W godzinę „W” zawyją syreny. Jasło odda hołd bohaterom i ofiarom Powstania Warszawskiego
Dokładnie 78 lat temu wybuchło Powstanie Warszawskie. W całej Polsce w godzinę „W” zawyją syreny alarmowe, aby upamiętnić powstańców, którzy stanęli do nierównej walki z hitlerowskim okupantem oraz ofiary cywilne. Punktualnie o godz. 17. syreny alarmowe zabrzmią również w Jaśle.

Dzień 1 sierpnia 1944 r. zajmuje w zbiorowej pamięci historycznej Polaków miejsce absolutnie szczególne. Powstanie Warszawskie, od wybuchu, którego minęło 78 lat, ma olbrzymi wpływ na kreowanie wspólnej tożsamości historycznej i kulturowej, przede wszystkim młodego pokolenia Polaków. Wystąpienie sił zbrojnego podziemia przeciwko niemieckim oddziałom okupacyjnym, wciąż budzi skrajne oceny. Jest bowiem przykładem, zarówno heroizmu i odwagi ludzi, którzy z bronią w ręku postanowili postawić na szali swoje życie w obronie ojczyzny, jak też tragizmu, który dotknął setki tysięcy mieszkańców stolicy. Postanie Warszawskie po dziś dzień pozostaje symbolem bezkompromisowej walki o wolność i fundamentalne dla każdego patrioty wartości. Faktem jest jednak, że decyzja o wybuchu powstania, dzięki której chciano zapobiec spodziewanemu tworzeniu przez sowietów faktów dokonanych na ziemiach polskich, w rzeczywistości ułatwiła Stalinowi narzucenie zgnębionej Polsce porządków na moskiewską modłę.
Nic więc dziwnego, że w każdą kolejną rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, w całej Polsce, upamiętnia się jego uczestników oraz ofiary cywilne. Punktualnie o godz. 17, w godzinę „W” włączane są syreny alarmowe. Zawyją one dzisiaj również w Jaśle. Emitować będą sygnał ciągły przez jedną minutę.
Rozkaz wybuchu powstania wydał gen. Tadeusz Komorowski ps. „Bór”, Komendant Główny Armii Krajowej. Decyzję o tym, kiedy powstańcy mają przystąpić do czynnej walki z okupantem podjął on dzień wcześniej w godzinach wieczornych. Bezpośrednie dowództwo nad oddziałami Okręgu Warszawskiego AK sprawował płk dypl. Antoni Chruściel ps. „Monter”. Pierwsze strzały w powstaniu padły już przed godz. 14 na Żoliborzu. Do walki stanęło blisko 20 tys. żołnierzy podziemia. W znacznej mierze byli to ludzie bardzo młodzi. Wystarczy wspomnieć, że Wojtuś Zalewski ps. „Orzeł Biały”, którego przykład bardzo często przywołuje się, aby opisać tragizm wydarzeń sprzed niespełna osiemdziesięciu laty, w chwili śmierci miał zaledwie 11 lat. Był najmłodszym żołnierzem grupy szturmowej st. sierż. Jana Kretera ps. „Grześ”. Zginął od kuli niemieckiego snajpera w rejonie ul. Ciepłej z meldunkiem w ręku, który jako kurier dostarczyć swojemu dowódcy. Podobny los spotkał jego rówieśnika – Witolda Modelskiego, który jako najmłodszy powstaniec został odznaczony Krzyżem Walecznych. Obaj uhonorowani zostali orderem Virtutti Militari.
Powstańcy, na ogół słabo uzbrojeni, musieli mierzyć się z silnym garnizonem niemieckim liczącym około 20 tys. żołnierzy. Walki trwały do 3 października 1944 r. Na mocy zawartego dzień wcześniej układu kapitulacyjnego, w stolicy miały pozostać wyznaczone przez dowództwo AK oddziały, których zadaniem było zapewnienie porządku oraz jednostki sanitarne dla opieki i ewakuacji rannych. W kolejnych dniach Niemcy wysiedlali ludność cywilną Warszawy, której los został przesądzony 9 października. Tego dnia Reichsfuhrer SS Heinrich Himmler wydał rozkaz przeprowadzenia „totalnego zniszczenia” miasta. Wykonanie makabrycznego zadania miało spocząć na barkach gen. SS Ericha von dema Bacha, głównodowodzącego siłami niemieckimi wydzielonymi do zduszenia powstanie. Dwa dni później został on jednak skierowany do Budapesztu. Zagładą miasta zajął się Obergruppenfuhrer SS Otton Geibl.
Hitlerowcy rozpoczęli systematyczną grabież miasta. Szacuje się, że w ciągu nieco ponad trzech miesięcy, Niemcy mogli wywieźć z Warszawy nawet 50 tys. wagonów kolejowych i kilka tysięcy ciężarówek, wypełnionych zrabowanymi dobrami. Stalica została niemal zrównana z ziemią. Całkowicie zniszczono 11 tysięcy budynków. Miasto zamieniono w gruzowisko. Upiorny obraz Warszawy znajdziemy między innymi we wspomnieniach Joe Heydeckera, żołnierza Wehrmachtu i fotografa. Pisał on 20 listopada 1944 r.: „Groby są wszędzie. Po bokach ulic, gdzie kiedyś były chodniki, wznoszą się pagórki, pagórek przy pagórku. Są ich setki, setki, setki. W niektóre mogiły wetknięta deska, kawałek listwy, na niej trudne już do odczytania nazwiska, nazwiska mężczyzn, nazwiska kobiet. Tu i ówdzie zbite gwoździami albo związane na krzyż dwie listewki. Większość grobów jest bezimienna. Tylko ziemia, potłuczona kamienna płyta, gruz. To są ulice Warszawy”.
Historycy szacują, że w czasie powstanie zginęło od 150 do 200 tys. ludzi, z czego ok. 16 tys. było żołnierzami podziemia.
MD

