Uwięzieni przez psa
27
Dzisiaj ok. godz. 15.00 w jednym z domów przy ul. Kraszewskiego pojawił się pies, prawdopodobnie bokser. Przyszedł za psem właścicieli i został pod drzwiami mieszkania Bożeny Penar. Gość okazał się co prawda niekłopotliwy, ale uparty. Żadna siła ludzka nie była w stanie odsunąć go od drzwi, a nikt z domowników nie chciał drażnić psa, bojąc się jego reakcji.

Jedyną osobą, którą bokser zaakceptował był Robert Wietecha, brat pani Bożeny. Nakarmił go, po czym pies pozwolił mu wejść do mieszkania siostry, jednak sama właścicielka bała się zaryzykować. Wspólnie z bratem interweniowali u wszystkich możliwych służb w Jaśle. I tak po telefonie do straży miejskiej zostali odesłani do straży pożarnej. Tam z kolei zostali poinformowani, że trzeba zadzwonić na policję, a policja odesłała ich z powrotem do straży miejskiej. Pies sprawiał wrażenie sympatycznego czworonoga, raczej niegroźnego i zadbanego. - Widać, że to starszy pies, bo ma siwy pyszczek - mówi Robert Wietecha.
Pani Bożena zastanawia się, jak to możliwe, że zwykły pies potrafił wprawić w zakłopotanie służby miejskie. Po interwencjach na miejscu pojawiała się straż miejska. Za trzecim razem mundurowi przywieźli dobrą wiadomość - w ciągu najbliższej godziny przyjadą wyspecjalizowane służby i zabiorą psa. I rzeczywiście tak się stało. Jednak nie udało nam się już ustalić, gdzie trafił pies.
Prezentujemy zdjęcie psa. Być może dzięki temu znajdzie się jego właściciel.
(kp)

Jedyną osobą, którą bokser zaakceptował był Robert Wietecha, brat pani Bożeny. Nakarmił go, po czym pies pozwolił mu wejść do mieszkania siostry, jednak sama właścicielka bała się zaryzykować. Wspólnie z bratem interweniowali u wszystkich możliwych służb w Jaśle. I tak po telefonie do straży miejskiej zostali odesłani do straży pożarnej. Tam z kolei zostali poinformowani, że trzeba zadzwonić na policję, a policja odesłała ich z powrotem do straży miejskiej. Pies sprawiał wrażenie sympatycznego czworonoga, raczej niegroźnego i zadbanego. - Widać, że to starszy pies, bo ma siwy pyszczek - mówi Robert Wietecha.
Pani Bożena zastanawia się, jak to możliwe, że zwykły pies potrafił wprawić w zakłopotanie służby miejskie. Po interwencjach na miejscu pojawiała się straż miejska. Za trzecim razem mundurowi przywieźli dobrą wiadomość - w ciągu najbliższej godziny przyjadą wyspecjalizowane służby i zabiorą psa. I rzeczywiście tak się stało. Jednak nie udało nam się już ustalić, gdzie trafił pies.
Prezentujemy zdjęcie psa. Być może dzięki temu znajdzie się jego właściciel.
(kp)

