Ten zakład miał przestać istnieć. Dziś zatrudnia pracowników
Punkt Napraw i Rewizji Wagonów Towarowych w Jaśle znów zatrudnia pracowników. PKP Cargo S.A. widzi w jasielskim zakładzie duży potencjał. Od niedawna realizuje naprawy wagonów na poziomie P4 i P5. O perspektywach rozwoju sekcji rozmawiano wczoraj podczas konferencji zorganizowanej w jej siedzibie.

Sekcji Utrzymania i Naprawy Taboru w Jaśle jeszcze w 2014 r. groziła likwidacja. W podobnej sytuacji znalazły się również zakłady w Stróżach, Tarnowie, Nowym Sączu. Spółka, będąca największym w Polsce i drugim w Unii Europejskiej operatorem kolejowych przewozów towarowych przeprowadzając restrukturyzację dążyła do centralizacji działań w obrębie Śląska. Część załogi jasielskiego zakładu otrzymała możliwość skorzystania z programu tzw. „dobrowolnych odejść”. Pracownicy mogli również przejść na emeryturę. Pozostali, aby zachować pracę prawdopodobnie musieliby szukać jej nawet w Katowicach. Z jasielskiej sekcji odeszły w tym czasie 34 osoby, 60 z kolei pozostało na jednomiesięcznym nieświadczeniu pracy, które następnie wydłużono do końca 2015 r. Efektem wygaszania jasielskiego zakładu było drastyczne zmniejszenie możliwości wykonawczych punktu napraw nawet o ponad 70%.
W obronie zakładu interweniował wówczas poseł PiS - Bogdan Rzońca. Rozpoczęła się walka związkowców o zatrzymanie faktycznej jego likwidacji. Między innymi dzięki ich determinacji funkcjonuje on dzisiaj niemal pełną parą. Z ulgą mogli odetchnąć przede wszystkim pracownicy, którym trzy lata temu w oczy zajrzało widmo utraty zatrudnienia. Z początkiem 2016 r. rozpoczęto proces stopniowego przywracania możliwości produkcyjnej w punktach Zakładu Południowego PKP Cargo S.A., w tym w sekcji jasielskiej.
- Te zakłady miały nie istnieć. Nie były one nikomu potrzebne. Takie były czasy, że Cargo było likwidowane. Kiedy wróciłem do zarządu po dziewięciu latach, był to obraz nędzy i rozpaczy. Trzeba to sobie powiedzieć jasno. Zamiast 800 milionów w kasie zastałem 1 miliard, ale długu. Problemem były nie tylko zakłady w Jaśle, lecz również w Stróżach, Tarnowie, Dębicy, Nowym Sączu. Wszystkie miały być przeznaczone do likwidacji. Ze względu na bardzo duże potrzeby taborowe przywróciliśmy ich działanie. Znów zatrudniani są ludzie. Nie jest to jeszcze liczba ponad stu osób, które kiedyś tutaj pracowały. Z każdym dniem będzie ich jednak coraz więcej. Będą kolejne inwestycje. – mówi Maciej Libiszewski, prezes Zarządu PKO Cargo S.A.
Maciej Libiszewski
O tym, że władze spółki zamierzają sukcesywnie stawiać na rozwój jasielskiej sekcji świadczy fakt, że od niedawna zakład może realizować naprawy średnie P4 oraz główne P5. Tylko w tym roku jasielski zakład w ramach napraw bieżących opuściło prawie pięć tysięcy wagonów.
- Dziś prezentujemy dwa wagony, które wyjechały z jasielskiego zakładu w ramach naprawy głównej. Zamierzamy takich napraw realizować znacznie więcej. Ich ilość zależy od doposażenia sekcji oraz poziomu zatrudnienia. W ostatnim czasie zatrudniliśmy dwanaście osób. Pracowników tych pozyskaliśmy dzięki naborowi z Urzędu Pracy. Załogę stale wzmacniamy. Obecnie pracuje tutaj blisko sto osób. – mówi Adam Banaszak, dyrektor Zakładu Południowego PKP Cargo S.A. W lipcu podczas konferencji prasowej zorganizowanej w siedzibie Starostwa Powiatowego w Jaśle zapewniał, iż docelowo jasielski zakład ma zatrudniać nawet 150 pracowników.
Adam Banaszak
Spółka planuje również uruchomić w ramach jasielskiej sekcji malarnię, co pozwoli na kompleksowe wykonywanie najbardziej złożonych napraw. Wartość inwestycji można szacować na kilka milionów złotych. Podobne inwestycje spółka planuje realizować również w innych sekcjach, które wchodzą w skład Zakładu Południowego PKP Cargo S.A.
Konsekwencją rozszerzania zakresu wykonywanych napraw będzie stałe zwiększanie zatrudnienia, co ma istotne znaczenie dla lokalnego rynku pracy oraz pracowników, którzy będą mogli po przerwie wznowić zatrudnienie. Wciąż jednak brakuje wykwalifikowanej kadry, przede wszystkim spawaczy oraz specjalistów w zakresie badań technicznych wagonów i ich elementów. - Czas robi swoje. Każdy znajduje sobie jakieś nowe zajęcie. Część ludzi odeszła na emeryturę. Część pracowników, którzy objęci zostali Programem Dobrowolnych Odejść próbujemy ściągnąć na powrót. Nie jest to proste, bo powrót obwarowany jest szeregiem kwestii natury prawnej. Sądzę, że pierwsze efekty naszych działań w tym zakresie widoczne będą już w styczniu przyszłego roku. – przekonuje Adam Banaszak.

Zadowolenia z faktu, iż Punkt Napraw i Rewizji Wagonów Towarowych w Jaśle może znów działać tak, jak miało to miejsce przed wydarzeniami z przełomu 2014 i 2015 roku nie kryją sami pracownicy i związkowcy NSZZ „Solidarność”. Dla nich gwarancja pracy oznacza możliwość zapewnienia sobie i rodzinom bytu. – Półtora roku trwało, aby zakład mógł wrócić do minionego poziomu. Wywożono różne urządzenia w inne miejsca. Zwalniano pracowników. Można powiedzieć, że był to sabotaż gospodarczy. To, co dzieje się tutaj od ponad roku to duża radość dla tego terenu, gdzie rzadko powstają nowe zakłady. Pracownicy są zadowoleni. Jeżeli ktoś pracował w terenie a dziś może wrócić do Jasła, lub był na urlopie bezpłatnym może być zadowolony. – mówi Józef Wilk, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Nowym Sączu.

Józefowi Wilkowi wtóruje wiceprzewodniczący związku, Marek Gorgosz. - W 2014 r. wydajność zakładu była bardzo duża. W 2015 r. roku przyjechała dyrekcja z Katowic, informując, że pracownicy albo zdecydują się na dobrowolne odejścia, albo nieświadczenie pracy. W Jaśle pracowało wówczas ponad sto osób. Aby ratować zakład między innymi ja ze świętej pamięci Janem Radzikiem jeździliśmy do Krakowa, Warszawy, pisaliśmy pisma. O sprawie dowiedział się poseł Bogdan Rzońca i nas uratował.– wyjaśnia.
MD

