Świadek wycofał zeznania obciążające Janusza G.
W Sądzie Okręgowym w Krośnie przesłuchano kolejnych świadków w sprawie zabójstwa Haliny G., pielęgniarki z Jasła. Wśród składających zeznania było dwóch współwięźniów oskarżonego Janusza G., byłego męża kobiety, z którym siedzieli w jednej celi aresztu śledczego w Sanoku. Jeden z nich wycofał zeznania podkreślając, że był pod naciskiem policjantów, drugi zasłaniał się niepamięcią.

Podczas poniedziałkowej rozprawy w sprawie zabójstwa Haliny G. z Jasła sąd przesłuchał trzech istotnych świadków, którzy mogliby pomóc w wyjaśnieniu tej tajemniczej sprawy. Jak wiadomo, ciała kobiety i narzędzia zbrodni do chwili obecnej nie odnaleziono, mimo to prokuratura na podstawie zebranego materiału dowodowego postanowiła oskarżyć Janusza G. o zabicie swojej byłej żony Haliny. Na sali rozpraw stawili się 26-letni Sebastian S. i 30-letni Paweł K. – byli współwięźniowie Janusza G., z którym przebywali przez pewien czas w jednej celi.

Zeznania Pawła K., złożone końcem października 2014 r. w areszcie śledczym w obecności policjantów obciążały oskarżonego Janusza G. – Przez ten czas, kiedy byliśmy na jednej celi oraz na spacerniaku ( oskarżony Janusz G. – przyp. red.) powiedział mi, że zabił swoją żonę , a ciało poćwiartował i zakopał. Nie powiedział, gdzie je ukrył. Pamiętam, że kiedyś Janusz G. powiedział, że znaleźli krew w samochodzie, ale to dlatego, że źle umył samochód. Podczas jednej wypowiedzi powiedział, że jak ciało przysypie się wapnem to zeżre całe ciało i nic nie zostanie. Akuratnie tego nie mówił o Halinie, ale tak mi się wydawało w trakcie wypowiedzi. Przypominam sobie, jak G. podkreślał, że żona chce mu zabrać majątek i cytuję „za sku……a nic jej nie dam”. Widział, że na celi jest kamera i rozmowy są nagrywane. Większość tych wypowiedzi padała na spacerniaku – mówił Paweł K. podczas przesłuchania w 2014 r.
Świadek jednak wycofał w całości wszystkie zeznania podkreślając, że nic nie wie na ten temat i w rzeczywistości nic nie słyszał. – Ja tego nie pisałem i nie mówiłem. Podpisy na protokole są moimi, ale zeznawałem pod naciskiem policji. Policjantów było trzech i wszyscy wywierali na mnie presję. Treści w protokole były wymyślone przez policjanta – powiedział na poniedziałkowej rozprawie Paweł K.
Przed sądem zeznawał drugi świadek Sebastian S., który w 2014 r. również przebywał w jednej celi z Januszem. G. Pytany o relacje i rozmowy z oskarżonym nie umiał sobie przypomnieć sytuacji z tamtego okresu. Zasłaniał się niepamięcią podkreślając, że cierpi na boreliozę. – Nie wiem, czy wiedziałem za co siedzi. Nie przypominam sobie, żeby mówił jaki ma postawiony zarzut - mówił na sali rozpraw.
Jego zeznania okazały się być odmienne do tych, które złożył 16 października 2014 r. Sebastian S. mówił wówczas w ten sposób - Od samego początku, kiedy Janusz G. został osadzony w celi on przebywał razem ze mną. Nie jest zbyt lubiany i raczej nikt z nim nie rozmawia. Wiem, z jakiego powodu Janusz G. przebywa w areszcie. Mówił kiedyś, że nie dostanie dożywocia, ale najwyżej 8 lat, bo to było w afekcie. Odsiedzi może 4 lata i stanie na wokandę i wyjdzie. Janusz G. powiedział cytuję „ boję się spotkania z Rutkowskim, ponieważ on wstrzyknie mi serum i wtedy on powie prawdę i przyzna się do tego”. Mówił, że żona zabrała mu dom a teraz chciała zabrać połowę firmy. Znęcała się nad nim przez całe życie. Janusz G. nigdy nie przyznał się do zabójstwa żony, ale z kontekstu jego wypowiedzi oraz komentarzy wynika, że on to zrobił. Nie mówił nic jak to zrobił oraz gdzie może być ciało.
Sebastian S. nie potwierdził, czy złożone niemal 4 lata temu zeznania są prawdziwe i czy rzeczywiście tak było.
Kolejnym kluczowym świadkiem w tej sprawie był przechodzień, który 5 sierpnia 2014 r. wracając ze sklepu przy ul. Floriańskiej w Jaśle około godz. 22.15 widział białego forda transita, który jechał na niskim biegu zjeżdżając z górki. Samochód zatrzymał się na placu przy zakładzie gazowniczym. Sposób jazdy kierowcy zwrócił uwagę mężczyzny. Jak określił, wyglądało to tak, jakby ktoś się uczył jeździć. Po chwili ruszył i wjechał w głąb złomowiska. - Nie wiem, ile osób było w pojeździe, na pewno był tam kierowca. Nie widziałem tego człowieka i nie jestem go w stanie opisać. Ford transit zatrzymał się na wjeździe skupu złomu metali kolorowych. Po około 5-10 sekundach samochód wjechał na teren posesji. Kiedy doszedłem do złomowiska zauważyłem ruszającego, wchodzącego do jednego z pomieszczeń po prawej stronie mężczyznę. Wiem, że jest właścicielem tej posesji. Mężczyzna ten poruszał się nienaturalnie, nerwowo w bardzo dużym pośpiechu. Pojazd stał zaparkowany na końcu, w głębi posesji. – zeznał podczas przesłuchania na policji, kilka dni po zaginięciu Haliny G.
Świadek wracał ze sklepu pieszo szybkim tempem. Szczególnie zdziwiło go jak szybko Janusz G. musiał przemieścić się z miejsca zaparkowanego pojazdu do początku bramy. – Nie widziałem, aby po wjechaniu na plac samochód się zatrzymał, jak również nie słyszałem trzaśnięcia zamykanych drzwi pojazdu. Zdziwiło mnie jakim tempem musiał wjechać na ten plac i jak szybko musiał się przemieścić od samochodu pod te drzwi ( do pomieszczenia jednego z magazynów- przyp. red.) – zeznał 22.08 2014 r.
Kolejne przesłuchania odbędą się w maju br.
id

