarek wynikało, że mąż siedział, ale mówiły, że patrzył w telefon komórkowy, nie widziały, żeby pomagał czy coś innego robił.

"Czy zrobił pan wszystko, żeby ratować moje dziecko?!"

W trakcie rozprawy strony mogły zadawać pytania. Matka Joanny Paszyńskiej emocjonalnie i ze łzami w oczach pytała lekarza, czy chociaż raz był na grobie córki i zapalił znicza. Czy zrobił pan wszystko, żeby ratować moje dziecko? - Bardzo współczuję, bo sam chcę znać przyczynę zgonu pacjentki. (...) Ja wiem co czuje matka, bo jestem ojcem czwórki dzieci i zrozumienie tego żalu jest w pełni, tylko Pani musi też spojrzeć na to, że przyszliśmy do sądu, aby dociec przyczyny bardzo bolesnej śmierci pani najukochańszej córki. Ja mam postawiony zarzut i chciałbym, aby pani mi zadawała istotne pytania w sprawie. Bólu żałości ja pani nie odwrócę. Pani do mnie nie przyszła z córką, ja jej źle nie zoperowałem, córka nie była źle leczona- jest wiele niedomówień w całej tej sytuacji - odpowiedział lekarz.

Joanna Paszyńska miała uczulenie na antybiotyki

Sąd przesłuchał na pierwszej rozprawie również matkę Joanny Paszyńskiej oraz jej męża. Oboje przedstawili nieco odmienną wersję dotyczącą samopoczucia młodej kobiety i jej stanu zdrowia po zabiegu usunięcia pęcherzyka żółciowego. Przede wszystkim matka 32-latki zwróciła uwagę na fakt, że jej córka przed operacją nie miała wykonanych żadnych badań ani USG. Lekarze opierali się na wcześniej wykonanych badaniach. Nic jej nie wiadomo o jakimkolwiek zapaleniu trzustki, o którym wspominał kierownik oddziału. Miała przypomnieć córce w szpitalu już po zabiegu, że jest alergikiem i ma uczulenie na antybiotyki. - Pytałam, czy lekarz ma wiedzę na ten temat, czy pytał ją o to? Usłyszałam – "nie mamo, nikt mnie o to nie pytał". Byłam zaniepokojona, gdyż po antybiotyku ją wysypywało i mogła dostać wstrząsu anafilaktycznego – tłumaczyła matka Joanny Paszyńskiej. Informację tę miała przekazać jak twierdzi pielęgniarce. Z córką pozostawała w sali niemal każdego dnia do 23.00, chcąc dopilnować córki i pomóc jej, jeśli byłaby taka potrzeba. Zarówno matka, jak i mąż Joanny Paszyńskiej wielokrotnie podkreślał, że żona uskarżała się na silne bóle pleców i czuła się bardzo źle. Była słaba do tego stopnia, że do łazienki matka woziła ją na wózku. Opieka zdaniem rodziny była fatalna. - Córka bała się zostać z pielęgniarkami. Przyszły takie złe do niej jak zadzwoniła. Chciałam zrobić awanturę, bo zaczęłam się denerwować. Asia mówiła mi "nie rób nic, bo ja zostanę i będą mi dokuczały. Mamo pamiętaj, żebyś nigdzie nie szła, bo będę miała jeszcze gorzej".

Z relacji matki wynika, że w dniu wypisu pacjentce wykonano badanie USG. Jak stwierdził świadek, lekarz, który je wykonywał poinformował kobiety o gromadzącym się płynie w miednicy. To zaniepokoiło matkę pani Joanny. Poprosiła więc córkę, aby została jeszcze przez weekend w szpitalu na obserwacji. Do wypisu pacjentki ze szpitala doszło jednak tego samego dnia. - Pomyślałam, sobie, że skoro taką decyzję podjął lekarz z tak długim stażem to chyba wie, co robi. Wszyscy mi mówili, że jestem nadopiekuńcza i za dużo się mieszam, więc nie chciałam już interweniować. Jak córka zmarła to doznałam szoku – mówiła cała roztrzęsiona.

Kobieta zmarła w domu

Joanna Paszyńska zmarła 8 grudnia. Od rana była z nią mama. Kobieta przygotowała córce śniadanie. - Usiadła w fotelu, miała sobie pooglądać telewizję. Zrobiłam jej śniadanie, dałam jej lekarstwo i pobiegłam do pracy – mówiła matka 32-latki. - Córka ani razu nie wspomniała o tym, że potrzebuje skonsultować się z lekarzem. Nic nie wskazywało na to, aby coś złego się stało. Czuła się tak jak zawsze. Pogorszenia stanu zdrowia nie było. Prosiła mnie jeszcze, żeby jej przyniosła mace z kuchni. Miałam przyjść do niej po pracy – dodała. Oskarżony dopytywał kobietę, w jaki sposób Joanna Paszyńska reagowała na alergię. Kobieta przyznała, że na skórze córce pojawiała się wysypka, nie miała duszności. W przebiegu leczenia pooperacyjnego zażywała pyralginę.

Joanna Paszyńska alarmowała lekarzy o bólu – przekonuje mąż kobiety

Sąd przesłuchał także męża Joanny Paszyńskiej, który przyznał, że planowali mieć drugie dziecko, dlatego wspólnie zdecydowali, że 32-latka usunie pęcherzyk żółciowy, który jej doskwierał. Jak zaznaczył, do szpitala poszła pełna nadziei, a po operacji "gasła w oczach". - Pierwszego dnia po zabiegu nie było z nią kontaktu. Była na bardzo mocnych lekach przeciwbólowych. Następnego dnia sytuacja nie ulegała poprawie, coraz gorzej się czuła i jak to określała – coraz więcej organów ją bolało. Pierwszy ból, o którym mówiła lekarzom to był ból lewej strony i podbrzusza. Wtedy mówiono, że "przyszła z trzustką" do szpitala. Ból promieniował jej do prawej części ciała, w okolice wątroby, a następnie do prawego barku – tłumaczył przed sądem. Zaznaczył, że żona skarżyła się na ból przy każdej wizycie lekarza. Niczego jak twierdzi nie zataiła. - W trzeciej dobie po zabiegu moja żona nie była w stanie wstać z łóżka ani pójść do toalety. Został jej założony pampers. Pojawiło się krwawienie z dróg rodnych, prześcieradło było pokrwawione, jakieś żółte wydzieliny. Codziennie wymiotowała do własnego łóżka, bo nikt nie był w stanie do niej podejść – mówił mąż pani Joanny. Dodał również, że było coraz gorzej, przez co lekarze wprowadzali kolejne leki, metody leczenia, czy zlecali badania w trybie pilnym. W dniu, kiedy pacjentka miała zostać wypisana ze szpitala, do 32-latki jak twierdzi mąż kobiety podeszła pielęgniarka, która dała jej radę, żeby nawet udawała ból, gdyż ma wysoki stan zapalny." Ja nie muszę udawać, mnie naprawdę bardzo boli" – odpowiedziała Joasia.

Byli zapewniani, że będzie dobrze i nic się złego nie dzieje?

Rodzina otrzymywała informacje, że wszystko jest dobrze, nic się nie dzieje, płyn w jamie otrzewnowej się wchłonie. Mąż podkreślał, że żona od wyjścia ze szpitala do dnia zgonu odczuwała ból, jej stan się nie poprawiał. Temperaturę ciała miała obniżoną i wynosiła 36,3-36,4 stopni Celsjusza. - Żona nie miała przepisanych żadnych leków przeciwbólowych. Kupiłem jej dopiero w aptece, jak również opatrunki, które jej wymieniałem – zaznaczył. Odniósł się również do alergii żony podkreślając, że żonę znał 12 lat, 6 lat byli małżeństwem i w tym czasie nie zauważył, aby Joanna Paszyńska miała jakiekolwiek duszności oprócz wysypki, która znikała następnego dnia.

Obchodzili dzień Świętego Mikołaja, były odwiedziny znajomych

6 grudnia rodzina zorganizowała 4-letniemu synowi Mikołajki, w czwartek 32-latkę odwiedzili znajomi z pracy, z którymi umawiali się na kulig. - W dniu śmierci nie było żadnych symptomów różniących się od tych po wyjściu ze szpitala. Dalej była osłabiona, apatyczna. Mówiła mi, że czuje, jakby się jej cały czas coś w żołądku przelewało. Przed godziną 9. odwoziłem syna do przedszkola i minąłem się z teściową, bo tak byliśmy umówieni. Pojechałem następnie do pracy. O 11.30 miałem ostatni kontakt SMS z moją żoną. Zapytałem jak się czuje oraz o sprawy prywatne. Napisała mi, że jest ok, że jej się świetnie spało, ale mama wychodziła i ją obudziła. Dodała jeszcze, że ją coś głowa boli, ale od kiedy pamiętam, zawsze miała bóle migrenowe. Gdyby coś się działo to by mnie zaalarmowała, a ja bym reagował – zapewniał.

Kobieta leżała na łóżku jakby spała

- Kilka minut przed godziną 14. zadzwoniła teściowa, że nie może się dodzwonić do Asi i żebym zobaczył w domu co się dzieje. (...) Dokładnie o 14.08 wszedłem do domu rozmawiając przez telefon ze szwagrem. Wchodząc na górę zobaczyłem małżonkę leżącą plecami w stronę drzwi wejściowych na boku w pozycji normalnej. Pod brzuch położyła sobie poduszkę w kształcie wałka. Zaniepokoiło mnie to, że wszedłem głośno a ona nie reagowała. Zobaczyłem ją martwą, miała sine usta i lekko otwarte oczy – opowiadał. Po reanimacji brzuch 32-latce urósł jak balon. Na wizytę kontrolną, na zdjęcie szwów nie zdążyła. Sąd zapytał również o zażywanie leków przeciwbólowych. - Żona wytrzymywała bez tabletek, może raz zażyła wieczorem jedną pastylkę, nie jestem pewien. Poczuła dyskomfort w miejscach ran, a chciała się wyspać. Ani jednej nocy nie przespała w szpitalu. Maksymalnie jedną tabletkę przeciwbólową zażyła – skwitował mąż kobiety. Po kilku godzinach przesłuchań rozprawa została przerwana i wyznaczony został kolejny termin, na którym sąd zamierza przesłuchać kolejnych świadków.

id

Reklama

Komentarze: 50

Dodaj komentarz Widok:
0
@ Matka
dnia 29.11.2025, 20:41 · Zgłoś
Mojego syna też operował ten doktor i wypisał w bardzo złym stanie Syn był jeszcze raz operowany już w innym szpitalu
Odpowiedz
1
@ jkb
dnia 09.03.2022, 13:32 · Zgłoś
Też mam taką samą ocenę .Ordynator O.K.
Odpowiedz
1
@ mateusz
dnia 09.03.2022, 12:52 · Zgłoś
Super oddział i personel,operowałem tarczycę,dziękuję całemu personelowi.
Odpowiedz
0
@ jan
dnia 09.03.2022, 12:21 · Zgłoś
Dużo zdrowia dla Pana Doktora,dzięki Panu żyje moja żona i zawsze to pamiętamy,modlimy się za Pana a 22.03.22 r. w Jaśle w Gorajowicach będzie msza św. z podziękowaniami dla Pana i całego Zespołu Medyczno Pielegniarskiego ,którym Pan kieruje .Szczęść Boże!
Odpowiedz
0
@ Zh
dnia 09.03.2022, 11:16 · Zgłoś
Czy na tego[...] nie ma bata ilu ludzi jeszcze wykończy
Odpowiedz
2
@ elton musl
dnia 04.03.2022, 21:25 · Zgłoś
leczmy sie na internecie
Odpowiedz
5
@ Gdzie sprawiedliwość
dnia 02.03.2022, 22:04 · Zgłoś
Nie jest to pierwsza sprawa tego lekarza i kolejna pewnie wygrana .
Odpowiedz
9
@ biegli sądowi
dnia 02.03.2022, 09:12 · Zgłoś
Do ustalenia rzeczywistego stanu rzeczy, niezbędne jest powołanie kolejnych biegłych sądowych ale ...nazwijmy to z drugiego końca Polski, celem zachowania pełnego obiektywizmu. Obu stronom życzę sprawiedliwego rozstrzygnięcia.
Odpowiedz
8
@ ja
dnia 02.03.2022, 09:01 · Zgłoś
Jakby kto nie znał Niemca. I jeszcze błotem obrzuca rodzinę m.in że nie pomagali w opiece w szpitalu... ehhhh Wystarczyło zasięgnąć opinii lekarzy spoza tego regionalnego układziku i kolesiostwa i proszę ... I myślicie, że starosta jako organ prowadzący coś zrobi?? Dopiero jak go zmuszą.
Odpowiedz
19
@ M
dnia 02.03.2022, 07:43 · Zgłoś
To jest [...], a nie szpital, pracuję w tzw, służbie zdrowia, moja córka miał bardzo silne bóle brzucha, trafiła na SOR do Jasła, do wiadomego lekarza, 2 godziny badań, kroplówka rozkurczająca i do domu, po 2 dniach następny silny atak, znów szpital, lekarz kazał jej wziąć tabletkę i powiedział, aby nie zawracała [...], bo jest [...], dosłownie. Za dwa następny atak, zdążyłam już porobić badania, krew w [...], stan zapalny. Dzwonię do Krosna na SOR prosząc o pomoc dla mojej 21 letniej córki, natychmiast przyjechać usłyszałam. Uzyskałam pomoc, 2 kamienie w przewodzie moczowym, zatrzymanie [...] w lewej nerce, gdyby czekać na tych konowałów w Jaśle, to pewnie też podzieliła by los Asi, bo dostała by sepsy.
Odpowiedz
2
@ Olo
dnia 01.03.2022, 23:28 · Zgłoś
Mogą mu na gwizdać
Odpowiedz
15
@ Dedektyw
dnia 01.03.2022, 21:10 · Zgłoś
Dziwna śmierć ?
Odpowiedz
18
@ m
dnia 01.03.2022, 21:08 · Zgłoś
Można być świetnym specjalistą ale niekoniecznie dobrym człowiekiem.
Odpowiedz
1
@ Byku
dnia 02.03.2022, 09:03 · Zgłoś
Jest ok operowąl mnie i jestem zdrowy
Odpowiedz
12
@ babcia Ela
dnia 01.03.2022, 21:05 · Zgłoś
Rychło w czas rozpoczął się proces - nie można było jeszcze poczekać przynajmniej 5 lat?
Odpowiedz
15
@ Aaaaa
dnia 01.03.2022, 22:44 · Zgłoś
Rychło w czas bo cały czas albo przesuwają rozprawę albo pan doktorek załatwia sobie zwolnienia lekarskie że jest chory.
Odpowiedz
8
@ Ixim
dnia 02.03.2022, 07:29 · Zgłoś
Dojechał do emerytury i teraz ewentualne zawiasy nie maja znaczenia.
Odpowiedz
19
@ [...]
dnia 01.03.2022, 19:51 · Zgłoś
Pan doktor a dokładnie lekarz może i jest świetny specjalista ale nie do końca. Z wysokim CRP nie powinno się nikogo wypisywać po zabiegu. Nie można tłumaczyć że tendencja jest spadkowa ale jest wysoki odczyn zapalny to są bzdury to tak jak by tłumaczyć że rana krwawi ale jednocześnie się goi. Nie można tutaj ostatecznie wiele powiedzieć nie widząc karty wypisu tam powinny być badania przed zabiegiem i po lub przed wypisem. Sprawa wymaga dokładnej analizy.
Odpowiedz
-1
@ Lekarz
dnia 01.03.2022, 19:46 · Zgłoś
Wspaniały lekarz uratował mi życie profesionalista Najlepszy chirurg takiego Jasło jeszcze nie miało pozdrawiam Panie Doktorze i dziękuję za wszystko
Odpowiedz
19
@ EWA
dnia 01.03.2022, 18:57 · Zgłoś
Pan doktor jest świetny...to odległa historia, mojego ojca wypisał na drugi dzień po zabiegu, nie zaglądnął jak wygląda rana, nie zbadał, zabrał kartkę z łózka i po sprawie. Kto ma kontrolę nad tą placówką, którą nazywają [...].
Odpowiedz
8
@ PL
dnia 02.03.2022, 07:27 · Zgłoś
Kiedy starostwo zamierza przynajmniej do czasu zakończenia procesu zawiesić oskarżonego? Kolesiostwo?
Odpowiedz
2
@ [...]
dnia 01.03.2022, 18:25 · Zgłoś
Pan doktor Niemiec to wspaniały specjalista filar jasielkieo szpitala ilu ludzi wyleczył w ciężkich beznadziejnych stanach o których wiem.Chwała Mu za to.Tej pacjentki nie operował.
Odpowiedz
18
@ Łukasz
dnia 01.03.2022, 19:06 · Zgłoś
Przeszedłem ten sam zabieg 10 lat temu. Operatorem był dr Niemiec i nie miałem jakichkolwiek komplikacji po zabiegu; jeżeli chodzi o mnie, to byłem i jestem zadowolony z rezultatu. Opiekę miałem odpowiednią jak na jasielską [...], nikomu nigdzie nie "smarowałem". Słyszałem o panu doktorze zarówno pochlebne opinie, jak i te negatywne i uważam, że błędów nie popełnia jedynie ten, który nic nie robi. Niech ziemia zmarłej lekką będzie, a sąd niech wyda sprawiedliwy wyrok.
Odpowiedz
4
@ Xxx
dnia 01.03.2022, 17:53 · Zgłoś
Jak opłacasz składki,to myślisz , że ci się należy cudotwórca.Wszyscy płacą,
a ludzie umierają i umierać będą.
Odpowiedz
17
@ Zdzichu
dnia 01.03.2022, 17:29 · Zgłoś
[...] sam nie płać składek lepiej na tym wyjdziesz
Odpowiedz
-12
@ Xxx
dnia 01.03.2022, 17:22 · Zgłoś
Jak w jasielskiej [...] wszystko jest możliwe,to po co tam idziesz,[...]
Sam w domu, nie będziesz miał do nikogo pretensji.
Odpowiedz
8
@ Pan
dnia 02.03.2022, 03:33 · Zgłoś
I tak właśnie robię. Polecam każdemu rozsądnemu .
Odpowiedz
-16
@ Sven
dnia 01.03.2022, 14:59 · Zgłoś
W tym kraju beznadzieja zwana dalej Polka zawsze jest bez winy i zawsze jest poszkodowana...
Odpowiedz
11
@ Ala, Bogdan , Adam
dnia 01.03.2022, 14:59 · Zgłoś
Jesteśmy z Tobą !!!
Odpowiedz
5
@ Tadeusz
dnia 01.03.2022, 23:52 · Zgłoś
Czyżby lekarz wykonujący operację, instrumentariuszka i anastezjolog?
Odpowiedz
3
@ Dorota
dnia 01.03.2022, 14:34 · Zgłoś
[komentarz nie na temat]
Odpowiedz
50
@ mrX
dnia 01.03.2022, 14:33 · Zgłoś
W jasielskiej [...] wszystko się mogło zdarzyć. Wielka troską ordynatorów jest przecież zbieranie oświadczeń od krewnych osób zmarłych, że nie maja pretensji do szpitala.
Odpowiedz
50
@ To jaaa
dnia 01.03.2022, 15:40 · Zgłoś
Moja mama miała lekkie niedokrwienie serca ,po zrobieniu kilku badań prawie godzinę czekała na korytarzu aż ktoś się nią zajmie.
Potem została przewieziona do szpitala do Krosna, gdzie po kilku dniach zmarła.Jak oni do każdego tak podchodzą, to nic dziwnego że tyle ludzi umiera.
Odpowiedz
47
@ Klamiesz
dnia 01.03.2022, 13:38 · Zgłoś
Bzdura doktorku, ona była w bardzo złym stanie przez cały czas.
Odpowiedz
-1
@ myśl samodzielnie
dnia 01.03.2022, 13:21 · Zgłoś
[komentarz nie na temat]
Odpowiedz
28
@ Bezstronny
dnia 01.03.2022, 13:15 · Zgłoś
Sądy działają jak zatarte młyny...dojnej zmiany!!!
Odpowiedz
3
@ V
dnia 01.03.2022, 15:51 · Zgłoś
No i po co pajacujesz. Sądy tak działają bo się właśnie opierają reformom.. Tacy jak ty potrafią tylko kłamać. Od kiedy Gersdorf i Tuleya należą do dojnej zmiany. Nie rozróżniasz sądu od prokuratury to wróć się do gimnazjum i doucz.
Odpowiedz
1
@ js
dnia 01.03.2022, 16:05 · Zgłoś
Gersdorf już nie ma od 3 lat a Tuleya jest szeregowym sędzią [...].
Odpowiedz
5
@ do V
dnia 01.03.2022, 16:07 · Zgłoś
A co robiła zreformowana prokuratura skoro sprawa trafiła do sądu po 5 latach?
Odpowiedz
61
@ łodyniec
dnia 01.03.2022, 13:04 · Zgłoś
Tylko 5 lat po wszystkim? Nie za wcześnie, może by tak poczekać jeszcze z 15 ?
Odpowiedz
3
@ [...]
dnia 02.03.2022, 12:29 · Zgłoś
Sam jestem zaskoczony aż tak szybkim tempem tej rozprawy. Pis zreformował sądy i dlatego teraz sprawy są rozpatrywane już po upływie 5 lat. Przewidziany wyrok sądu powinien nastąpić już w 2025 roku
Odpowiedz
0
@ Talk
dnia 09.03.2022, 19:07 · Zgłoś
No pewnie po co się spieszyć ,czym się więcej odciągnie ,lepiej dla oskarzonego
Odpowiedz
37
@ Leo
dnia 01.03.2022, 12:58 · Zgłoś
Rozejdzie się po kościach...
Odpowiedz
29
@ myśl samodzielnie
dnia 01.03.2022, 16:56 · Zgłoś
Dokładnie. Telewizyjne [...] myślą że mamy taką sprawiedliwość jak w serialach telewizyjnych i służba zdrowia działa ja "na wspólnej". Jednak rzeczywistośc jest diametralnie inna.
Odpowiedz
43
@ Ttu
dnia 01.03.2022, 19:35 · Zgłoś
Wczoraj byłem na wizycie w przychodni. Wygląda to tak : "doktor" w jednej sali za biurkiem, ja, pacjent w drugiej sali, za ścianą. Dosłownie, naprawdę tak wyglądała wizyta. Jedno pytanie z jego strony : "co się dzieje?". Wziąłem ze sobą wyniki badań. Nikogo nie interesują.
Żenada. Poza tym, że wywieszka informuje, że przyjmują do 14.35, a pani w rejestracji mówi "nie". Tylko do południa. Czy ktoś nad tym bajzlem ma nadzór?
Odpowiedz
-5
@ Red
dnia 01.03.2022, 20:48 · Zgłoś
Pójdzie siedzieć jak nic..
Odpowiedz
23
@ Od powietrza
dnia 01.03.2022, 21:05 · Zgłoś
Od powietrza, głodu, ognia, wojny i ... szpitali zachowaj nas Panie.
Ogólnie szpitali, bo nie tylko mowa o miejscowym ale o wielu innych typowych, "bezpłatnych", na garnuszku NFOZ i toczonych przez choroby znieczulicy, braku właściwej diagnozy, braku empatii dla pacjentów i ich rodzin, a szumnie głoszących szczytne hasła, czy wskazujących na godnych patronów.
Wiem o czym piszę, bo moją żonę "wyleczono" w ten sam sposób, lecząc na wiele chorób z wyjątkiem właściwej, której lekarze do końca nie poznali.
To się nazywa leczenie "na uda" tj. uda się albo się nie uda. Jak się nie uda , to lekarza to nie boli i za nic nie odpowiada, a pacjent widocznie nie przejawiał woli i ochoty do życia.
Jedyna sprawiedliwość jest taka, że lekarze też chorują, a nawet umierają.
Odpowiedz
10
@ Profilaktyka
dnia 01.03.2022, 21:22 · Zgłoś
Należy ze wszystkich sił dbać samemu o swoje zdrowie, bo jest to za poważna sprawa aby powierzać ją lekarzom - jak widać w opisanym powyżej przypadku.
W medycynie chińskiej lekarz miał płacone od pacjenta, gdy utrzymywał go w zdrowiu- gdy pacjent zachorował lekarz nie miał od niego kasy.
W aktualnym systemie im pacjent bardziej chory, tym więcej zarabiają na nim lekarze, aptekarze i inni "uzdrowiciele".
Jeżeli ma się szczęście do dobrej diagnozy, to i lekarzom uda się wyprowadzić pacjenta inaczej niż nogami do przodu.
Odpowiedz
5
@ L
dnia 02.03.2022, 10:49 · Zgłoś
Sprawa wydaje się bardzo dziwna.Przez cały czas od dnia operacji przez 2 tyg. czuła się bardzo żle tylko nikt o tym nie zgłaszał ani nie alarmował.Był czas w domu na wizyty znajomych,zabawę i wyzytę św.Mikołaja,zdjecia ze znajomymi,ale nikt nie pomyślał o wezwaniu pomocy lekarskiej?.Pozostawienie ciężko chorej osoby samotnie bez opieki w domu,także w dniu jej smierci w obliczu tych faktów to sprawa kryminalna w stosunku do życzliwie opiekujacymi się mężem,matką i wieloma innymi osobami zaangażowanymi w bezposrednia opiekę nad umierającą chorą i tych co odwiedzali i widzieli jak jest ciężko chora.Jest to już sprawa dla Prokuratury,która z Urzędu powinna wszcząć sprawę niezależnie od toczącego się postępowania.Zwracam sie do Jasielskiej Prokuratury o podjęcie działąń!!! w przeciwnym razie sprawa zostanie nagłośniona i przekazana do Prokuratury Krajowej z prośba o podjęcie decyzji o śledztwie!!!.Może to pozwoli wyjasnić całą tragedię .
Odpowiedz
1
@ Ola
dnia 07.03.2022, 11:55 · Zgłoś
nich idzie! to nie jest pierwsze i ostatnie zaniedbanie tego pseudolekarza. tylko niestety, w tym przypadku juz doszło do najgorszego
Odpowiedz
Dodaj komentarz
Piszesz jako:

Jaslo4u.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy. Użytkownik ponosi odpowiedzialność za treść komentarzy zgodnie z Polskim Prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania i redagowania komentarzy niezgodnych z regulaminem.