Stare wysypisko znów groźne
Stare wysypisko odpadów przemysłowych w Jaśle (tuż nad Wisłoką) znowu zagraża ujęciu wody dla miasta. Jeśli woda w rzece znów się podniesie- zacznie wymywać trujące odpady- w tym metale ciężkie. Mieszkańcy dzielnicy Niegłowice - żądają likwidacji wysypiska. A to może kosztować nawet kilka milionów złotych i jak nie trudno się domyślić - nikt nie pali się do płacenia.

Nurt Wisłoki zniszczył to co zostało zrobione
Zdjęcia z kwietnia 2006 roku. Podczas powodzi rzeka przesunęła swoje koryto o ponad 100 metrów i zaczęła płynąć przez wysypisko odpadów przemysłowych. To co wymywał nurt trafiało kilkaset metrów dalej do ujęcia wody dla miasta. Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie przeznaczył wówczas ponad 100 tysięcy złotych na zabezpieczenie brzegu rzeki - niewiele to jednak dało. Nurt Wisłoki zniszczył teraz wszystko to co zostało zrobione.
Małgorzata Mroczka: „Jeżeli woda będzie przybierała, a na pewno na jesieni takie sytuacje będą miały miejsce, wysypisko śmieci będzie - zostanie nadal odkrywane i będzie zagrażało ujęciu wody które znajduje się około 400 - 500 metrów niżej.”
Zdaniem mieszkańców Niegłowic - zamiast kolejny raz zabezpieczać brzeg rzeki - lepiej zlikwidować wysypisko. Tym bardziej, że zostało ono utworzone na ich działkach nielegalnie kilkadziesiąt lat temu przez miejscową rafinerię.
Ryszard Pabian, wiceburmistrz Jasła: „Jest to rzeczywiście zagrożenie ponieważ znajduje się to powyżej miasta Jasła tutaj na pewno będziemy próbowali interweniować pomagać bo niestety - to miejsce nie jest na terenie Jasła, ale powyżej, jest to teren gminy Jasło.”
Gmina twierdzi, że działki na których znajduje się wysypisko są prywatą własnością, co wyklucza prowadzenie na nich samorządowych inwestycji. Na razie gminni urzędnicy postanowili poprzez sąd poznać właścicieli poszczególnych działek.
Małgorzata Dubiel, sekretarz gminy Jasło: „Jeżeli to już rozstrzygnięcie sądowe zostanie zakończone gmina podejmie działania zgodne z ustawą o ochronie środowiska.”
Ustawa zaś mówi jednoznacznie, że kto ma na swoim terenie odpady, na dodatek niebezpieczne, powinien je usunąć. Właściciele działek są oburzeni, bo - jak twierdzą - kiedy powstawało tu wysypisko nikt ich o zgodę nie pytał. Dlatego nikt nie ma zamiaru płacić teraz za usuwanie niechcianych odpadów. A są to ogromne pieniądze - szacuje się, że rekultywacja tego terenu może kosztować nawet kilka milionów złotych.
Marek Winiarski|TVP Rzeszów
