W "Pektowinie" będzie strajk?
18
31 stycznia br. z Zakładu Przemysłu Owocowo-Warzywnego "Pektowin" odeszło 26 pracowników. Na tym jednak redukcja zatrudnienia w zakładzie się nie kończy, gdyż w ciągu najbliższych tygodni z pracą pożegna się jeszcze kilkudziesięciu członków załogi. - Jesteśmy sfrustrowani sposobem traktowania nas przez zarząd spółki, dlatego też przygotowujemy się do strajku - mówi Edmund Gondek, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność"."Pektowin" to jeden z największych pracodawców w Jaśle. Niestety, w ciągu ostatnich miesięcy zakład dotknął kryzys. Zeszłoroczny nieurodzaj na jabłka, mocna złotówka i konkurencja z Chin - to podstawowe powody redukcji zatrudnienia w firmie.
70 osób na bruk
Kierownicy poszczególnych działów zakładu wytypowali te osoby, które w pierwszej kolejności trzeba zwolnić.
- 28 lutego z zakładu odejdą kolejne 22 osoby, a 31 marca z pracą pożegna się jeszcze około 20 pracowników. Największą grupą, którą dotknęły zwolnienia, są członkowie załogi z wydziału produkcji preparatów enzymatycznych, który został zlikwidowany - informuje Edmund Gondek.
- Wypowiedzenia otrzymali także pracownicy wydziału utrzymania ruchu, transportu, owocowo-warzywnego oraz ci, którzy przebywali na chorobowym i wrócili do pracy. Są też takie osoby, które widząc dramatyczną sytuację, w jakiej znalazł się zakład, same poprosiły o wpisanie ich na listę zwolnień.
Sprzątaczki przeniesiono do firmy zewnętrznej
Gondek mówi, że usługi w zakresie sprzątania zostały przekazane firmie zewnętrznej.
Sprzątaczki z zakładu za porozumieniem stron przeszły do firmy MUSI. Tej grupie zawodowej dano szansę, ale pracownikom zlikwidowanego wydziału produkcji preparatów enzymatycznych już nie.
Pracownicy są szykanowani?
W zakładzie atmosfera jest przygnębiająca. Pracownicy podlegający szczególnej ochronie, czyli działacze związkowi, są zastraszani i przenoszeni na inne stanowiska pracy nawet pomimo tego, że nie wszyscy posiadają wystarczające kwalifikacje - mówi Gondek. - Sprawa dotyczy dwóch pracowników zakładu; jeden zgodził się na to, ale drugi skierował pozew do Sądu Pracy.
Wioletta Zuzak|Super Nowości

