Spór o drogę do przedszkola. Powiat nie chce dać miastu pieniędzy.
Wkrótce ruszą prace związane z budową drogi dojazdowej do Przedszkola Miejskiego nr 3 w Jaśle. Jednak tej z pozoru zwyczajnej inwestycji towarzyszy szereg kontrowersji. Wszystko przez to, że droga ma dwóch właścicieli - miasto i powiat - którzy nie potrafią w tej sprawie dojść do porozumienia (Dlaczego starostwo wstrzymuje inwestycję?). Temat pojawił się wraz z budową sieci ciepłowniczej do powstających budynków mieszkalnych po drugiej stronie przedszkola. Pod koniec sierpnia chodnik został rozebrany na potrzeby tego zadania, jednak do dziś nie odzyskał stanu pierwotnego. Drogę do przedszkola trzeba pokonywać po usypanym żwirze.




Miasto Jasło na ten cel zabezpieczyło w swoim budżecie 60 tys. zł. 1/3 tej kwoty miał dołożyć powiat. Ale nie dołoży. Przynajmniej na razie. Mimo to, inwestycja zostanie zrealizowana, a miasto będzie czekać na zwrot części kosztów od powiatu.
Radni powiatowi podczas ostatniej sesji mieli podjąć uchwałę o przyznaniu 20 tys. zł na budowę wspomnianej już drogi. W trakcie obrad okazało się jednak, że istnieje droga alternatywna, tuż za Galerią Europa, którą zdaniem radnego Tadeusza Górczyka bez problemu można dojechać o budynku przedszkola. Dlatego też radny wnioskował o zdjęcie tego punktu z porządku obrad. - Złożyłem wniosek o wycofanie projektu, ponieważ informacja przekazana na sesji jest nieprawdziwa. Droga dojazdowa do PM nr 3 istnieje ulicą boczną od ulicy Kadyego na wysokości Muzeum, dalej po drodze wykonanej przez pana Podkulskiego wokół Europy. Na całej długości Przedszkola jest droga wybudowana przez Podkulskiego i notarialnie zagwarantowane prawo przejazdu na rzecz gminy miasta, czyli każdy może tamtędy przejechać – uzasadnia Górczyk.
Nieco inną wersję wydarzeń podaje nam wiceburmistrz Ryszard Pabian. - Jeśli chodzi o powiat, to tam decyzje zmieniały się już kilkakrotnie. Raz postanowiono nam przekazywać ten teren nam na poszerzenie tej drogi, potem się z tego wycofano. Tak wygląda prawda. Jest to wąska droga, poza tym nie ma potrzeby robienia jej na takiej długości, kiedy mamy kilkadziesiąt metrów, żeby przyłączyć się do drogi publicznej – wyjaśnia Pabian.
Zaskoczona taką postawą radnych jest Bogumiła Sojka, dyrektor Przedszkola Miejskiego nr 3. - Stan wiedzy na temat tego co tutaj jest i być powinno oraz bezpiecznych warunków funkcjonowania placówki oświatowej jest żenujący. Jak ta droga może być dojazdem do budynku? Przecież od tej strony stoją fundamenty, które powiat wybudował i nam przekazał. Czy ktoś z radnych widział jak to wygląda? To nie jest droga do budynku, ale do posesji pana Pośpiecha – mówi zdenerwowana pani dyrektor.
Sytuacja przypomina tę sprzed lat, kiedy obydwa samorządy nie mogły dojść do porozumienia w sprawie przekazania własności terenu i budynku. - Walka o budynek i o to, żeby powiat dogadał się z miastem trwała 17 lat. Na etapie uzgodnień, kiedy dzielono te działki była mowa, że tędy (od ulicy Floriańskiej – przyp. red.) zrobi się drogę dojazdową. Powiat się na to zgodził, żądając współwłasności tej drogi i wtedy wszystko było dobrze – wyjaśnia Sojka.
Droga od ulicy Floriańskiej o szerokości 4 metrów będzie służyła nie tylko przedszkolu, ale również szkole. - Droga ma być zrealizowana dotychczasowym dojściem, czyli wąskim paskiem pomiędzy ogrodzeniem IILO a nieruchomością sióstr Michalitek. Nigdy to nie była droga, wątpię czy przeciśnie się tamtędy samochód strażacki. Dzisiaj to kwestia odbudowy nawierzchni, ale powinno to być realizowane w ramach inwestycji, budowy ciepłociągu, skosztorysowane i w ramach kosztorysu ujęte, a nie szukanie dziwnej formuły dotowania przez powiat, drogi miejskiej – twierdzi Górczyk. - To nie jest przesmyk, bo on ma 4 metry szerokości. Czy ktoś oglądał mapę i wie na co się zgodzono przy podziale tej działki? Ktoś nie wie o co chodzi i wypowiada się na temat, o którym nie ma pojęcia – odcina się Bogumiła Sojka.
Górczyk uważa jednak, że droga dojazdowa to problem miasta, nie powiatu. - Jeżeli jest zadanie inwestycyjne i miasto posiada pozwolenie na jakiekolwiek prace na tym terenie, to rozumiem, że miało zgodę starostwa na wejściem w teren. To nie musi oznaczać, ze powiat ma dopłacać do zadań inwestycyjnych miasta. Rozumiem, że miasto tak czy inaczej to zrobi, bez względu na to, czy te pieniądze dostanie od powiatu – dodaje radny.
Wiceburmistrz nie ukrywa zdziwienia taką postawą radnych powiatowych. Zapewnia jednak, że mimo to droga zostanie zrobiona. - Będziemy szukać takich rozwiązań, które dadzą możliwość wykonania tej drogi, bo to jest najistotniejsze. Podejmiemy się sami wykonania tego zadania, a potem będziemy czekać na zwrot pieniędzy ze strony starostwa – obiecuje wiceburmistrz.
Katarzyna Pacwa-Wilk
