Wierzę w moich chłopców o biało czarnych sercach
Jacek Klisiewicz powrócił do Jasła po trzyletniej nieobecności. W nadchodzącym sezonie poprowadzi seniorską drużynę Czarnych Jasło w rozgrywkach IV ligi.
O swoich planach oraz ambicjach przed zbliżającą się wielkimi krokami rundą jesienną opowiedział w rozmowie z naszą redakcją.

Jak długo zastanawiał się Pan nad propozycją objęcia posady trenera seniorskiej drużyny Czarnych Jasło?
Trwało to bardzo krótko. Będąc daleko od domu propozycja całkowicie mnie zaskoczyła. Nie spodziewałem się jej. Nie zastanawiałem się zbyt długo dlatego, że trzy lata temu pracując z tymi chłopakami oraz częścią zarządu bardzo dobrze nam się współpracowało na każdej płaszczyźnie, choć sytuacja klubu była wówczas trudna. Mimo przeciwności udało nam się jednak stworzyć bardzo fajną drużynę z zawodników, którzy zostali po spadku z trzeciej ligi. Szybko dograliśmy się. Pomogły nam w tym wszystkim wyniki. Nie było tak źle, biorąc pod uwagę fakt, że niewielu dawało nam szanse. Zakończyliśmy rundę na szóstym bądź siódmym miejscu. Moja przygoda z prowadzeniem seniorów trzy lata temu skończyła się zbyt szybko. Tak czasami bywa w tym zawodzie.
Czy za powrotem do Jasła, po części stoi sentyment do graczy, którzy kilka lat temu znaleźli się pod Pana skrzydłami?
Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie. To kolejny powód dla którego zdecydowałem się powrócić do Jasła. W tej chwili spotykamy się znów po trzech latach. Obecna drużyna w dużej części oparta jest na chłopakach, z którymi pracowałem trzy lata temu wprowadzając ich do ekipy seniorskiej. Relacje, które utrzymywaliśmy pomimo mojej kilkuletniej nieobecności są cały czas żywe. Przez ten cały czas dzwoniliśmy do siebie. Dziś powiedziałem im w szatni przed pierwszym treningiem, że tego nie można kupić za żadne pieniądze.
Przed startem rozgrywek sporo mówiło się o tym, czy Czarni w ogóle zagrają w IV lidze. Chodziło rzecz jasna o pieniądze. Czy prowadzenie drużyny, która ma ograniczone możliwości w zakresie pozyskiwania nowych graczy to dla Pana dodatkowe wyzwanie?
Sytuacja przed startem rozgrywek jest trudna. Tegoroczna IV liga będzie bardzo mocna, zarówno kadrowo jak również organizacyjnie. Znam jednak możliwości moich zawodników. Każdy z nas jest bardziej doświadczony i mądrzejszy. Biorąc pod uwagę fakt, że ci chłopcy, którzy zrobili awans wraz z trenerem Ryszardem Skubą, któremu serdecznie gratulowałem dobrej roboty wraz z Kamilem Folwarskim, który dołączył do drużyny będą w stanie grać na wysokim poziomie. Trzon złożony z doświadczonych zawodników plus utalentowana młodzież z którą w Jaśle pracuje się od lat bardzo dobrze gwarantuje, że zarówno chłopcy jak też sztab trenerski zrobią wszystko, aby wynik był jak najlepszy. Nie ma tutaj zawodników z zewnątrz, wszyscy są swoi, mają biało-czarne serca.
Celem nadrzędnym dla władz klubu będzie z pewnością zagwarantowanie utrzymania drużyny w IV lidze. Jakie cele stawia przed sobą trener?
Nie stawiałem przed sobą ściśle określonych celów. Chcę, abyśmy po rundzie jesiennej zajmowali miejsce w tabeli, które zagwarantuje nam spokojną zimę. W przekroju całego sezonu będziemy dążyć do tego, aby drużyna stale się rozwijała i stabilizowała swoją grę na optymalnym poziomie. Nie ukrywam, że chcielibyśmy grać o pierwszą dziesiątkę. Jeżeli wszystko będzie dobrze poukładane jest to możliwe. Będzie jednak bardzo ciężko, bowiem przy takiej liczbie drużyn tabela może być wyjątkowo płaska. O końcowej kolejności decydować mogą poszczególne mecze a nawet bilans bramkowy. Nie spodziewam się, aby było tak, że trzy drużyny grają o awans, kilkanaście rywalizuje o miejsca w środku tabeli a kilka walczyć będzie o uniknięcie spadku.
Pokusiłby się Pan jednak o wskazanie faworyta rozgrywek IV ligi w nadchodzącym sezonie?
To bardzo trudne pytanie. Przy sytuacji ekonomicznej niektórych z klubów trudno powiedzieć, czy dana drużyna dotrwa do końca rozgrywek. Gdyby zapytał mnie pan o szanse Crasnovii Krasne jeszcze miesiąc temu mówiłbym o tym klubie w samych superlatywach. Dzisiaj jak wiemy Crasnovii w IV lidze nie ma. Dlatego też należy szanować to, co dzieje się obecnie w Czarnych. Mam nadzieję, że zostaną wszyscy zawodnicy. Wychodząc na trening czy też mecz po prostu chcesz wygrać i mieć z tego tytułu satysfakcję. W lidze nie ma faworytów.
Kibice zastanawiają się nad tym, jak wyglądać będzie gra drużyny w nadchodzących rozgrywkach. Postawi Pan na budowanie drużyny od tzw. „tyłu” kładąc nacisk na grę w defensywie, czy może drużyna będzie ofensywnie usposobiona?
Każdą drużynę zawsze buduję od tyłu. Formację defensywną mamy bardzo solidną z dobrym bramkarzem. Będziemy jednak chcieli grać miły dla oka ofensywny i widowiskowy futbol. Chcę wykorzystać potencjał takich graczy jak Folwarski czy Szopa, którzy potrafią grać do przodu. Z pewnością wiele miejsca poświęcimy dopracowaniu gry skrzydłami. Mamy wielu ofensywnych graczy. Zmartwiła mnie informacja o kontuzji Michała Tusińskiego. Są jednak Grzegorz Munia czy Damian Kulig i wielu innych. Nie mamy zbyt wiele czasu na to, aby się przygotować. Zapewniam jednak, że drużyna będzie gotowa w stu procentach na pierwszy mecz w sezonie (ten rozegrany zostanie przy Śniadeckich 6 sierpnia 2016 r.).
W minionym sezonie z bardzo dobrej strony pokazali się młodzi zawodnicy. Kibice wielokrotnie oglądali rajdy Artura Wójtowicza w bocznych sektorach boiska, czy dobre pociągnięcia z piłką w środku pola Jakuba Stelmacha. Czy w Pana drużynie będzie miejsce dla utalentowanych młodych graczy?
Mam wiele informacji o tych młodych chłopakach. Trzy lata temu, kiedy wprowadzałem do gry młodziutkich, ledwo szesnastoletnich Świątkowskiego, Szopę czy Nabożnego wszyscy pukali się w czoło. Po kilku miesiącach mówiono, że z tych chłopaków coś będzie. Dziś może być tak samo. Ciężką pracą oraz dobrą atmosferą z pewnością uda się zrobić z młodych zawodników właściwy materiał na solidnych graczy.
Z Jackiem Klisiewiczem, trenerem Czarnych Jasło rozmawiał Marcin Dziedzic.
