Trudne początki w Anglii
66
Początki w Anglii...

Bardzo ciężkie, bo to zupełnie inny kraj, inne środowisko, inni ludzie. Trzeba było wszystko zaczynać od początku. Ułatwieniem dużym było to, że moja mama była w Anglii i mi bardzo dużo pomogła. Na starcie nie musiałam się martwić o mieszkanie, o jedzenie, o to kto mnie odbierze z lotniska - to jest dużo, nie wszyscy tak mają. W moim pierwszym zetknięciu z tym krajem najbardziej zaskakująca dla mnie była ta mieszanka narodowościowa: są tam wszyscy - biali, czarni, żółci. Nic tam nikogo nie dziwi - kiedy ulicą idzie człowiek w różowym irokezie z twarzą całą poprzebijaną kolczykami, to nikt nawet na chwilę na takiego człowieka nie spojrzy. Pełna swoboda a z drugiej strony pełna akceptacja dla wszelkiej inności.
Zderzenia z innością
Pamiętam pierwsze dni mojego pobytu w Manchesterze. Poszłam na zakupy do ogromnej galerii, w której zresztą teraz pracuję. W dużym sklepie chodziłam zamyślona między regałami, nagle zza rogu wyłoniła się jakaś koszmarna postać - wielka, cała czarna, tylko przez wąską szparkę w materiale osłaniającym twarz widać było czarne oczy. Prawie we mnie weszła. Myślałam, że dostanę zawału, nie wiedziałam co to za zjawisko. A była to normalna muzułmanka, młoda dziewczyna, która tak jak ja przyszła do galerii na zakupy. Osoba, która pochodzi z małego miasta, na początku ciągle dziwi się tej inności i różnorodności, którą spotyka na każdym kroku w innym kraju.
Polacy w Anglii
Teraz nie mam już zbyt wielu kontaktów z Polakami. Pracuję z samymi obcokrajowcami, do sklepu, w którym pracuję też w większości przychodzą klienci innych narodowości. Czasem przez cały dzień nie zamienię z nikim jednego słowa po polsku. Piętro niżej pracują dwie Polki w sklepie ze słodyczami to czasem gdzieś w przelocie zamienimy kilka słów.
Dziwne stereotypy
Jadąc do Anglii słyszałam o jakimś mitycznym zmywaku, że Polacy pracują lub szukają pracy na zmywaku. Do dziś nie zetknęłam się z żadnym zmywakiem (śmiech). Moim pierwszym miejscem pracy był magazyn dużej angielskiej firmy handlowej, gdzie pracowało sporo Polaków, głównie studentów. Teraz pracuję, jak już wspomniałam, w galerii. Ani ja ani nikt z moich znajomych nigdy nie zetknął się ze zmywakiem. Myślałam też, że wszystkie Polki tam sprzątają a wąsaci faceci pracują jako budowlańcy. Nic bardziej mylnego. Poznałam Polaków młodych, wykształconych. Pracujących niekiedy na wysokich stanowiskach. Myślę, że awans w Anglii jest łatwiejszy. Chociaż jest też tak, że młodzi Polacy pracują znacznie poniżej swoich kwalifikacji. Mam kolegę, chłopak jest po studiach normalnych i podyplomowych i zasuwa gdzieś na magazynie. Z drugiej strony mam kolegę Sławka, który skończył informatykę w Rzeszowie, pracuje na stanowisku menagerskim na Salford Quays, to taka dzielnica luksusowych biurowców. Inny mój kolega pracuje jako menager w Tesco w Londynie. Ma świetną pracę, mieszkanie w dobrej dzielnicy, po Londynie woził mnie swoim nowym czerwonym kabrioletem. Taki poziom życia dla bardzo młodego człowieka w Polsce jest praktycznie nieosiągalny.
Droga do kariery
Ostatnio spotkałam w samolocie Sławka, tego informatyka po rzeszowskiej uczelni. Opowiadał mi, że niedawno w jego firmie poszukiwano sekretarki - Sławek był odpowiedzialny za tę rekrutację. Zgłosiło się kilka osób w tym dziewczyna z Tarnowa. Sławek mówił, że bardzo ładna, świetnie władająca kilkoma językami. Na wejściu zrobiła świetne wrażenie. Poległa na dwóch pierwszych pytaniach; czy potrafiłaby zorganizować konferencję biznesową i czy zabukowałaby dla uczestników bilety lotnicze przez internet. Dziewczyna szczerze wyznała, że byłby to dla niej problem i w tym momencie nikt już nie miał więcej pytań - odpadła. Sławek mówił mi: Asia, pamiętaj, wiara w siebie i pewność siebie to podstawa. Na to głównie patrzą pracodawcy, przynajmniej w Anglii, bo w Polsce to chyba na nic nie patrzą bo tu atrakcyjnej pracy dla młodych ludzi po prostu nie ma.
Jedzie młody Polak na wyspy...
Nasłuchałam się mnóstwa historii jak to inni zaczynali na wyspach. Ja to miałam ułatwione zadanie, bo bardzo dużo pomogła mi mama, której w tym miejscu chciałabym bardzo podziękować, ale większość ludzi nie ma takiego szczęścia. Dwa lata temu poznałam studentów z Lublina. Wesoła ekipa - 4 znajomych z jednej uczelni wymyśliło sobie, że jadą do Manchesteru. Nie mieli załatwione nic, ani pracy ani mieszkania. Wzięli trochę kasy i przylecieli. Pierwszą noc spędzili na dworcu. Dziewczyny spały, chłopaki pilnowali bagaży. Nazajutrz, lekko wymięci poszli do Cafe Nero i przy kawiarnianym stoliku szukali ogłoszeń o pracy i mieszkaniach. Nagle podchodzi do ich stolika facet o ciemnej karnacji i pyta czy nie szukają przypadkiem mieszkania, bo tak się składa, że on właśnie ma do wynajęcia. Studenci ochoczo się zgodzili i już po chwili cała czwórka wylądowała u ciemnoskórego w samochodzie. Dopiero kiedy auto ruszyło zdali sobie sprawę z ryzyka, jakim obarczona jest cała ta sytuacja. Obcy facet wiezie ich nie wiadomo gdzie, oni mają bagaże, kasę, dokumenty. Paweł - jeden z chłopaków - schował całą kasę do skarpet (śmiech) na wypadek, że jak zostanie ograbiony to chociaż te skarpetki z pieniędzmi ocali. Ale na szczęście nie była to żadna ściema, facet faktycznie miał pokoje do wynajęcia, jeszcze pomógł im znaleźć pracę i pamiętam, że do Polski wracali bardzo zadowoleni. Paweł kupił sobie za zarobione pieniądze najnowszy model laptopa.
Z I LO w Jaśle na studia do Anglii

Warto stawiać sobie poprzeczkę wysoko i warto studiować za granicą, także na wyspach. U mnie pomysł, żeby studiować w Anglii pojawił się dość przypadkowo. Zawsze chciałam studiować w Krakowie, większość znajomych z mojego rocznika (matura w roku ubiegłym) wylądowała właśnie w Krakowie. Zaraz po maturze poleciałam do Manchesteru i tam poznałam kilka osób, Polaków, którzy tam studiują i bardzo sobie chwalą ten wybór. Pod wpływem ich rad, po spędzeniu mnóstwa godzin przy komputerze, gdzie szukałam szczegółowych informacji o systemie kształcenia w Anglii podjęłam decyzję, że chcę tam studiować. Co mogłabym radzić osobom, które jak ja - skończyły liceum w Jaśle i chcą studiować na wyspach? Potrzebna jest przede wszystkim dobra znajomość angielskiego - to podstawa. Decyzję trzeba podjąć wcześniej niż w Polsce. Np. jeśli chcemy studiować medycynę na Cambridge to musimy aplikować aż rok wcześniej. Ja studiuję na Manchester Metropolitan University. Na mojej uczelni i na innych, które znam, terminy składania aplikacji dla obcokrajowców mijają 15 stycznia. Stąd właśnie wynikło moje opóźnienie w rozpoczęciu studiów. Kiedy rok temu po maturze przyleciałam do Anglii było już za późno na aplikowanie. Dlatego studia zaczynam w tym roku. Na studia aplikuje się tylko przez internet, nie ma innej drogi. Zresztą w Anglii prawie wszystko załatwia się przez internet, sprawy bankowe, urzędowe, płacenie rachunków itd.
Najpierw należy się zdecydować jaki kierunek chcemy studiować. Potem na stronie www.ucas.com rejestrujemy się i wypełniamy poszczególne sekcje tzn. piszemy jaką szkołę ukończyliśmy w Polsce, ile procent uzyskaliśmy na maturze. W UK co prawda nie ma na maturze procentów, ale oni sobie nasze procenty przeliczają na swoją punktację. Piszemy jakie przedmioty zdawaliśmy i dochodzimy do sedna sprawy tzn. do tzw. personal statement.
Jest to rodzaj listu motywacyjnego, który musimy napisać sami. Lepiej nie ściągać gotowców z internetu bo są programy, które wyłapują plagiat. Piszemy dlaczego chcemy studiować właśnie ten kierunek, dlaczego uważamy, że właśnie nas warto wybrać spośród grona wielu aplikujących osób. Limit tego tekstu to 47 linijek tekstu. Kolejna sprawa do której w UK przywiązuje się ogromną wagę to referencje. Każdy pracodawca pyta o referencje z poprzedniego miejsca pracy. Podobnie, gdy staramy się dostać na studia. Ja dostałam bardzo dobre referencje od mojej nauczycielki z college\'u, do którego od ub. roku uczęszczam. Potem się to wszystko wysyła, uiszcza się też opłatę w wysokości 17 funtów i czeka na odpowiedź. Zwykle trwa to ok. 3 m-ce i jeżeli nasza aplikacja zostanie rozpatrzona pozytywnie, wtedy dostajemy oficjalne zaproszenie z uniwerystetu na interview. W tym punkcie możemy być już prawie pewni, że mamy miejsce na wymarzonym kierunku, ale bardzo ważną kwestią jest rozmowa kwalifikacyjna. Wówczas musimy już tylko udowodnić, że jesteśmy właśnie tą właściwą osobą. Jest to również swojego rodzaju test językowy, ale także prezentacja własnej osoby. Ja idąc na interview byłam bardzo zdenerwowana. Jak się później okazało, niepotrzebnie. Profesor, który przeprowadzał ze mną rozmowę bardzo ciepło mnie przyjął. Powiedział, że jest tutaj po to, aby pomóc mi w podjęciu tak ważnej dla mnie decyzji i zapewnił, że nie ma powodu do stresu. Rozmowa trwała ponad 2 godz. i chodziło nie tylko o przetestowanie mojej znajomości języka angielskiego, lecz także o to, jaką jestem osobą i na ile jestem zmotywowana. W Polsce podczas rekrutacji jesteśmy niestety tylko numerem PESEL i procentem z matury.
Szkoła w Jaśle, a szkoła w Anglii
Różnice są kolosalne. Przede wszystkim w podejściu nauczycieli do uczniów. Te różnice dostrzegłam zarówno w college\'u jak i na uniwersytecie. I chcę podkreślić, że to nie tylko moja opinia ale także wielu moich znajomych. W Anglii to jest tak: nauczyciel to przewodnik, kumpel. W piątek po zajęciach z całą grupą idzie na piwo do pubu, najlepiej się wtedy rozmawia, poznajemy się bliżej. Kiedy po tym piwie i luźnej rozmowie z nauczycielem masz go w szkole o coś zapytać, to się go nie boisz, nie masz żadnych barier, oporów. Przede wszystkim nie boisz się, że jak popełnisz jakiś błąd to nauczyciel cię przy całej grupie wyśmieje. Nie musisz siedzieć cicho na lekcji, tak jak to jest w Polsce. Tam masz się odzywać, zabierać głos, dobrze jest widziane gdy nie zgadzasz się z nauczycielem. To oznacza, że masz własne zdanie i potrafisz go bronić. Kiedy w Anglii mówię do nauczyciela, że mam na jakiś temat inne niż on zdanie, a jestem osobą o dość zdecydowanych poglądach, to wtedy słyszę, że choć moja opinia jest odmienna to nauczyciel ją szanuje. W Polsce słyszałam, że nie mam racji. Wyrażania swoich poglądów nauczyła mnie nie polska a angielska szkoła. W liceum raczej siedziałam cicho, żeby nauczyciel nie pomyślał, że jestem jakaś arogancka bo mu się sprzeciwiam. W jasielskim systemie edukacji, jak ktoś ma własne, odmienne zdanie i jeszcze głośno je wypowiada, to przez niektórych nauczycieli jest bardzo źle odbierany. Ale nie wszystko jest tak ponure. Mogę powiedzieć, że
Jestem szczęściarą
...bo spotkałam na swojej edukacyjnej drodze panią Ewelinę Nowak, moją nauczycielkę języka francuskiego z liceum. Ona jest zafascynowana kulturą Francji, tym językiem i tą fascynacją udało się jej mnie zarazić. Po ukończeniu I klasy LO byłam 3 tygodnie we Francji. Zachwycił mnie ten kraj, postanowiłam na poważnie uczyć się tego języka. W moim roczniku mało osób zdawało na maturze język francuski. Pani Ewelina poświęciła bezinteresownie mnóstwo czasu i energii, żeby nas dobrze do matury przygotować. Znakomicie nas motywowała, zawsze nas chwaliła i mówiła o nas tylko dobrze. To wyjątkowy człowiek i wyjątkowy nauczyciel, taki z powołaniem i z pasją. Dzięki niej znam ten język i dostałam się na studia w Anglii z językiem francuskim tzw. French & Teaching English as a Foreign Language. Jestem tu gdzie jestem w dużym stopniu dzięki jej pracy. Dziękuję pani Ewelino.
Przyszłość
Jeśli uda mi się skończyć studia będę miała m.in. uprawnienia do nauki języka angielskiego po francusku. Na III roku studiów mam obowiązkowy wyjazd do Francji lub innego kraju francuskojęzycznego gdzie będę jako przedstawiciel British Council uczyła francuskie dzieci języka angielskiego. Brytyjski rząd pokrywa koszty mojego życia, mieszkania oraz płaci mi pensję w euro.
Wolny czas




Jest go ciągle mało, zwłaszcza jak się pracuje i studiuje. Trzeba sporo godzin poświęcić na naukę w domu. Na uczelni za to nie ma dużo godzin, na moim kierunku jest to 14 godzin tygodniowo, ale są kierunki, gdzie jest ich jeszcze mniej. Atrakcji w takim mieście jak Manchester jest mnóstwo - ja np. polubiłam kręgle. Pierwszy raz zetknęłam się z tym właśnie w UK. Są tam ogromne kręgielnie i jest to bardzo popularny sport. Moją pasją od zawsze jest taniec. Jestem zakochana w tańcu. Swoje pierwsze kroki stawiałam u pana Berkowicza w Jaśle. W Anglii szukałam jakiejś kontynuacji. Jest tam mnóstwo szkół tańca. Ja, trochę przypadkiem, trafiłam na street dance i hip hop. To coś zupełnie odmiennego od tańca towarzyskiego, który wcześniej trenowałam. Ale polubiłam ten nowy taniec, to dla mnie odskocznia od pracy, nauki. No i zaczęłam tańczyć salsę. Co piątek w takim klubie Copacabana tańczymy sobie z grupą przyjaciół w tych rytmach.
Zakupy
Lubiłam do czasu, aż zaczęłam pracować w galerii (śmiech). Teraz robię je w poniedziałek rano, kiedy praktycznie w sklepach jest pusto. Co jest istotne - w Anglii ciuchy nie są tak horrendalnie drogie jak w Polsce. Tam jeśli mam ochotę kupić sobie sukienkę, buty, 5 bluzek i spodnie to po prostu idę i kupuję. Wychodzę z 3 wielkimi reklamówkami ciuchów i naprawdę nie kosztuje to dużo. Nie rujnuje to mojego budżetu. Tam dla porównania za 1 funta mogę sobie kupić ładną bluzkę. Co można kupić w Polsce za 5 zł?
Tęsknota za Jasłem
Staram się dość często latać do Polski ze względu na rodzinę, którą mam tutaj, ze względu na przyjaciół no i sentyment, który mam do rodzinnego miasta. Jak się jest w Anglii to się tęskni za Polską - za klimatem, za jedzeniem, za polskimi ziemniakami i masłem potrafię nawet tęsknić (śmiech). Pierwsze co zrobiłam jak przyjechałam to zjadłam bułkę z masłem i byłam zachwycona. W Anglii jem owoce morza, poznałam wszystkie kuchnie świata, ale dla mnie nic nie przebije polskiej bułki z masłem. Przyjeżdżam do Polski średnio co 3 miesiące. Bilety rezerwowane odpowiednio wcześniej nie są jeszcze tak drogie.
Kiedy przyjeżdżam z Manchesteru do Jasła to widzę, że to nasze miasto jest takie ciche, spokojne. Jest tu fajnie przyjechać po to żeby odpocząć psychicznie. Ale myślę, że gdybym miała tu zostać dłużej to pewnie zaczęłoby mnie to męczyć. Tu się nic nie dzieje, jest tak szaro, smutno. Tam wychodzę na ulicę, nieważne jaki to jest dzień - jest kolorowo, wesoło, mnóstwo ludzi, atrakcji. Nie można oczywiście porównywać 5 milionowego Manchesteru do 30-parotysięcznego Jasła ale jednak wydaje mi się, że tu ludzie są smutniejsi. Może to powoduje ta sytuacja, ten kryzys. Ale w Anglii też jest kryzys a ludzie inaczej do tego podchodzą. W weekendy panie po 50-tce i starsze przebierają się za króliczki i idą na dyskotekę. Czy w Jaśle byłoby to możliwe?
U Jezusa na Wielkanoc
Za jednotygodniową pensję mogę polecieć na tygodniowy wypoczynek do Turcji do 3 gwiazdkowego hotelu. Nie tylko ja - każdy, kto tam pracuje. Ja jestem tylko biedną studentką z dalekiego kraju. Mam też przyjaciół z całego świata. Teraz podczas świąt byłam na Ibiza Party. Organizował je mój kolega Jezus. To nie głupi żart, on tak ma na imię, jest z Hiszpanii. Z kolei w pracy zaprzyjaźniłam się z Chinką, świetna dziewczyna, ma na imię Heng. Jest jeszcze Gigi z Budapesztu, Jenny z Malezji, Niccoletta z Włoch i Shruti z Indii. Każda z nas jest inna, Jenny jest buddystką, Heng wyznaje taoizm. Kiedyś byłam z Heng na zakupach i ona kupowała prezent dla swojego chłopaka. Kiedy poprosiła sprzedawczynie, żeby to była koniecznie rzecz Made In China to ta miała dość zdziwioną minę. Heng mi wyjaśniła, że chińskie rzeczy są najlepszej jakości. Przez grzeczność nie zaprzeczyłam (śmiech).
Życie w innym kraju to trudne wyzwanie, bywa ciężko ale coś za coś. Jeżeli ktoś wie, czego w życiu chce, nie boi się ryzyka - to polecam taką drogę. Nie jest łatwo, ale daje mnóstwo satysfakcji.
altha

Bardzo ciężkie, bo to zupełnie inny kraj, inne środowisko, inni ludzie. Trzeba było wszystko zaczynać od początku. Ułatwieniem dużym było to, że moja mama była w Anglii i mi bardzo dużo pomogła. Na starcie nie musiałam się martwić o mieszkanie, o jedzenie, o to kto mnie odbierze z lotniska - to jest dużo, nie wszyscy tak mają. W moim pierwszym zetknięciu z tym krajem najbardziej zaskakująca dla mnie była ta mieszanka narodowościowa: są tam wszyscy - biali, czarni, żółci. Nic tam nikogo nie dziwi - kiedy ulicą idzie człowiek w różowym irokezie z twarzą całą poprzebijaną kolczykami, to nikt nawet na chwilę na takiego człowieka nie spojrzy. Pełna swoboda a z drugiej strony pełna akceptacja dla wszelkiej inności.
Zderzenia z innością
Pamiętam pierwsze dni mojego pobytu w Manchesterze. Poszłam na zakupy do ogromnej galerii, w której zresztą teraz pracuję. W dużym sklepie chodziłam zamyślona między regałami, nagle zza rogu wyłoniła się jakaś koszmarna postać - wielka, cała czarna, tylko przez wąską szparkę w materiale osłaniającym twarz widać było czarne oczy. Prawie we mnie weszła. Myślałam, że dostanę zawału, nie wiedziałam co to za zjawisko. A była to normalna muzułmanka, młoda dziewczyna, która tak jak ja przyszła do galerii na zakupy. Osoba, która pochodzi z małego miasta, na początku ciągle dziwi się tej inności i różnorodności, którą spotyka na każdym kroku w innym kraju.
Polacy w Anglii
Teraz nie mam już zbyt wielu kontaktów z Polakami. Pracuję z samymi obcokrajowcami, do sklepu, w którym pracuję też w większości przychodzą klienci innych narodowości. Czasem przez cały dzień nie zamienię z nikim jednego słowa po polsku. Piętro niżej pracują dwie Polki w sklepie ze słodyczami to czasem gdzieś w przelocie zamienimy kilka słów.
Dziwne stereotypy
Jadąc do Anglii słyszałam o jakimś mitycznym zmywaku, że Polacy pracują lub szukają pracy na zmywaku. Do dziś nie zetknęłam się z żadnym zmywakiem (śmiech). Moim pierwszym miejscem pracy był magazyn dużej angielskiej firmy handlowej, gdzie pracowało sporo Polaków, głównie studentów. Teraz pracuję, jak już wspomniałam, w galerii. Ani ja ani nikt z moich znajomych nigdy nie zetknął się ze zmywakiem. Myślałam też, że wszystkie Polki tam sprzątają a wąsaci faceci pracują jako budowlańcy. Nic bardziej mylnego. Poznałam Polaków młodych, wykształconych. Pracujących niekiedy na wysokich stanowiskach. Myślę, że awans w Anglii jest łatwiejszy. Chociaż jest też tak, że młodzi Polacy pracują znacznie poniżej swoich kwalifikacji. Mam kolegę, chłopak jest po studiach normalnych i podyplomowych i zasuwa gdzieś na magazynie. Z drugiej strony mam kolegę Sławka, który skończył informatykę w Rzeszowie, pracuje na stanowisku menagerskim na Salford Quays, to taka dzielnica luksusowych biurowców. Inny mój kolega pracuje jako menager w Tesco w Londynie. Ma świetną pracę, mieszkanie w dobrej dzielnicy, po Londynie woził mnie swoim nowym czerwonym kabrioletem. Taki poziom życia dla bardzo młodego człowieka w Polsce jest praktycznie nieosiągalny.
Droga do kariery
Ostatnio spotkałam w samolocie Sławka, tego informatyka po rzeszowskiej uczelni. Opowiadał mi, że niedawno w jego firmie poszukiwano sekretarki - Sławek był odpowiedzialny za tę rekrutację. Zgłosiło się kilka osób w tym dziewczyna z Tarnowa. Sławek mówił, że bardzo ładna, świetnie władająca kilkoma językami. Na wejściu zrobiła świetne wrażenie. Poległa na dwóch pierwszych pytaniach; czy potrafiłaby zorganizować konferencję biznesową i czy zabukowałaby dla uczestników bilety lotnicze przez internet. Dziewczyna szczerze wyznała, że byłby to dla niej problem i w tym momencie nikt już nie miał więcej pytań - odpadła. Sławek mówił mi: Asia, pamiętaj, wiara w siebie i pewność siebie to podstawa. Na to głównie patrzą pracodawcy, przynajmniej w Anglii, bo w Polsce to chyba na nic nie patrzą bo tu atrakcyjnej pracy dla młodych ludzi po prostu nie ma.
Jedzie młody Polak na wyspy...
Nasłuchałam się mnóstwa historii jak to inni zaczynali na wyspach. Ja to miałam ułatwione zadanie, bo bardzo dużo pomogła mi mama, której w tym miejscu chciałabym bardzo podziękować, ale większość ludzi nie ma takiego szczęścia. Dwa lata temu poznałam studentów z Lublina. Wesoła ekipa - 4 znajomych z jednej uczelni wymyśliło sobie, że jadą do Manchesteru. Nie mieli załatwione nic, ani pracy ani mieszkania. Wzięli trochę kasy i przylecieli. Pierwszą noc spędzili na dworcu. Dziewczyny spały, chłopaki pilnowali bagaży. Nazajutrz, lekko wymięci poszli do Cafe Nero i przy kawiarnianym stoliku szukali ogłoszeń o pracy i mieszkaniach. Nagle podchodzi do ich stolika facet o ciemnej karnacji i pyta czy nie szukają przypadkiem mieszkania, bo tak się składa, że on właśnie ma do wynajęcia. Studenci ochoczo się zgodzili i już po chwili cała czwórka wylądowała u ciemnoskórego w samochodzie. Dopiero kiedy auto ruszyło zdali sobie sprawę z ryzyka, jakim obarczona jest cała ta sytuacja. Obcy facet wiezie ich nie wiadomo gdzie, oni mają bagaże, kasę, dokumenty. Paweł - jeden z chłopaków - schował całą kasę do skarpet (śmiech) na wypadek, że jak zostanie ograbiony to chociaż te skarpetki z pieniędzmi ocali. Ale na szczęście nie była to żadna ściema, facet faktycznie miał pokoje do wynajęcia, jeszcze pomógł im znaleźć pracę i pamiętam, że do Polski wracali bardzo zadowoleni. Paweł kupił sobie za zarobione pieniądze najnowszy model laptopa.
Z I LO w Jaśle na studia do Anglii

Warto stawiać sobie poprzeczkę wysoko i warto studiować za granicą, także na wyspach. U mnie pomysł, żeby studiować w Anglii pojawił się dość przypadkowo. Zawsze chciałam studiować w Krakowie, większość znajomych z mojego rocznika (matura w roku ubiegłym) wylądowała właśnie w Krakowie. Zaraz po maturze poleciałam do Manchesteru i tam poznałam kilka osób, Polaków, którzy tam studiują i bardzo sobie chwalą ten wybór. Pod wpływem ich rad, po spędzeniu mnóstwa godzin przy komputerze, gdzie szukałam szczegółowych informacji o systemie kształcenia w Anglii podjęłam decyzję, że chcę tam studiować. Co mogłabym radzić osobom, które jak ja - skończyły liceum w Jaśle i chcą studiować na wyspach? Potrzebna jest przede wszystkim dobra znajomość angielskiego - to podstawa. Decyzję trzeba podjąć wcześniej niż w Polsce. Np. jeśli chcemy studiować medycynę na Cambridge to musimy aplikować aż rok wcześniej. Ja studiuję na Manchester Metropolitan University. Na mojej uczelni i na innych, które znam, terminy składania aplikacji dla obcokrajowców mijają 15 stycznia. Stąd właśnie wynikło moje opóźnienie w rozpoczęciu studiów. Kiedy rok temu po maturze przyleciałam do Anglii było już za późno na aplikowanie. Dlatego studia zaczynam w tym roku. Na studia aplikuje się tylko przez internet, nie ma innej drogi. Zresztą w Anglii prawie wszystko załatwia się przez internet, sprawy bankowe, urzędowe, płacenie rachunków itd.
Najpierw należy się zdecydować jaki kierunek chcemy studiować. Potem na stronie www.ucas.com rejestrujemy się i wypełniamy poszczególne sekcje tzn. piszemy jaką szkołę ukończyliśmy w Polsce, ile procent uzyskaliśmy na maturze. W UK co prawda nie ma na maturze procentów, ale oni sobie nasze procenty przeliczają na swoją punktację. Piszemy jakie przedmioty zdawaliśmy i dochodzimy do sedna sprawy tzn. do tzw. personal statement.
Jest to rodzaj listu motywacyjnego, który musimy napisać sami. Lepiej nie ściągać gotowców z internetu bo są programy, które wyłapują plagiat. Piszemy dlaczego chcemy studiować właśnie ten kierunek, dlaczego uważamy, że właśnie nas warto wybrać spośród grona wielu aplikujących osób. Limit tego tekstu to 47 linijek tekstu. Kolejna sprawa do której w UK przywiązuje się ogromną wagę to referencje. Każdy pracodawca pyta o referencje z poprzedniego miejsca pracy. Podobnie, gdy staramy się dostać na studia. Ja dostałam bardzo dobre referencje od mojej nauczycielki z college\'u, do którego od ub. roku uczęszczam. Potem się to wszystko wysyła, uiszcza się też opłatę w wysokości 17 funtów i czeka na odpowiedź. Zwykle trwa to ok. 3 m-ce i jeżeli nasza aplikacja zostanie rozpatrzona pozytywnie, wtedy dostajemy oficjalne zaproszenie z uniwerystetu na interview. W tym punkcie możemy być już prawie pewni, że mamy miejsce na wymarzonym kierunku, ale bardzo ważną kwestią jest rozmowa kwalifikacyjna. Wówczas musimy już tylko udowodnić, że jesteśmy właśnie tą właściwą osobą. Jest to również swojego rodzaju test językowy, ale także prezentacja własnej osoby. Ja idąc na interview byłam bardzo zdenerwowana. Jak się później okazało, niepotrzebnie. Profesor, który przeprowadzał ze mną rozmowę bardzo ciepło mnie przyjął. Powiedział, że jest tutaj po to, aby pomóc mi w podjęciu tak ważnej dla mnie decyzji i zapewnił, że nie ma powodu do stresu. Rozmowa trwała ponad 2 godz. i chodziło nie tylko o przetestowanie mojej znajomości języka angielskiego, lecz także o to, jaką jestem osobą i na ile jestem zmotywowana. W Polsce podczas rekrutacji jesteśmy niestety tylko numerem PESEL i procentem z matury.
Szkoła w Jaśle, a szkoła w Anglii
Różnice są kolosalne. Przede wszystkim w podejściu nauczycieli do uczniów. Te różnice dostrzegłam zarówno w college\'u jak i na uniwersytecie. I chcę podkreślić, że to nie tylko moja opinia ale także wielu moich znajomych. W Anglii to jest tak: nauczyciel to przewodnik, kumpel. W piątek po zajęciach z całą grupą idzie na piwo do pubu, najlepiej się wtedy rozmawia, poznajemy się bliżej. Kiedy po tym piwie i luźnej rozmowie z nauczycielem masz go w szkole o coś zapytać, to się go nie boisz, nie masz żadnych barier, oporów. Przede wszystkim nie boisz się, że jak popełnisz jakiś błąd to nauczyciel cię przy całej grupie wyśmieje. Nie musisz siedzieć cicho na lekcji, tak jak to jest w Polsce. Tam masz się odzywać, zabierać głos, dobrze jest widziane gdy nie zgadzasz się z nauczycielem. To oznacza, że masz własne zdanie i potrafisz go bronić. Kiedy w Anglii mówię do nauczyciela, że mam na jakiś temat inne niż on zdanie, a jestem osobą o dość zdecydowanych poglądach, to wtedy słyszę, że choć moja opinia jest odmienna to nauczyciel ją szanuje. W Polsce słyszałam, że nie mam racji. Wyrażania swoich poglądów nauczyła mnie nie polska a angielska szkoła. W liceum raczej siedziałam cicho, żeby nauczyciel nie pomyślał, że jestem jakaś arogancka bo mu się sprzeciwiam. W jasielskim systemie edukacji, jak ktoś ma własne, odmienne zdanie i jeszcze głośno je wypowiada, to przez niektórych nauczycieli jest bardzo źle odbierany. Ale nie wszystko jest tak ponure. Mogę powiedzieć, że
Jestem szczęściarą
...bo spotkałam na swojej edukacyjnej drodze panią Ewelinę Nowak, moją nauczycielkę języka francuskiego z liceum. Ona jest zafascynowana kulturą Francji, tym językiem i tą fascynacją udało się jej mnie zarazić. Po ukończeniu I klasy LO byłam 3 tygodnie we Francji. Zachwycił mnie ten kraj, postanowiłam na poważnie uczyć się tego języka. W moim roczniku mało osób zdawało na maturze język francuski. Pani Ewelina poświęciła bezinteresownie mnóstwo czasu i energii, żeby nas dobrze do matury przygotować. Znakomicie nas motywowała, zawsze nas chwaliła i mówiła o nas tylko dobrze. To wyjątkowy człowiek i wyjątkowy nauczyciel, taki z powołaniem i z pasją. Dzięki niej znam ten język i dostałam się na studia w Anglii z językiem francuskim tzw. French & Teaching English as a Foreign Language. Jestem tu gdzie jestem w dużym stopniu dzięki jej pracy. Dziękuję pani Ewelino.
Przyszłość
Jeśli uda mi się skończyć studia będę miała m.in. uprawnienia do nauki języka angielskiego po francusku. Na III roku studiów mam obowiązkowy wyjazd do Francji lub innego kraju francuskojęzycznego gdzie będę jako przedstawiciel British Council uczyła francuskie dzieci języka angielskiego. Brytyjski rząd pokrywa koszty mojego życia, mieszkania oraz płaci mi pensję w euro.
Wolny czas




Zakupy
Lubiłam do czasu, aż zaczęłam pracować w galerii (śmiech). Teraz robię je w poniedziałek rano, kiedy praktycznie w sklepach jest pusto. Co jest istotne - w Anglii ciuchy nie są tak horrendalnie drogie jak w Polsce. Tam jeśli mam ochotę kupić sobie sukienkę, buty, 5 bluzek i spodnie to po prostu idę i kupuję. Wychodzę z 3 wielkimi reklamówkami ciuchów i naprawdę nie kosztuje to dużo. Nie rujnuje to mojego budżetu. Tam dla porównania za 1 funta mogę sobie kupić ładną bluzkę. Co można kupić w Polsce za 5 zł?
Tęsknota za Jasłem
Staram się dość często latać do Polski ze względu na rodzinę, którą mam tutaj, ze względu na przyjaciół no i sentyment, który mam do rodzinnego miasta. Jak się jest w Anglii to się tęskni za Polską - za klimatem, za jedzeniem, za polskimi ziemniakami i masłem potrafię nawet tęsknić (śmiech). Pierwsze co zrobiłam jak przyjechałam to zjadłam bułkę z masłem i byłam zachwycona. W Anglii jem owoce morza, poznałam wszystkie kuchnie świata, ale dla mnie nic nie przebije polskiej bułki z masłem. Przyjeżdżam do Polski średnio co 3 miesiące. Bilety rezerwowane odpowiednio wcześniej nie są jeszcze tak drogie.
Kiedy przyjeżdżam z Manchesteru do Jasła to widzę, że to nasze miasto jest takie ciche, spokojne. Jest tu fajnie przyjechać po to żeby odpocząć psychicznie. Ale myślę, że gdybym miała tu zostać dłużej to pewnie zaczęłoby mnie to męczyć. Tu się nic nie dzieje, jest tak szaro, smutno. Tam wychodzę na ulicę, nieważne jaki to jest dzień - jest kolorowo, wesoło, mnóstwo ludzi, atrakcji. Nie można oczywiście porównywać 5 milionowego Manchesteru do 30-parotysięcznego Jasła ale jednak wydaje mi się, że tu ludzie są smutniejsi. Może to powoduje ta sytuacja, ten kryzys. Ale w Anglii też jest kryzys a ludzie inaczej do tego podchodzą. W weekendy panie po 50-tce i starsze przebierają się za króliczki i idą na dyskotekę. Czy w Jaśle byłoby to możliwe?
U Jezusa na Wielkanoc
Za jednotygodniową pensję mogę polecieć na tygodniowy wypoczynek do Turcji do 3 gwiazdkowego hotelu. Nie tylko ja - każdy, kto tam pracuje. Ja jestem tylko biedną studentką z dalekiego kraju. Mam też przyjaciół z całego świata. Teraz podczas świąt byłam na Ibiza Party. Organizował je mój kolega Jezus. To nie głupi żart, on tak ma na imię, jest z Hiszpanii. Z kolei w pracy zaprzyjaźniłam się z Chinką, świetna dziewczyna, ma na imię Heng. Jest jeszcze Gigi z Budapesztu, Jenny z Malezji, Niccoletta z Włoch i Shruti z Indii. Każda z nas jest inna, Jenny jest buddystką, Heng wyznaje taoizm. Kiedyś byłam z Heng na zakupach i ona kupowała prezent dla swojego chłopaka. Kiedy poprosiła sprzedawczynie, żeby to była koniecznie rzecz Made In China to ta miała dość zdziwioną minę. Heng mi wyjaśniła, że chińskie rzeczy są najlepszej jakości. Przez grzeczność nie zaprzeczyłam (śmiech).
Życie w innym kraju to trudne wyzwanie, bywa ciężko ale coś za coś. Jeżeli ktoś wie, czego w życiu chce, nie boi się ryzyka - to polecam taką drogę. Nie jest łatwo, ale daje mnóstwo satysfakcji.
altha
